Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Nie wiem, co myśleć. Czym więcej wiem, tym mniej wiem. Czym więcej rozumiem, tym mniej rozumiem. Zaczynam się plątać, ale szukam wyjaśnień. Nie usilnie, a tylko po to, aby wiedzieć. Wiedza daje mi spokój. Pełna wiedza. Niedomówienia tworzą niepokój. Niejasność tworzy mrok. Jednak odpowiednia wiedza pojawia się wtedy, kiedy do niej dojrzejemy, kiedy do niej ewoluujemy. Ale nawet pewność jest pojęciem względnym. Pewni jesteśmy czegoś, co odbywa się w znanych warunkach i czego sami doświadczyliśmy. Znamy smak kawy w swoim kubku i jesteśmy pewni, że kolejny łyk będzie smakował tak samo. Nie jesteśmy pewni smaku kawy w kubku sąsiada, choć sami ją przyrządziliśmy. Pewność nabywa się przez doświadczanie danego stanu.

Od długiego dość czasu stykam się ze złą energią emanowaną przez religię katolicką. Wręcz zanurzony w niej jestem, ale skafander, który mnie przed nią chroni robi się coraz bardziej szczelny i coraz mniej mnie tego zła dotyka. Świadom jestem zadania tej i każdej innej religii, którym jest zatrucie świadomości i zmanipulowanie człowieka po to, aby produkował negatywne wibracje. Sztuka polega na tak umiejętnym zmanipulowaniu, aby obiekt manipulacji nie domyślił się, że jest manipulowany, a nawet walczył w obronie tej manipulacji.

Wolnomularstwo

Religia katolicka (do niej tylko się odnoszę, bo to ona mnie okala) daje wielu ludziom mnóstwo radości. Obecnie trwające Światowe Dni Młodzieży są tego dobitnym przykładem. Młodzież bawi się wspólnie z księżmi i zakonnicami, tańczą, śpiewają. I jest im cudownie. Ale ta radość, to tylko marchewka dla osła uwiązana na kiju. Radość ta, to tylko perfidny wabik, który ma dać profity w przyszłości. Nie młodzieży, ale klerowi i Istotom Niskowibracyjnym, którym oni służą. Na końcu tej radości jest strach przed śmiercią i niepewność, czy w swoim życiu dobrze wykonaliśmy wolę Pana? Czy zasłużyliśmy na życie wieczne? Czy jesteśmy godni spoglądać w Pańskie oblicze? Radość katolicka siana w młodych umysłach ma zamydlić im trzeźwe myślenie. Dlaczego nie organizuje się Światowych Dni Starców? Bo w nich nie ma już sensu inwestować, gdyż oni już są w systemie niskowibracyjnym od dawna. Starców trzeba doić skutecznie z niskiej energii póki żyją. Dlaczego większość „moherów” to stetryczałe, zrzędliwe, zajadłe i schorowane osoby powyginane reumatyzmem i jedzone przez raka? Są coraz bliżej śmierci i ich strach wynikły z niepewności coraz bardziej rośnie. Babcie oddają swoje renciny, by zyskać zapewnienie, że pójdą do nieba. Płacąc oddalają strach, ale niepewności się nie wyzbywają.

Działalność kościoła to bardzo przemyślane, zawoalowane działanie. Żeruje i manipuluje dwoma skrajnymi ludzkimi uczuciami: miłością i strachem. Każe być posłusznym Bogu, który cię do tego stopnia miłuje, że jak zrobisz coś nie po jego myśli, to spuści ci wpierdol. W imię miłości oczywiście i dla Twojego dobra. Teren, który masz do dyspozycji, jest ściśle określony. Miłość Boga sięga wszędzie, ale jak wyjdziesz poza ogrodzenie, to jesteś udupiony. Nie będę tu przytaczał argumentów na swoje racje, bo ten tekst nie służy nawracaniu katolików. Fanatyka nie da się nawrócić i uzdrowić. Religia jest rakiem społeczeństwa, który coraz bardziej stał się inwazyjny. Np. w Krakowie młodzież i inne osoby biorące udział w ŚDM, skutecznie utrudniają funkcjonowanie osób niezainteresowanych tą imprezą i w dupie to mają, że np. muzułmanin (a muzułmanin to przecie terrorysta) ma utrudniony dojazd do pracy, i w dupie to mają, że takie zgromadzenie ludzi na małym terenie produkuje olbrzymie ilości dwutlenku węgla, śmieci, fekaliów i to jest jak plaga szarańczy. Dla nich ważna jest ich obecna radość. Białaczka też ma gdzieś, że utrudnia pracę krwi. Oczywiście, handlowcy niektórzy na tym zarobią, ale i tak te pieniądze wydadzą na leczenie siebie i bliskich.

W związku z masowymi publikacjami dotyczącymi ŚDM, doszły mnie słuchy, że jakoby kardynał Dziwisz, a także papież Franciszek byli masonami. Nie wiem, ile w tym prawdy i nie będę sprawdzał, choć bardziej to można udowodnić lub zdementować niż niepokalane poczęcie Jezusa. Wikipedia pisze: „Wolnomularstwo, inaczej masoneria lub sztuka królewska – międzynarodowy ruch, mający na celu duchowe doskonalenie jednostki i braterstwo ludzi różnych religii, narodowości i poglądów” i w przypadku Franciszka, to by się zgadzało. On dąży do liberalizacji zasad swojej religii i takie poglądy głosi. Nie będę zagłębiał się w ideologię masonów, ani rozkminiał ich zasadności, ale zajmę się czymś innym, co przyszło mi do głowy.

Mówi się, że masoni stoją za NWO, za chemtrails, za GMO i wszelkimi innymi truciznami, a także za strojem 440 Hz. Zastanawiłem się przez parę chwil, dlaczego światli i duchowi ludzie, którzy znają o wiele więcej prawd rządzących naszą rzeczywistością, mający nieograniczone bogactwa i władzę dążą do depopulacji ludności i zsyłają na swe narody duchowe i cielesne trucizny. Dlaczego masoni nie deklarują jawnie swojej przynależności do loży i nie zapraszają do niej każdego, a kościół drze się w niebogłosy i pozyskuje wszelkich ludzi udanych i mniej udanych? A nawet wcześniej to ogniem i mieczem wcielał owce w swoje łono. Na siłę i nie było przeproś.

Olśniła mnie jedna myśl, choć jest bardzo niepopularna, a być może nawet wywrotowa, jednak w moim odczuciu bardzo logiczna. Gdy człowiek zachoruje na raka, modnym sposobem jest użycie chemioterapii. Choć to metoda szkodliwa dla organizmu, to jednak niekiedy pozwalająca pozbyć się komórek nowotworowych. Jak już wcześniej wspomniałem uważam religię za raka społeczeństwa (i nie tylko ja), a działania NWO zdają się być taką chemioterapią. Normalnie mówiąc depopulacja ma wyeliminować ludzi, którzy są takimi komórkami rakowymi, którzy swymi lękami, nienawiścią, zazdrością, mściwością tworzą mnóstwo niskich wibracji, w czym przeszkadzają Matce Ziemi w jej radosnym istnieniu. Ona sama zwalcza ludzką plagę powodziami, trzęsieniami, pożarami i innymi kataklizmami. Ziemia tak się broni przed złymi ludźmi. A tak na marginesie za komuny jakoś nie słyszało się o trąbach powietrznych w Polsce…

Działania masonerii w tym świetle zdają się być jak najbardziej na miejscu i służące poprawie zdrowia naszej planety. Bo my na niej jesteśmy tylko gośćmi. To tak jakby system odpornościowy niwelujący szkodliwe bakterie. Jeśli nie da się uzdrowić szkodliwego organu, to trzeba go wyciąć. Oczywiście komórki rakowe zawsze protestują przed ich unicestwieniem, bronią się, rozprzestrzeniają, tworzą przerzuty, bo przecież każdy chce żyć i każdy ma prawo do życia. Jednak trzeba tak żyć, a by nie utrudniać innym życia. Ziemia też jest organizmem żywym i tak samo jak człowiek ma prawo do radości. Jeśli nie respektujemy tego prawa, to musimy zakończyć obecność na Ziemi. Najgorszą rzeczą, jaką człowiek prześladuje Matkę Ziemię, to nie jest zatruwanie środowiska, ale przede wszystkim produkcja złych emocji. I teraz albo zmienimy swoje myśli i nauczymy się tworzyć dobrą energię, albo będziemy musieli odejść z tej rzeczywistości.

Obecnie religie takie jak chrześcijaństwo, muzułmanizm, judaizm są złymi, destrukcyjnymi religiami, produkującymi mnóstwo złych wibracji dla Istot Niskowibracyjnych. Iluminaci chcąc wyeliminować te emisje używają różnych metod, od subtelnych, po radykalne. Bardzo subtelną metodą jest zmiana stroju instrumentów na 440 Hz. Bezinwazyjna, ale skuteczna w dłuższym okresie czasu. Powodująca powolne wyniszczanie organizmu przez aplikowanie nienaturalnego brzmienia. Radykalną jest zatruwanie pożywienia. Jednak obydwie metody, podobnie jak chemioterapia, niszczą również komórki nierakowe. Chciałoby się powiedzieć zdrowe. Jednak w myśl Prawa Przyciągania podobne przyciąga podobne i w tym kontekście zniszczeniu ulegnie także komórka, która jest nierakowa, ale, że tak powiem, także niepewna siebie, mająca wątpliwości. Czyli taka, która się czegoś boi, czyli podatna na zrakowienie.

Receptą na zdrowe przeżycie w środowisku takiej chemioterapii, jest jak najbardziej generowanie radosnych wibracji i to w każdej sytuacji. Zło istnieje po to, aby bardziej docenić dobro. Doświadczanie zła daje nam możliwość uczenia się rozpoznawania go i omijania, a nie zanurzania się w nim i topienia w niemocy. Ból daje nam sygnał, że coś złego się dzieje. Gdy raz walniemy się młotkiem w palca wbijając gwoździa, to zaczynamy być ostrożniejsi. Gdyby nie było bólu, to tłuklibyśmy się po palcach bez opamiętania. Takim znieczuleniem na ból wydają mi się właśnie Światowe Dni Młodzieży. Chemioterapia nie jest skuteczna, gdy człowiek jest pesymistą. Raka można wyleczyć samym dobrym nastawieniem, bo tak zostały nasze ciała stworzone. Nasze myśli kreują nasz świat. Kto zawładnie naszymi myślami, zawładnie naszą rzeczywistością. Jeśli Franciszek jest masonem, to działa nie dla dobra kościoła, ale dla dobra jego wyznawców, uświadamiając tym bardziej myślącym, że sprawy nie tak się mają, jak oni sądzą.

To my decydujemy, co nam szkodzi, a co nie. Nawet jeśli smugi na niebie nie są szkodliwe, to samo myślenie o tym, że są, nas zabija. Jeśli myślimy, że nasz Pan nie jest z nas zadowolony i nie dostąpimy życia wiecznego, to strach nas zabija. A przecież nasz Stwórca nie potrzebuje od nas żadnych ofiar, nie potrzebuje pokory, strachu. Nie potrzebuje, abyśmy klękali i celebrowali jakiekolwiek cierpienie. Przyklęka się, gdy chce się zniżyć do poziomu kogoś małego. Nasz Stwórca ma wszystko, jest wszystkim i jest niesamowicie radosną istotą. Czy złośnik, morderca (Bóg, który pozwala na mordowanie innych w imię swoje, sam jest morderca przecież), mściciel mógłby stworzyć tak piękne kwiaty? Tak piękne zachody słońca? Tak piękne motyle? To dlaczego klechy każą celebrować krzyż pański i cierpienie Chrystusa? Dlaczego droga krzyżowa jest tak ważnym elementem katolicyzmu? Z cierpienia nie urodzi się radość. Nawet po śmierci. Nie może złe drzewo dobrych owoców wydawać. Dlaczego w Polsce kler tak usilnie zabiega, aby wszędzie wisiały krzyże i wiszącym na nich trupem Jezusa? Ponoć to dla uświadomienia zmartwychwstania. Tyle, że tam nie wisi radosny Chrystus, tańczący obok swego ojca. Ten symbol ma przypominać cały czas o cierpieniu i budzić strach. Tak jak sygnał karetki, który rozrywa uszy i ludzie myślą, że już coś się złego stało i sprowadza na nich coś złego. Oczywiście nie wszyscy, tak jak i nie wszyscy cierpią widząc krzyż. A powinni. Dlatego też katolicyzm jawi mi się, jako religia satanistyczna. Takie mam wrażenie.

A propos destrukcyjności katolicyzmu przypomniał mi się taki fakt, że przecież w Boże Ciało masowo sypie się drogi procesji martwymi kwiatami, które do tej pory radośnie żyły nieświadome niczego. Po chwili trupy tych kwiatów zaśmiecają pobocza, bo tak naprawdę życie innych istot dla tej religii jest sprawą podrzędną. Katolik zapewne zaprotestuje, że to tylko kwiaty, a Bóg przykazał czynić sobie Ziemię poddaną. Powiem tylko tyle, cytując klasyka: „W dupie byłeś i gówno widziałeś”. I pozostawię to bez dalszego komentarza.

Zaledwie tylko tknąłem tematu, który mi się objawił. Wiele wątków mi umknęło. Takie są moje wrażenia i spostrzeżenia z obecnej mojej rzeczywistości i aż się trochę przeraziłem, że mogą one być trafne. Intuicja podpowiada mi, że są. Ziemia podniosła wibracje, aby strząsnąć pchły, masoneria depopulizuje, a jedynym racjonalnym rozwiązaniem wydaje się być uświadamianie ludzi, że to od nich samych zależy ich życie. Że sami są swoim Bogiem i nikt bez ich zezwolenia nie może zmienić nic w ich życiu. Urodziliśmy się, aby doświadczać teraz radości, a nie po śmierci. Gdy wchodzimy do sklepu, to w nim robimy zakupy, a nie po wyjściu z niego.

Jeśli coraz więcej będzie radosnych i uduchowionych ludzi, to Ziemia się uspokoi. Każdy zajmie się swoim ogródkiem, a nie będzie obgadywał kiecki sąsiadki. Każdy ma prawo żyć, tak jak chce, pod warunkiem, że nie przeszkadza innym. Komórki wątrobowe nie pchają się do serca i nie uświadamiają go, że to ich rola jest najlepsza i że tylko dzięki nim organizm będzie nieśmiertelny. Każdy z nas ma swoje indywidualne zadanie do spełnienia i od nas zależy jak je wykonamy. Nadrzędnym zadaniem dla wszystkich istot w tej rzeczywistości jest generowanie wysokich wibracji, gdyż to nas zbliża do Największej Możliwej Wibracji. Jeśli nie chcemy być radośni, to też mamy prawo do smutku, ale bez zawadzania tym naszym stanem innym stworzeniom. Tylko rak się panoszy bezwzględnie. Bóg, który nakazuje i wymaga poddaństwa, jest miernym Bogiem. Jest Bogiem niskowibracyjnym. Bóg radosny daje i wymaga tylko radości. Królowa matka nie nakazuje pszczołom, aby latały w określoną część łąki i oddawały jej pokłony. Pszczoły maja zbierać nektar i pyłek, a tylko od nich zależy, z którego kwiatu.

– A co byś zrobił, gdyby na ciebie padła jakaś śmiertelna choroba? – w tym momencie odezwał się JAM, które całe to moje pisanie obserwował z rogu szafy, na której wygodnie siedział i machał nogami.

– Cały czas przecież pracuję nad swoimi myślami i staram się, aby były dobre ­– odparłem.

– Niby jesteś zdrową komórką, ale jednak ostatnio popadasz w zwątpienie, bo jakoś nie możesz się przebić. Nie masz pewności, co do swojej przyszłości i dlatego boisz się.

– Nie boję się, ale przyznam, że jest we mnie niepewność. Cały czas kontroluję swoje myśli, ale widocznie jeszcze tego nie potrafię, gdyż destrukcyjne ciągle się przemycają.

– Znalazłeś się na krawędzi ubóstwa, nie bez przyczyny. Do tej pory wszystko dawałeś, poświęcałeś innym swój czas, umiejętności, pieniądze, a nie nauczyłeś się brać. Aby wyrównać energie zostałeś przyparty do muru. Teraz musisz nauczyć się brać i prosić. Nie może istnieć światło bez ciemności, dobro bez zła. Żeby dawać, trzeba też brać. Jeśli się tego nie nauczysz, nie będziesz mógł sprawnie poruszać się w tym świecie. Naucz się upominać o swoje i wymagać od innych. Teraz twoja niepewność generuje stres, a przez to wytwarzasz złe wibracje i, niejako, też jesteś typowany do odstrzału. Można powiedzieć, że chemioterapia ciebie też może zahaczyć. I co zrobisz, gdy się okaże, że jesteś na Ziemi zbędny, że nie jesteś godzien tu żyć?

– Ale ja…

– Czysto teoretycznie oczywiście.

– Hmmmm… Podoba mi się na Ziemi. Kocham ją i dlatego wolę fotografować przyrodę niż ludzi, wolę wieś, niż miasto. Lubię chodzić boso po trawie i patrzeć w chmury i na zachody słońca. Kocham Ziemię prawdziwą miłością i gdyby się okazało, że jej szkodzę, to usunąłbym się nie protestując.

– Czyli popełniłbyś samobójstwo?

– Nie. Jeśli nie mógłbym zmienić swego myślenia i zaprzestania produkowania złej energii, to przyciągnąłbym jakiś wypadek na siebie. Tak jak np. stało się w Nicei.

– Myślenie o swojej śmierci ze strachem, to także samobójstwo, tak jak oglądanie tragicznych wiadomości. Śmierć dotyka tylko tych, kto o niej myśli w ten, czy inny sposób. Rozumiem twój tok myślenia. Jeśli się kogoś naprawdę kocha, ale nie może się z nim z jakichś względów być, to nie przeszkadza się mu w jego życiu. Egoistą jest ten, kto tego nie rozumie.

Po tych rozmyślaniach dalej nie jestem pewien, czy mam rację odnośnie masonów. Nigdzie o takim podejściu jeszcze nie czytałem, nikt mi o tym nie mówił. Jednak coś mi mówi, że dobrze kombinuję. Jeśli będę generował wysokie wibracje, jeśli uczepię się skrawków radości i będę skakał na nich jak małpa po gałęziach, to dojdę do celu. Każda zła myśl, to upadek z gałęzi. I nie chodzi o to, aby się z wszystkiego głupkowato cieszyć, choć to jest lepsze od zamartwiania, ale o to, aby napotykając problem skupić się na jego rozwiązaniu, a nie na snuciu destrukcyjnych myśli. Wszystkie problemy, jakie nas dotykają, są szyte na naszą miarę i dotyczą tylko naszego życia. Żyrafa nie żyje w norze, toteż nie ma pazurów do grzebania w ziemi. Lis nie żywi się liśćmi akacji, toteż nie ma długiej szyi. Dla każdego naszego problemu mamy odpowiednie narzędzia, aby się go pozbyć. Pod warunkiem, że to jest nasz problem. Z nie swoim problemem nigdy sobie nie poradzimy.

 Tak jak kościół katolicki nie jest do końca zły, tak masoneria nie działa tylko dla szkody ludzkości. Wszystko jest względne i ma drugie dno. Wszystko jest potrzebne. I religia i antyreligia. A naszym zadaniem jest w tym wszystkim sprawnie pływać z jak najmniejszym uszczerbkiem i jak największą satysfakcją. Bo nasza rzeczywistość, to tylko taka gra. Bez względu, kto kim był za życia, po śmierci wszystkie dusze idą razem na piwo. Takie są moje odczucia w związku z naszą rzeczywistością i tak ją na obecną chwilę odbieram. Gdyby ktoś miał inne, bardziej konstruktywne wrażenia, to z chęcią się zapoznam i być może skoryguję swoje własne.

Sztuką jest myśleć dobrze, gdy jest źle. Ale zło jest tylko po to, by w tej sztuce stać się mistrzem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret