Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

…Poleceniem było cofnąć się do swojego najbardziej świadomego wcielenia, na 5 minut przed śmiercią. Cofnąłem się. Byłem w jasno oświetlonej słonecznym światłem wysokiej sali. Miała chyba z pięć metrów wysokości. W oknach powiewały białe zasłony. Właściwie to nie były okna, tylko kolumny… łuki. Coś w tym stylu.

Miałem wrażenie, że sala jest w gorącej Grecji. Na szerokim łóżku, przykrytej śnieżnobiałą pościelą, leżał siwy, brodaty starzec. Cerę miał jednak gładką i promieniującą. Od razu rzuciło mi się jego podobieństwo do Odyna z filmu Thor, którego grał Anthony Hopkins. Starzec miał otwarte patrzące oczy, trochę szkliste, ale zadowolone. Z czerwonych, półotwartych ust delikatnie wydobywał się powolny, spokojny oddech. Miał grubo ponad 500 lat. Na sali był sam. To byłem ja na łożu śmierci, kilka tysięcy lat temu.

Nagle oddech się urwał, a oczy zamknęły się. Wypłynąłem z ciała i od razu stanąłem przed szklanymi, zamkniętymi drzwiami. Po ich prawej stronie, na wysokości oczu pojawiła się szpara. Taka jak do wrzucania monety. Moja dłoń wrzuciła w nią złotą monetę. Była dość gruba i ciężka. Miała jakiś wzór na sobie, ale nie dojrzałem szczegółów. Zadźwięczała uderzając zapewne o inne monety. Nie wiadomo dlaczego byłem pewien, że tylko nieliczni mają takie monety.

Drzwi rozsunęły się. Wszedłem do ciemnego korytarza, wyłożonego czarnymi szklanymi płytami. Na jego końcu, ze dwadzieścia metrów dalej, majaczył jaśniejszy prostokąt. Pewnie i bez obaw ruszyłem ku niemu. Gdy go dotknąłem, on rozsunął się i zobaczyłem ogromny jasnoniebieski plac, a na jego środku budynek. Jakby dworzec PKP. Ale to nie był dworzec. Między mną, a Dworcem szedł długi tłum mglistych postaci. Wiedziałem, że są to dusze, które dopiero co zakończyły życie ziemskie i teraz idą do Rozdzielni po dalsze instrukcje.

Wszedłem, a właściwie wpłynąłem, czy nawet przeleciałem na plac ponad duszami do Dworca. Za mną wyjście zasklepiło się i nie było po nim śladu. W sumie to nie był dworzec, tylko coś na kształt poczekalni. Dla vipów. Był tam bar. Siadłem na wysokim stołku i poprosiłem o kawę. Ale nie było tam barmana. Kawa mimo to pojawiła się w mojej dłoni w białej, delikatnej porcelanowej filiżance. Dość sporych rozmiarów, nie takiej pyciej jak do espresso.

Siedziałem na stołku i sączyłem kawę. Nie miałem żadnych myśli. Delektowałem się bezmyślnością. I tylko delikatna świadomość wybornego smaku kawy zasnuwała woalem tą bezmyślność. Po chwili podeszła do mnie wysoka, piękna kobieta w jasnej długiej sukni. Półprzezroczystej sukni. Wzięła mnie za rękę i prowadziła do olbrzymich drzwi. Jasnych. Marmurowych. Ciężkich. Wiedziałem, że ją znam i wiedziałem dokąd mnie prowadzi.

Drzwi lekko otworzyły się. Byłem w wielkiej auli, jakby sali wykładowej, gdzie wysoko piętrzyły półokrągłe rzędy krzeseł, na których siedziało mnóstwo różnokolorowych dusz. Czułem, że oczekują ode mnie jakiejś relacji. Tak jakby to, co powiem miało o czymś przesądzić. Nie miałem jednak za dużo czasu, aby słuchać swoich słów. Wniknąłem do Świata Dusz tylko na chwilę, aby sprawdzić, czy potrafię tu wnikać. Potrafię i mogę to robić bez hipnozy z zewnątrz.

Korzystając z okazji, że już tu jestem, postanowiłem się trochę rozejrzeć. Ale wtedy dosięgło mnie polecenie, aby iść do Rady Starszych. Poszedłem. Stanąłem sam przed długim podestem. Nie było na nim stołu. Na podeście stało chyba z 17 istot ubranych w długie szaty. Miały spuszczone głowy. Nagle od prawej strony postacie zaczęły unosić głowy i patrzeć na mnie. Każda miała koronę złotą, bogato zdobioną różnokolorowymi kamieniami. Po prawej stronie stał postacie kobiece, po lewej męskie. Na środku stał smukły młodzieniec, zapewne Przewodniczący Rady, z masywnym medalionem na szyi, na którym było ażurowe słońce i pod nim jakby ramiona ośmiornicy, ale to nie była ośmiornica. Ramion było cztery, a na zakończeniu każdego i w środku krwisty rubin. Medalion był w kole i wisiał na solidnym złotym łańcuchu. Sprawiał mi przyjemność, gdy na niego patrzyłem.

Nie miałem teraz ochoty słuchać, co ma mi Rada do powiedzenia. Moim celem było przecież zobaczyć Świat Dusz. Znalazłem się przed Dworcem. Tłumy dusz sunęły do rozdzielni mijając mnie. Od niektórych emanowała zadowolona energia, od innych bardziej stłumiona. Miały na sobie różne szaty. Zapewne te, w których umarły. Ale były one zwiewne, przezroczyste, ukazujące równie przezroczyste ciało duszy. Od każdej biła świetlista aura. Jedne miały ją białą, inne żółtą. Bardzo dużo było białych i żółtych dusz. Dużo było pomarańczowych i czerwonych. Mniej zielonych i niebieskich. Gdzieniegdzie błyskały dusze w kolorze indygo. Spojrzałem na swoje dłonie. Błyszczały jasnofioletowo.

Przemknąłem nad tym korowodem i zauważyłem, że większość dusz dochodzi do niego z szerokich tuneli w ścianach. Nieliczne wyskakują z małych drzwi, które zaraz za nimi znikają. Podobnie ja się tu pojawiłem. Przy tunelach stoją dusze, które są przewodnikami i oczekują na odpowiednia duszę, przybywającą z inkarnacji. Stoją tam także przyjaciele duszy. Przy małych drzwiczkach pojawiających się w ścianie, nie stoi nikt. Tak jakby dusze, które przez nie przychodzą, nie potrzebowały przewodnika. Tylko stare dusze pamiętają dobrze, co się dzieje po śmierci. Nie potrzebują przewodników.

Po bokach ścian biegły kolumny. Okazały się baaardzo wysokie. A między nimi były tarasy, albo wnęki, na których stało lub chodziło mnóstwo dusz. Były ich niezliczone ilości. Poszybowałem w górę wzdłuż jednej z kolumn. Nieprzebrane ilości dusz. Jak mrówki, jak komórki większej całości. I wszystkie mają coś do zrobienia. Wyczuwałem tu brak jakiegokolwiek przymusu, brak jakichkolwiek kar, brak też nagród. Jedynie wszechobecna chęć samodoskonalenia się, poznawania i doświadczania.

Mknąłem coraz wyżej i wyżej, mijając niezliczone poziomy na których żyły dusze. Ale te poziomy były tylko jak piętra w hotelu. W żaden sposób nie świadczyły o rozwoju, czy stopniu zaawansowania duszy. Na każdym piętrze były tunele, którymi powracały dusze z inkarnacji i na każdym była Rada Starszych. Każde piętro pod względem organizacyjnym było takie samo. A ja mknąłem coraz wyżej.

Wreszcie piętra się skończyły. Wstrzeliłem w otwartą przestrzeń i ujrzałem pod sobą metalizującą bańkę, półprzezroczystą. To był Świat Dusz, do którego ja należałem. A obok była inna bańka. I następna, i następna, i następna… Niezliczone ilości Światów Dusz! Poruszały się w tej przestrzeni jak bańki mydlane w bezwietrznym pokoju. Piękny widok. Wokół panował ciemnozielony poblask. Między bańkami co jakiś czas przeskakiwały fioletowo niebieskie błyskawice. Przypominały wizualizacje przepływu myśli w ludzkim mózgu.

Nade mną też było mnóstwo baniek. Poleciałem dalej. Jakoś nie bałem się, że nie trafię z powrotem do swego Świata Dusz. Byłem pewien, że go odnajdę, pomimo, że wszystkie były z tej perspektywy identyczne. W pewnym momencie walnąłem głową o jakąś elastyczną barierę. Nie mogłem jej pokonać. Była półprzezroczysta i przebijało przez nią jasne światło. Gdy przytknąłem oczy, miałem wrażenie, że za nią były jakieś błyszczące kule.

W tej chwili przyszło do mnie zrozumienie, że dalej nie polecę. Że tylko tyle w obecnym wcieleniu na dzień dzisiejszy mogę się dowiedzieć. Zrozumiałem też, że nie tylko Wszechświat, w którym obecnie żyję, jest symulacją, ale także Światy Dusz, to symulacje. Nie wiem, skąd taka informacja do mnie dotarła. Poczułem się źle. Jakby przeładowany wiedzą i myślami. Czułem dyskomfort w żołądku. Ledwo to poczułem, usłyszałem głos:

– A teraz powoli zaczynacie odczuwać swoje ciało… Powoli możecie otworzyć oczy… Jesteście tu i teraz…

Nie musimy wiedzieć wszystkiego. Nie musimy wszystkiego znać. Nie każdy powinien iść ścieżką duchowości. Nie każdy powinien być radosny. Nie ma jednego schematu dla wszystkich. Każdy ma swoją indywidualną drogę. Każdy może być diametralnie odmienny od nas i może mu być z tym bardzo dobrze. Nie możemy nikogo zmienić i przypasować do siebie. To nie zadziała. Ale możemy przyciągnąć do siebie osobę, która podobnie do nas rezonuje. Nie będziemy musieli jej zmieniać, ani ona nie będzie chciała nas do siebie dopasować. Z taką osobą będziemy mogli iść w Tym samym kierunku i wzajemnie się wspierać. Nie zmieniać, nie zwalczać, a wspierać.

Jeśli obecnie jesteś z człowiekiem, który przestał ci odpowiadać, to rozstań się z nim. Odblokuj swoje nieskończone możliwości, a przyciągniesz do siebie osobę, z którą będzie Ci po drodze. I dotąd będziecie razem, dokąd będzie wam po drodze. Potem się rozstaniecie i spotkacie kolejną osobę…

Czy jesteście pewni, że istnieje równolegle z wami osoba, która w pełni do was pasuje i w pełni zaspokoi wasze wszystkie potrzeby i marzenia? Że z nią obecna inkarnacja będzie najciekawsza i nie będzie trzeba już szukać dalej? A ja powiem, że każdy w swym życiu może spotkać taką osobę. Tylko trzeba się otworzyć na jej spotkanie, a przynajmniej nie blokować w myślach możliwości jej znalezienia, połączenia się z nią.

Każdy ma swoją ścieżkę, każdy może samodzielnie myśleć, każdy ma wolną wolę. Nie musimy iść drogami, którymi przed nami już ktoś szedł. Ale możemy czerpać z jego doświadczeń i adaptować je do swoich potrzeb.

Myślę, że dobrze jest mieć świadomość, że wszyscy jesteśmy różni, pomimo iż jesteśmy jednym. Dobrze jest pozwolić innym żyć ich życiem, ale oni powinni nam na to samo pozwolić…

– Jarkos! – w tym momencie JAM wyskoczył z szafy ubrany w aborygeńską przepaskę. – Co myślisz o zamarzniętej świeżej lawie?

– Hmmmm… – zastanowiłem się. – Sądzę, że zdecydowanie w niebieskim jest ci……

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wnuczka Emilka
*
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret