95. Choroba bezobjawowa, czyli napar z lipy | Prawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Spis treści
Spis Wpisów
Spis Wpisów

Chirurg, który operuje pacjenta, zasłania usta i nos maseczką dlatego, że pracuje nad rozciętym człowiekiem, którego wnętrza w tym momencie nie chroni ani układ immunologiczny, ani skóra. Ten sam chirurg, gdy pacjent już odpoczywa po operacji, idzie do niego aby sprawdzić jak się czuje już bez maseczki. Maseczka ma rację bytu tylko w środowisku septycznym, takim jak sala operacyjna. Poza nią i tak jesteśmy otoczeni wirusami, a niejako „chronią” nas przed nimi nasza skóra i układ odpornościowy. Piszę „chronią” w cudzysłowie, gdyż postrzegam naszą relację z wirusami i bakteriami zgoła odmiennie.

Nasz organizm, to swoisty komputer, którego programujemy naszymi myślami. Czym radośniejsze myśli, tym nasz organizm ma wyższe wibracje. Jeśli mamy złe myśli, stresujemy się, wtedy wibracje naszego organizmu spadają. Jeśli obniżą się one znacznie, wtedy zaczyna działać układ odpornościowy, który daje sygnał dla wirusów i bakterii, uśpionym w naszym ciele, aby zaczęły sprzątanie i usuwanie złogów złej energii. Wtedy zaczynamy np. kaszleć, kichać, podnosi się nam temperatura.

 

Z jednej strony są to objawy sprzątania, a z drugiej jest to sygnał dla nas, żeby zmienić myślenie na pozytywne. Ludzie jednak w podobnej sytuacji jeszcze bardziej nakręcają się złymi myślami i przeszkadzają w sprzątaniu. Dowalają śmieci w miejsca, gdzie wirusy już posprzątały i tzw. „choroba” trwa nadal. Bo „choroba” to nic innego, jak objaw zdrowienia.

 

Jeśli np. nieopatrznie upuściłeś coś ciężkiego do wanny i ona pękła, to można to porównać do negatywnych myśli. Teraz zaczyna się „choroba”, czyli wyciąganie wanny, niekiedy rozwalanie jej obmurowania, płytek i wynoszenie gruzu na śmietnik. Gdy już założysz nową wannę i zaczniesz ją obkładać płytkami, wtedy występują objawy zdrowienia. Gdy skończysz remont, jesteś już zdrowy.

Wróćmy jeszcze do momentu, gdy upuściliśmy coś do wanny. Zwykle wtedy dopadają nas złe emocje. Zwykle wtedy zaklniemy siarczyście. I po tym, mamy dwa wyjścia. Pierwsze:  zestresujemy się, bo przecież musimy szybko zrobić remont, a nie mamy kasy, a nie mamy czasu, albo coś tam innego i wtedy w złości rozwalamy dalej wannę młotkiem i niszczymy płytki. Drugie: myślimy –„Super! Mam okazję w końcu do zrobienia remontu” i na spokojnie analizujemy sytuację. Wpada nam myśl, że może jednak nie trzeba wymieniać wanny, bo może są metody jej naprawienia. Szukamy w necie i znajdujemy odpowiednią metodę. Sprawnie łatamy dziurę i cieszymy się dalej życiem.

W pierwszym przypadku szkody są duże i trzeba użyć dużej siły naprawczej, aby doprowadzić łazienkę do porządku. Czyli analogicznie w naszym ciele musi być zaangażowana duża liczba wirusów, aby posprzątać po naszych niskowibracyjnych myślach. Mogą być to specjalistyczne wirusy, bo jeden potrafi podłączyć wannę, a drugi umie tylko kłaść płytki. Albo może to być multiwirus, który wszystko ogarnie samodzielnie. Mówi się, że z roku na rok wirusy mutują. To nic innego, jak to, że one zdobywają nowe umiejętności i specjalizacje, aby podołać naprawie naszego ciała, gdyż i my z roku na rok zaśmiecamy je coraz bardziej wyrafinowanymi złymi myślami.

Drugi przypadek możemy porównać do tego, gdy stwierdzamy u siebie objawy corocznego oczyszczania ciała, w postaci kaszlu lub kataru i stosujemy wspomaganie w postaci np. gorącego mleka z miodem…

– Albo witaminy C z kurkumą i imbirem – w tym momencie JAM wtrącił się do moich rozmyślań. Pojawił się na brzegu kubka, w którym miałem herbatę z rozpuszczonym dżemem z pigwowca.

– Albo naparu z lipy! – dodałem. – JAMuś. Powiedz ty mi, czy ja to dobrze mówię o tych maseczkach? Czy dobrze to wykombinowałem z tym chirurgiem, bo nigdzie o tym nie czytałem.

– W sumie dobrze. Chirurg zasłania twarz, aby nie nakichać do otwartej rany, a tym samym nie wprowadzić swoich wirusów z pominięciem akceptacji układu odpornościowego do ciała pacjenta.

– Co znaczy z pominięciem akceptacji?

– Układ odpornościowy decyduje o tym, czy w danym momencie potrzebne są organizmowi jakieś nowe wirusy, czy nie. Bo te wirusy, które od dawna mamy w ciele, już się u nas zadomowiły, znają nasze potrzeby, wiedzą jak nas sprzątać. Nowe wirusy, pochodzące np. od innych ludzi, które dostają się do nas głównie przez drogi oddechowe, przechodzą niejako odprawę paszportową. Czyli układ odpornościowy sprawdza, czy może je wpuścić, czy nie. Czy przydadzą się do sprzątania, czy nie. Jeśli są przydatne, to następuje tzw. „zakażenie”. Jeśli nie, to są wydychane jako nieprzydatne.

– Powiedziałeś „nowe wirusy”, czyli te, które dopiero się pojawiły po zmutowaniu?

– Nie tylko. Nowe wirusy dla danego organizmu, to także te, które zostały zaprogramowane przez innych ludzi. Ludzie mogą posiadać ten sam szczep wirusa, ale każdy człowiek inaczej go programuje na swoje potrzeby. To tak jak z komputerami. W dziesięciu jest ten sam Windows, ale każdy służy do czego innego i coś innego wykonuje.  A wracając do chirurga i otwartej rany, to gdy przez nią dostanie się do ciała obcy wirus, którego nie zaakceptował układ odpornościowy, wtedy może dojść do niepożądanych działań. Bo wirusy działają wtedy na oślep, bez nakierowania i czynią szkody, a układ odpornościowy jest uśpiony przez narkozę i nie kontroluje sytuacji.

– To tylko po to chirurdzy noszą maseczki…

– Tylko po to.

– A innym ludziom, na ulicy, one są zbyteczne?

– Na pewno nie chronią przed wirusami. Przed pyłem, smrodem jeszcze jako tako, ale nie przed wirusami. Bo przecież nie musimy się chronić przed nimi. One są naszymi przyjaciółmi. Czy uważasz, że Stwórca Gry w Życie Na Ziemi stworzyłby coś takiego, co od środka niszczyłoby człowieka? A po co? Wirusy mają pomagać w łagodzeniu skutków złych myśli.  Zakładanie maseczki, dezynfekcja rąk na co dzień, w sklepach, to tak, jakby zamówić sprzątaczkę do domu, a potem jej nie wpuszczać, bo ktoś nam powiedział, że potłucze nam szyby w oknach. A co roku zapraszaliśmy jakąś sprzątaczkę i jeszcze żadna nam szkód nie narobiła.

– Że tak jeszcze cię zapytam, jak to się dzieje, że np. napar z lipy uzdrawia?

– Pamiętasz doskonale, że gdy pewnego razu jako małe dziecko byłeś na feriach zimowych u babci na wsi, to dostałeś gorączki i zaczął męczyć cię kaszel. Babcia na noc zaparzyła ci kwiat lipy, powiedziała, że to ci pomoże, a ty wypiłeś ten gorący płyn duszkiem i przykryłeś się grubą puchową kołdrą.

– O tak. Dobrze to pamiętam. Wypociłem się wtedy bardzo, a na drugi dzień nie było już śladu po kaszlu.

– Wtedy był to pierwszy raz, kiedy miałeś styczność z naparem z lipy. I to zaprogramowało cię na przyszłość, że napar z lipy pomaga ci przyśpieszyć zdrowienie.

– No dobrze. Programowanie takie rozumiem. Ale jak następuje przyśpieszenie zdrowienia w przypadku zastosowania substancji, o której nic nie wiemy? Na której pozytywne działanie nikt nas nie zaprogramował?

– Głównym czynnikiem nas programującym są sugestie innych ludzi. Ale to my decydujemy, jaki program z danej sugestii weźmiemy. Załóżmy, że babcia mówi ci, że napar z lipy przyśpieszy twoje leczenie. Jeśli zaakceptujesz tę sugestię i uwierzysz w nią, to do poprawy zdrowia może dojść błyskawicznie, a to umocni program naprawczy. Jeśli jednak nie uwierzysz w słowa babci, wypijesz napar i nie stwierdzisz poprawy zdrowia, to zaprogramujesz się na to, że napar z lipy ci nie pomaga. Innym czynnikiem programującym są programy nabyte w życiu płodowym od matki, którymi nasiąkliśmy przed porodem. Jednak gdy nic nie wiemy o danej substancji, a sięgamy po nią, rzec by można, mechanicznie i okazuje się ona zbawienna, to dzieje się to za sprawą…

– Intuicji! – krzyknąłem odkrywczo.

– Oczywiście!

– A intuicja, to przecież głos Istoty Wyższej! Czyli w moim przypadku, to twój głos JAMuś!

– Dokładnie.

– Jeśli zatem wierzę, że napar z lipy mnie uzdrowi, a jeszcze lepiej, gdy mam tego pewność, to tak się dzieje. Jeśli będę wątpił, to mnie nie uzdrowi.

– Inaczej powiem. Jeśli uwierzysz, albo będziesz miał pewność, w lecznicze działanie tego naparu, to on przyśpieszy twoje zdrowienie. Bo zdrowienie, jako takie, cały czas od momentu rozpoczęcia sprzątania, postępuje. Jednak proces zdrowienia (kaszel, katar, bóle mięśni, głowy itp.) jest uciążliwy. Gdy się go potraktuje jako okazję do doskonalenia siebie, do kontrolowania swoich myśli, do korygowania ich, to upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Jedną jest usunięcie niskowibracyjnych pozostałości po złych myślach z organizmu, a drugą nauczenie się pozytywnego myślenia i znajdywania sposobów na generowanie dobrych wibracji.

– Nie nauczymy się wspinać, chodząc po płaskim…

– Jako żywo, a juści, azaliż… Jakie masz myśli, takie masz życie.

– A co to jest „Sezon grypowy”?

– To czas wytchnienia, kiedy dni są krótkie, zimno ogranicza aktywność i organizm ma okazję do rozpoczęcia sprzątania po całym roku zbierania niskich wibracji. U jednych sprzątanie jest spokojne, delikatne, a u innych burzliwe.

– A u jeszcze innych bezobjawowe!

– Ha ha! Nie ma czegoś takiego jak choroba bezobjawowa. Z definicji choroba, to stan anormalny, czyli inny od normalnego. Jeśli nie masz objawów choroby, to nie jesteś chory. Choroba, to sprzątanie, któremu towarzyszy hałas, kurz, woda i śmieci, które trzeba wydalić… Nie odkurzysz dywanu niewłączonym odkurzaczem! Nawet jak będziesz zamiatał cichutko zmiotką, to i tak zmieciesz sporo drobinek, które są zbędne na dywanie. Chorujesz, znaczy, że zdrowiejesz.

– Jak to miło mądrego posłuchać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*
Wnuczka Emilka
Jarkos YouTube
Jarkosowa Dusza
*
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
"Jarkos Foto Art"
"Jarkos Foto Art"
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret