Rozmowa z... samym sobą cz. 2Prawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa

Mój YouTube

Pierwszy wpis na blogu

Prawo Przyciągania, the secret

– No… ale Bóg tak wygląda… – Wciąłem się delikatnie.
– A jak ci się miałem ukazać? Jak Elvis? Jak Travotla? A może jak Sharon Stone? – Mówiąc to zamieniał się w każdą postać.
– Możesz tak zostać! – Krzyknąłem, gdy przekładał nogę, będąc Sharon.
– Ta! Od razu! Ty erotomanie! – Zamienił się ponownie w staruszka, mrugając mi znacząco okiem. – Postać starca najbardziej przemawia do waszej wyobraźni.
– Dlaczego erotomanie? Wszak stworzyłeś mnie na swoje podobieństwo!
– Nie Ja cię stworzyłem, tylko twoi rodzice dali ci życie. Ja umożliwiam ci tylko podłączenie się do sieci.
Czy uważasz, że tylko komputer Microsoftu może być podłączony do Internetu? Ja stworzyłem tylko egzemplarze samopowielające się.
– Czyli z Adamem i Ewą to prawda? – Zauważyłem.
– Dajże spokój! Uważasz, że dwoje ludzi napełniłoby świat? Toż to byłby świat mutantów i debili! Nie tylko oni byli pierwsi, było ich trochę więcej… nieważne ilu. Ale wracając do tematu: Dziwię się jak istoty, które mają tak doskonały system nerwowy, mogą się tak zachowywać, tak być sobie wrodzy, tak… nieludzcy? Coś musiałem sknocić. Ale to naprawię.
– Co to znaczy? Czy zniszczysz świat? – O mało nie zadławiłem się piwem.
– A cóż mi on winien? To ludzie stali się elementami, które należy wyplenić! – Zacisnął pięści, a Jego oczy stały się wilgotne. Westchnął głęboko. Wypróżnił fajkę o poręcz fotela i ponownie ją nabił. Zapalił i chyba źle się zaciągnął, bo zaczął przeraźliwie kaszleć.
– Nie służy Mi ta powłoka. Jest tak niedoskonała… – Powiedział niby do siebie, ale ja usłyszałem. Udałem, że jednak nic się nie stało.
– Zamiast skupiać się na nauce i doskonaleniu swojej energii, zamiast rozwiązywać problemy i chłonąć przyrodę, to wy zajmujecie się takimi duperelami jak wojny, polityka, podziały i… i po co budujecie te pokraczne budowle, nazywane kościołami? Dla Mnie? Co? Uważacie, że to budka telefoniczna przez którą tylko się można ze Mną połączyć? Oj! Dzieci, dzieci… Ja jestem w każdym z was, każdy Mnie w sobie nosi. Nieważne czy biały, czarny, czy zielony. Nieważne czy arab, czy chrześcijanin, czy niewierzący. Wszyscy należycie do Mnie i Ja do was wszystkich. Może to co teraz powiem, wyda ci się okrutne, ale na pewno nie jestem miłosierny i nie każdy trafi przed Moje oblicze. – Zawahał się chwilę i zastanowił. Dostrzegł, że nie mam już piwa.
– Jeszcze jedno? – zapytał.
– Z ochotą. – W tej chwili butelka się napełniła.
– Wybacz, że nie zmieniam ci szkła, ale…
– Nic to!
– Tak. Nie każdy trafi przed Moje oblicze. Bo i nie ma takiej potrzeby. Są inni, którzy segregują, klasyfikują wasze doznania, energię. Wy to nazywacie duszą.
– Jak to klasyfikują? – Zastanowiłem się. – To dla Ciebie jesteśmy tylko energią? Tylko przedmiotem segregacji?
Wszystko w koło zawirowało. Zdawało mi się, że lecę w przepaść. Że grunt usuwa mi się spod nóg. To miliardy ludzi wierzą, że Bóg ich kocha i że po śmierci spotkają się z Bogiem, a Ten mi tu prawi, że jesteśmy tylko energią, prądem elektrycznym, benzyną?!
– Spokojnie! Nie denerwuj się! – Odpowiedział na moje myśli. – Nie jesteście taką energią, o jakiej ty myślisz. Jesteście energią potrzebną do budowy i trwania Wszechświata. To między innymi z waszych przeżyć wyciągana jest esencja trzymająca to wszystko w ładzie. Jednak najlepszą energię dają ludzie dobrzy dla innych i dla siebie. A tych jest bardzo mało na Ziemi. Ale i tak wszyscy tu trafiają, wcześniej, czy później.
– Czyli wszyscy i tak trafią do jednego kotła? – Czegoś nie rozumiałem.
– Nie słuchasz Mnie? Powiedziałem wcześniej, że wasze… dusze są segregowane. Te czystej wody trafiają do środka Wszechświata i stanowią jego rdzeń.
– Czyli to jest Niebo…
– Dokładnie! A te pośledniejszego gatunku rozsyłane są na peryferie Wszechświata.
– Piekło?
– Jak zwał, tak zwał. Ale na pewno nie takie, jak je sobie wyobrażacie. Choć na krańcach wszechświata siła odśrodkowa jest pierońska! – Uśmiechnął się zawadiacko. – Nie jesteś głodny?
– Nie. A która to godzina? – Spojrzałem na zegarek. Była 9.35. – O kurde! Miałem być o siódmej w pracy! Ale nawaliłem. Będę musiał wziąć urlop.
– Bez obaw. Wszystko będzie dobrze. – Zapewnił mnie. – Czyli mam problem z dobrymi ludźmi…
– Zamyślił się. – Znaczy z ich brakiem… – Mówił jakby do siebie, a Jego oblicze posmutniało. Niebawem braknie dobrej energii…
– A nie stworzyłeś innych światów z innymi ludźmi? – Zagadnąłem, bo żal mi się zrobiło Staruszka.
– Co? – Wyrwał się z zamyślenia. – A tak! Stworzyłem i to miliardy, ale z innymi też mam problemy. Może innej natury, ale są!
– No i jak sobie z nimi radzisz?
– Jakoś mi to idzie. – Wyczułem, że nie chce, abym dalej drążył ten temat.
– A te kataklizmy, wypadki i inne tam na Ziemi, to Twoja robota? – Zmieniłem temat.
– Może nie bezpośrednio Moja, ale z Mojego polecenia.
– A wiesz, co czują ludzie, gdy giną ich bliscy?
– A czy wy wiecie, co czuje krowa, której zabijacie cielę? Co czuje sarniak widzący, jak zdycha jego mama złapana we wnyki? Czy wiecie jak płaczą mrówki, gdy niszczycie ich gniazda? Co innego, gdybyście robili to z głodu…
– Ale to są tylko zwierzęta… – Próbowałem bronić ludzi. Wszechmocny okeż nie spadł z fotela, próbując strzelić mnie w głowę.
– Jak śmiesz pomniejszać rolę zwierząt?! To są także Moje dzieci! – Myślałem, że pęknie ze wzburzenia.
– Więc dlaczego nie korzystasz tylko z energii zwierząt? One sprawiają mniej kłopotów…
– Ale trujesz! Sam pomyśl trochę! – Starzec wydawał się być zdegustowany. – Muszę trochę odpocząć. A i ty zrób sobie przerwę i odejdź od komputera. Zapal sobie, wymyśl jakąś logiczną odpowiedź na swoje pytanie, bo czym więcej piszesz, to bardziej gmatwasz.
Zaskoczyło mnie to, co powiedział. Przecież siedzę naprzeciw Niego w fotelu, piję piwo… No właśnie! Zapomniałem o piwie! Jego chłodny łyk orzeźwił mi gardło. Więc co On mi tu prawi o jakimś komputerze? Wtedy, jakby z zewnątrz, przyszła mi odpowiedź na swoje pytanie:
– Bo energię zwierząt można porównać do słomy, a energię ludzi do benzyny? – Wydukałem niepewnie.
– Można i tak. Więc nie gań Mnie za to, że kataklizmy, katastrofy uśmiercają ludzi. Zapewniam cię. Życie ziemskie, nawet najbardziej szczęśliwe, jest niczym w porównaniu z udziałem w tworzeniu jądra wszechświata. Tylko wy nie zdajecie sobie sprawy z tego! – Pyknął fajkę, przeczesał brodę i energiczniej zaczął się bujać. – Ale Ja lubię bujać… się w fotelu. – zachichotał.
Niekiedy rozbrajała mnie jego powierzchowność. Raz sprawiał wrażenie niedołężnego starca z oznakami zdziecinnienia, by za chwilę zmienić się w rozsądnego Ojca.
– Jednoczycie się dopiero, gdy zdarzy wam się jakaś tragedia. Wtedy zadajecie sobie pytania czy Ja w ogóle istnieję i jak mogę być dobrym Bogiem, kiedy pozwalam
na takie rzeczy. Dlaczego podczas normalnego życia tak niewielu z was dostrzega w sobie Moją obecność? Oj! Dzieci, dzieci…
– Boże, Ojcze Wszechmogący… – Chciałem zapytać, ale mi przerwał.
– Coś ty taki oficjalny? Pewnie chcesz coś ode mnie wydębić! – Iskra nieufności błysnęła Mu w oku. – Dobra! Nawijaj! W końcu to Ja cię tutaj zaprosiłem.
– Właśnie chciałem zapytać, dlaczego tu jestem?
– Wspomniałem na początku o problemach z ludźmi. Nieprawdaż?
– Prawdaż. – Przytaknąłem.
– Otóż reasumując oni nie wierzą we Mnie sercem. Mimo, że klerycy prawią wam o Mnie i wpajają nawet dobre zasady, ale modlą się nie bezpośrednio do Mojej Osoby. Wiele jest religii na świecie, ale większość błądzi pośród zasad, które sami stworzyliście. Nie są to Moje zasady. A twoja rola jest taka, aby opublikować to, co napisałeś. Być może tak dotrze to do ludzi.
– Jak to: „to, co napisałem”? Przecież nic jeszcze nie napisałem i nie wiem czy wszystko pamiętam, co się do tej pory wydarzyło. – Nie rozumiałem Stwórcy.
– Dobra! Ocknij się i popatrz przed siebie. – Mówiąc to, klasnął w dłonie.
Co się tu znowu dzieje?! Siedzę teraz przed komputerem i piszę te słowa. Na monitorze jest już napisane prawie siedem stron tekstu. „Kładę się spać” – tak się zaczyna, ale jeszcze nie ma tytułu.
– W pufie.
– Co w pufie? – Zaciekawił się Wszechmogący.
– Nic, nic. Tylko córka mnie pytała, gdzie jest gazeta. – Byłem z powrotem przed Jego obliczem.
– No i wiesz już co się dzieje?
– Nie bardzo… Bo jak jestem tu, to nie mogę być teraz u siebie i pisać na komputerze… Chyba, że…
– Kombinuj dalej. – Zachęcał mnie.
– Chyba, że ja siedzę w domu i… teraz opisuję to… Nie! Ja to po prostu wymyślam! – Czułem, że chwyciłem Boga za nogi… Czyli: znalazłem rozwiązanie. – Ale to by znaczyło, że wszystko to dzieje się w moim umyśle i Ciebie nie ma!
– Jestem, jestem… Ale ta forma wydała mi się najbardziej odpowiednia do kontaktu z tobą. I ponawiam Moją prośbę: opublikuj to. – Stał przy mnie i ściskał moje ramię. Zrozumiałem, że wszystkie te scenerie, polana, ściany, rzekę, to sam sobie wymyśliłem. Tylko po co?
– Ale opowiadanie jest o wiele ciekawsze, niż w przypadku, gdybyś zastosował sam nasz dialog. – Zauważył Wszechmogący.
– Ale.. ludzie wezmą mnie za heretyka, bluźniercę i za obrazę ich uczuć religijnych mogą mnie postawić przed sądem! Nie… Chyba tego nie mogę zrobić. Zaraz to wykasuję…
– Ani się waż! – Ryknął. – To Ja po to się tyle nad tobą produkuję, żeby wszystko obróciło się w perzynę?!
– Ale niektórzy mnie przeklną i będą pisać do mnie złowieszcze maile!
– To zgłosisz to do prokuratury.
– A jak wezmą mnie za wariata? Zawiążą w kaftan i umieszczą w wariatkowie?
– Za co? Za to, że opisałeś Boga, takiego jakiego nosisz w sercu? Takiego, jakim ci Się przedstawiłem? A niech oni udowodnią, że to, co propagują jest właściwym obrazem Boga! Co z tego, iż większość w to wierzy? Dla Mnie to nic nie znaczy… – Uspokajał się stopniowo.
– A jeśli będą zadawać mi pytania dotyczące Ciebie?
– To im odpowiedz na tyle, na ile poczujesz problem.
Ale przecież każdy może bezpośrednio ze mną gadać! Dla każdego znajdę czas… No a teraz już idź, bo i tak za długo ze Mną siedzisz.– Spojrzałem na zegarek. Była 10.57.
– No to pa! – Wylogowywał się, a Jego głos zanikał.
– Ale momencik! Jeszcze mam kilka pytań! – Wołałem w pustkę.
– Zachowaj je na następne opowiadanie… A butelkę zostaw przy windzie… – Ledwo słyszalny szept został zagłuszony przez odgłos zbliżającej się windy. Stałem oto przed rozchylonymi drzwiami. Wszedłem do środka, ale nie było tam żadnych guzików. Mimo to winda ruszyła w dół. Spadała chyba swobodnie, bo zacząłem się unosić w niej.
Coś mnie tknęło! Podniosłem głowę. Był półmrok. Pomarańczowa latarnia zza okna sączyła światło przez mgłę. Cyfrowy zegar na czerwono wyświetlał godzinę 3.17. Czułem się rześki i wcale nie chciało mi się spać. Wydawało mi się, że dopiero co zasnąłem. Sięgnąłem po papierosa. Zapaliłem. Nagle w drzwiach zaczęła pojawiać się jakaś poświata.
– Ki diabeł? – Podszedłem do okna. Przed blokiem jechał samochód. Chyba policja. Siadłem na łóżku i dopaliłem papierosa. Kładąc się zauważyłem, że mam komórkę w kieszeni piżamy.
– A tyś skąd się tu wzięła? – Nie przypominałem sobie, abym ją wczoraj wkładał do kieszeni. – Pewnie żona mi jakiś numer chciała wykręcić…
Przypadkowo wcisnąłem boczne klawisze i zewnętrzny ekran mojej V500 wyświetlił godzinę 11.02.
– Cholera! Znowu któraś obracała moją komórę – Zakląłem cicho. Sprawdziłem jeszcze, czy ktoś do mnie nie dzwonił. W „przychodzących” były wyptaszkowane dwie ostatnie rozmowy jako „prywatne”. Pierwsza odbyło się o 7.11, a druga o 7.13. Nie chciało mi się dociekać skąd to się wzięło. Usnąłem…
Rano stwierdziłem, że mój naręczny zegarek też spieszy… O ponad osiem i pół godziny…
04.02.2006

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka

*

Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO

Pińczowskie Artały

Prawo Przyciągania, the secret

Odsłony

Strony|Odsłony |Unikalne

  • Ostatnie 24 godziny: 0
  • Ostatnie 7 dni: 555
  • Ostatnie 30 dni: 6 283
  • Online: 0