Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Jak zwykle, od pewnego czasu, dzisiaj odwiedziłem Dom Mojej Duszy. Robię to codziennie o różnych porach i już go nawet fajnie urządziłem. A zaczęło się to w połowie stycznia tego roku. Popychany i ciągnięty w tamtym kierunku, przez zbiegi okoliczności, książki i tym podobne znaki, zacząłem nowy etap swego życia.W Adamowiźnie.

Siedziałem na krześle, prawie bardzo wygodnym. Miałem zamknięte oczy, rozluźnione ciało. Powoli schodziłem po schodach wyobraźni w dół, ku stanowi alfa. Wielokrotnie w nim już bywałem, ale to były nieskoordynowane wejścia. Od teraz zaczęła się nowa przygoda w innym świecie…

Gdy pierwszy raz go ujrzałem z daleka, był to prostokątny budynek z czerwonym dachem. Jakby szkoła, albo jakiś gmach urzędowy. W miarę, jak się przybliżałem do niego, przemierzając wysoką trawę, na jego rogach pojawiły się baszty, a on sam zmienił się w pałac. Podobny bardzo do pałacu biskupiego w Kielcach, ten sam kształt, podobne zewnętrzne rozplanowanie. Choć wygląda na wiekowy, to całkiem dobrze się trzyma.  Im bliżej byłem niego, tym bryła pałacu wyżej unosiła się na basztach, które okazały się pełnić rolę podnośników. Elewacja była jasna, prawdopodobnie z kamienia pińczowskiego, poozdabiana mnóstwem około półtorametrowych okien, składających się z małych, kwadratowych szybek.

Gdy już byłem przy pałacu, on bezszelestnie opadł i mogłem wejść po schodach pod jego drzwi. Są to masywne, wysokie, zrobione z ciemnego drewna, bogato rzeźbione bliżej nieokreślonymi ornamentami, dwuskrzydłowe drzwi. Otwierają się na zewnątrz i słabeusz z nimi na pewno by sobie nie poradził. Przede mną same się otworzyły. Wszedłem do wnętrza mojej duszy.

Znalazłem się w dość sporym, wysokim holu. Na ścianach wiszą smukłe obrazy z jakimiś postaciami, a ściany zrobione są z tego samego drewna, co drzwi. Także bogato zdobione. Między obrazami są kwadratowe drewniane kolumny, sięgające do sufitu, którego nie mogę dojrzeć. Po prawej stronie małe drzwi, a za nimi schowek na miotły i tego typu gadżety. Po lewej stronie większe drzwi.

Otworzyłem je, a za nimi ukazała się wielka sala z rzędem kolumn po środku. Jasna sala, wyłożona białym marmurem.  Coś, jakby lodowisko, jakby sala do baletu, choć na ścianach nie ma luster. Na całej szerokości ściany po lewej stronie są smukłe okna zakończone u góry strzeliście. Wysokie na kilka metrów, choć z zewnątrz takich ich nie zauważyłem. Wpadało przez nie słoneczne światło, które sprawiało, że ściany i podłoga skrzyły się, jakby pokryte mrozem. Ale nie było tu wcale zimno. Dotknąłem dłonią podłogi. Była gładka i ciepła. Tak samo ściany.

Nagle usłyszałem głos:

­– Szukaj mnie! – głos najwyraźniej dobiegał spod sufitu.

Jednak sufitu nie było widać. Rozglądałem się zaciekawiony, co to za wewnętrzny głos mnie woła. Teraz głos dochodził z holu. Poszedłem za nim. Po lewej stronie zobaczyłem schody na piętro, których wcześniej tam nie było. Solidne, masywne drewniane schody, z drewnianą, półokrągłą poręczą. Wszedłem po nich.

Otworzyłem drzwi po lewej stronie. Znalazłem się jakby w krużganku, jakby na antresoli, która biegła dookoła pokoju. Podszedłem do balustrady. Okazało się, że jestem nad salą z białego marmuru. Ale w tym widoku z góry nie było na sali kolumn. Tylko gładka, błyszcząca biała tafla podłogi. Poszedłem dalej wzdłuż ściany za głosem i dotarłem do schodów prowadzących w dół sali. Tych schodów także nie zauważyłem wcześniej. Zszedłem po nich.

Na środku sali stał dość spory tron. Ciemnopopielaty, błyszczący, srebrny. Z jego boków ku górze wystrzeliwały groty złotych strzał. Tapicerowany był srebrzystym materiałem, przeplatanym złotymi i czerwonymi nitkami. Na zakończeniach poręczy tkwiły kryształowe kule, wewnątrz których coś się działo. Błyskały iskry, przelewała się jakaś kolorowa materia. Odniosłem wrażenie, że widzę malutkie galaktyki…

Ktoś siedział na tronie tyłem do mnie. Podszedłem i zobaczyłem rosłego kozła o srebrnopopielatej sierści, krótkiej, a jednak sterczącej, dużych brązowych oczach i długą, ale rzadką, siwą brodą. Na głowie miał srebrne rogi, ale nie koźle. Raczej były to rogi młodego jelenia, rozwidlały się kilkakrotnie.

Kozioł siedział i patrzył na mnie. Omiatał mnie wzrokiem, jakby sprawdzając poprawność mojej budowy. Wzrok miał przenikliwy, mądry i spokojny. Pewny. W prawej dłoni trzymał długą fajkę i pykał nią. Wokół roznosił się aromat wonnego dymu, którego zapach był mi znajomy, ale nie potrafiłem określić skąd. Nogi miał zakończone racicami. Był spokojny i epatował mądrością.

– Dzień dobry – zagaiłem. – Jarek jestem, a ten dom, to ponoć moja dusza. A ty kim jesteś?

Kozioł patrzył na mnie, uśmiechał się i pykał fajkę. Ale nic nie mówił. Mrugał powiekami o długich rzęsach dziwnie mi znajomych. Miał na sobie cos w rodzaju jedwabnego szlafroka, bogato zdobionego złotymi, srebrnymi i czerwonymi ornamentami. Mankiety miał wywinięte, ukazujące szmaragdową podszewkę. Kozioł spojrzał za mnie w głąb Sali i skinął głową, jakby z aprobatą. Już chciałem coś powiedzieć, a on w tym momencie zniknął. Zniknął też tron. Zdezorientowany rozejrzałem się po sali i zauważyłem stojącą za moimi plecami postać kobiecą. Podszedłem do niej, a ona położyła mi palec na ustach i wzięła za rękę. Patrzyła głęboko w oczy.

A miała piękne oczy. Ciemne z niebieskimi iskierkami, baraszkującymi wesoło po jej tęczówce. Jej jasna twarz promieniała dobrą energią, a jej krwistoczerwone usta były takie podniecające… Zgrabny nosek i lekko różowe policzki harmonizowały ze średniej wielkości uszami. Stała przede mną anielska piękność. Szczupła, ale nie chuda, o wydatnych piersiach, pięknych, kształtnych biodrach i smukłych nogach. Jej falujące włosy opadały na piersi i mieniły się różnymi kolorami. Raz były blond, raz kruczoczarne, by na moment przejść w płomiennorude. Poruszały się, jakby na wietrze, choć żaden wiat w Sali nie wiał. Okrywała ją, biała koronkowa suknia, dość ciasno przylegająca do ciała, sięgająca do kosek, z długim rozcięciem do połowy uda. Krótkie skośne rękawy, zrobione z grubej koronki, odsłaniały smukłe ręce i delikatne dłonie o długich paznokciach, pomalowanych na krwistoczerwonobordowy kolor. Były ciut ciemniejsze niż usta. Na stopach miała szpilki z cienkich pasków, zaplatających się krzyżowo. Nie miała bielizny. I choć wydawała się co najmniej o głowę ode mnie wyższa, byłem jej równy.

– Daleko zaszedłeś – wyszeptała. A mnie ciary po plecach przeszły, tak przyjemny był to szept. – I w końcu dotarłeś do mnie. Długo na ciebie czekałam i doczekałam się. Cieszę się, że jesteś. Dziękuję ci, że jesteś.

Objęła moją twarz swoimi dłońmi i zanurzyła swe usta w moich. Omdlałem z wrażenia. Tak jakby dusza wyleciała ze mnie, choć to ja przecież byłem w swojej duszy. Całowała namiętnie i łapczywie, dossała się do mnie, a mnie się to podobało.

– Kim jesteś Piękna Istoto? – zapytałem, gdy skończyła całować i gdy złapałem oddech. Czułem się tak, jakbym znalazł swoją miłość, jakbym znalazł to, czego od lat szukałem.

– Jestem Twoją Miłością – wyszeptała, zbliżając usta do mego ucha. Poczułem błogość, spokój i spełnienie. Delikatnie złapała mnie zębami za ucho… Ogień przemknął mi od karku po pośladki.

– Szukałem cię wszędzie… – aż zaschło mi w gardle z wrażenia. Czułem motyle w brzuchu, gdzie tam w brzuchu. Cały byłem motylami! – Szukałem cię w wielu kobietach, przez lata, a ty jesteś…

– A ja jestem w tobie, w twojej duszy – powiedziała głośno, a jej głos był tak aksamitny, taki dźwięczny, taki nocnoradiowy, że aż nogi mi się z wrażenia ugięły. Objęła mnie ramieniem, przytuliła i wyszliśmy z sali do holu.

Łzy ciekły mi po policzkach. Byłem wzruszony i szczęśliwy, czułem się jak dziecko, które odnalazło ukochaną zgubioną zabawkę. Moje serce kołatało, dłonie się pociły, w oczach miałem eksplozje fajerwerków. Ale nadal czegoś nie rozumiałem.

– Dlaczego szukałem cię wszędzie, tylko nie w sobie?

– Bo nikt ci nie powiedział, gdzie masz szukać. Sam miałeś mnie odnaleźć opierając się na znakach i intuicji. Tak to już jest urządzona wasza rzeczywistość, że każdy sam powinien odnaleźć w sobie swoją miłość. Jeden znajduje ją szybciej, inny wolniej, a ktoś inny wcale jej może nie znaleźć przez całe swoje życie. Ty mnie znalazłeś w czasie jak najbardziej odpowiednim dla ciebie. To jest dobra pora na odnalezienie swojej miłości. Potrafisz czytać znaki…

Usiedliśmy na ciemnobrązowej sofie, pokrytej jakby błyszczącą skórą, a w dotyku zamszową. Miłość Moja skinieniem ręki rozpaliła ogień w kominku, którego wcześniej w holu nie było. Ciepłe promienie rozświetliły wnętrze mojej duszy. Moje zewnętrzne ciało także to poczuło. Byłem naturalnie spokojny. Zniknęły  wszelkie napięcia we mnie.

– To teraz, gdy ciebie znalazłem, już nie muszę cię szukać w innych kobietach? – zapytałem, pieszcząc dłoń Mojej Miłości. Miała delikatną skórę, a jej paznokcie skrobały wnętrze mojej dłoni. Stopą subtelnie pocierała moją łydkę. Drżałem z podniecenia i czułem się bardzo zakochany. Zakochany w Mojej Miłości.

– Ty nic nie musisz. To twoje życie i jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz. Ale, jeśli mogę ci zasugerować, skoro mnie znalazłeś w sobie, to teraz powinieneś się mną dzielić z innymi. Powinieneś rozpalać w innych miłość tak, aby mogli łatwiej także sami w sobie ją odkryć. Bo w każdym jest prawdziwa miłość, dojrzała, wolna, bezinteresowna, niezaborcza. Tylko trzeba ją odnaleźć. Powinieneś rozpalać w nich miłość i uczyć, jak ją zachować, jak ją utrzymywać i jak ją podsycać, gdy przygasa.

– Ale jak to zrobię? Przecież szukam kobiety na stałe, tej jedynej, w której znajdę miłość… – urwałem. Zrozumiałem, że nie pisane jest mi jej znalezienie. – Czyli nie znajdę tej jedynej, tylko mam skakać z kwiatka na kwiatek? To dużo energii mnie kosztuje…

– Masz rację. Ty nie znajdziesz tej jedynej kobiety – mówiąc to spuściła oczy, a ja poczułem smutek. – To ona znajdzie ciebie! – ewidentnie zażartowała sobie ze mnie, grając mi na emocjach. – Od razu poznasz, że o ona i ona pozna, że to ty. A jak już z nią będziesz, to ona jeszcze bardziej mnie podsyci i będziesz jeszcze więcej mógł mnie rozdawać.

– Jak to? – zdziwiłem się. – To będąc z jedną, mam sypiać z innymi? Mam się w nich zakochiwać?

– Nie rozumiesz… Jak to zrobisz, zależy tylko i wyłącznie od ciebie. Nie musisz sypiać z innymi kobietami, mając swoją. Rozdawaj swoją miłość przez roztaczanie wokół siebie dobrej energii. Rozpalaj w innych miłość przez indukcję. Niech ładują się z twojego pola, jak telefony z bezprzewodowej ładowarki. Nie ważne jak to zrobisz. Rozsiewaj miłość, ale tak, aby równolegle nie zasiać cierpienia. …Jednak z drugiej strony cierpienie rozsiejesz tylko w tym, kto się tego spodziewa, kto dopuszcza do siebie cierpienie, kto ma coś do uregulowania w sobie, kto ma coś do posprzątania w swoim wnętrzu. Czyli czy tak, czy siak, to i tak zrobisz dobrą robotę. Jeśli w kimś zasiejesz miłość i odejdziesz, a ta osoba poczuje smutek czy złość, to znaczy, że przed nią jeszcze długa droga do znalezienia własnej miłości. Tylko rozumna istota, będąca na odpowiednim poziomie energetycznym, doceni to, co dla niej zrobiłeś. Może nie od razu, ale na pewno zrozumie, że nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla jej dobra. Jeśli ktoś ci będzie miał za złe, że rozpaliłeś w nim płomień miłości i poszedłeś dalej, to będzie znaczyło, że jest zaborczy. Ty możesz zostać tylko przy większym płomieniu, który cię będzie podsycał. Świeca, która dostała płomień od ciebie, nie może mieć pretensji, że ją zapaliłeś, odszedłeś i zapalasz inne świece. Ty jesteś latarnikiem, który, aby rozświetlić mrok, powinien zapalić jak najwięcej latarni. Aby droga, którą idzie ludzkość, była świetlista. Ty masz za zadanie gasić mrok w duszach, a jego można zgasić tylko światłem…

W tym momencie zorientowałem się, że sposób mówienia Mojej Miłości jest mi dziwnie znajomy. Tak! Tak mówi do mnie JAM! Spojrzałem na Moją Miłość i powiedziałem:

– JAM! To ty? Ty się bawisz znowu ze mną? To te twoje gierki w ramach wstępu? – pytałem, ale dotarło do mnie, że jeśli miałby to być wstęp JAMa, to był cośkolwiek przydługi. Wpis na bloga powinien już chylić się ku końcowi, a nie zaczynać.

– Nie. To nie JAM. Jam jest Miłością Twoją, a JAM jest za tobą – nachylając się nad moim drugim uchem, szepnęła swym ponętnym głosem wychodzącym ze szklistych, wilgotnych ust. Gdy jej dłoń wolno unosiła się do wskazania kierunku, jej śnieżnobiałe zęby zatopiły się w moim drugim uchu, a mnie jakby dobry prąd poraził! Świente Pańskie i ty Jezusu Pacanoski! Ależ mnie dopadła ta Moja Miłość!

Odwróciłem się. Rzeczywiście. JAM stał za mną i dorzucał drwa do kominka. Nic nie mówił, ale widać było, że jest zadowolony. Wytrzepał dłonie. Podszedł do nas i usiadł obok mnie na sofie.

– Daleko zaszedłeś… – mówił zamyślony. – Masz dobrą intuicję i choć jeszcze się o tym nie przekonałeś, ale potrafisz czytać Akaszę. Masz do niej dostęp. Idziesz w dobrą stronę. Wiesz co? Jestem z ciebie dumny.

JAM objął mnie ramieniem. Nigdy chyba tego jeszcze nie robił. Łzy napłynęły mi do oczu i ściekły po policzkach. Moja Miłość swą delikatną dłonią wytarła je i przytuliła się do nas. Patrzeliśmy, jak płomienne refleksy z kominka rozprzestrzeniają się na cały hol. Jak bawią się ze sobą goniąc się po obrazach, a postacie na nich zdają się uśmiechać rubasznie. Teraz zdałem sobie sprawę, że to obrazy moich przodków, zapisane w mych genach, którymi zaopiekowała się moja dusza. Na ścianach pojawiły się złote ornamenty o nieregularnych kształtach. Odblaski dzięki temu mogły śmielej igrać po Domu Mojej Duszy.

– JAM?

– Tak?

– Jak to jest, że ty przecież jesteś moją Istotą Wyższą, jesteś częścią mej duszy, która została w Świecie Dusz, a teraz jesteś wewnątrz mej duszy, którą posiada moje ciało?

­– Dojrzałeś już do szerszych informacji i niebawem ci je podam – JAM jakby się zaniepokoił, że o to pytam. – A na razie niech ci wystarczy, że JAM jest, który JEST.

Skinąłem porozumiewawczo głową i dalej siedzieliśmy w milczeniu wsłuchani w trzaski płonącego drewna. Z jednej strony JAM, z drugiej Miłość Moja. Siedzieliśmy spokojni w Domu Mojej Duszy. Odblaski płomieni powoli rozmywały się… Zasnąłem. W Domu Mojej Duszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Wnuczka Emilka
*
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret