56. Łatanie Wszechświata, czyli gdzie jest pies pogrzebany - Prawo Przyciągania w praktyce wg JarkosaPrawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Leżę na łóżku. Na Palenicy. Za oknem armatki śniegowe jednostajnie szemrają, a buszujący w śniegu trak drażni się z nimi, notorycznie zakłócając warkotem silnika ich monotonną melodię. One jednak sobie z tego nic nie robią i bez przeszkód stwarzają śnieg. Moje dachowe okienko jest zasypane delikatnie ich stwórczością i niewiele przez nie widać. A jeszcze kilka dni temu w środku nocy zaglądał do mnie przez nie odwrócony Wielki Wóz. Całkiem niedawno byłem prawie zdecydowany opuścić Palenicę i podążać dalej, ale znak odwróconego wozu uzmysłowił mi, że to jeszcze nie ten czas, że jeszcze mam tu coś do zrobienia. Że jeszcze muszę się tu czegoś nauczyć i dalej komuś pomagać w uzdrawianiu jego życia. Toteż zostałem, choć byłem już prawie spakowany.

Leżę dalej na łóżku, a gorący kaloryfer rozpala moją poduszkę. Łóżko jest przestronne. Mnóstwo radości może pomieścić. Leżę i słucham swojej playlisty na YT z utworami przestrojonymi przeze mnie na 432 Hz. Przestroiłem je po to, aby lepiej się ich, i zdrowiej, słuchało. Nasz organizm, nasz świat, to wibracje. Muzyka, to wibracje. Jedne wibracje działają na nas dobrze, inne gorzej. Nie będę tu powracał do tematu przestrajania utworów, bo już o tym kiedyś pisaliśmy. Jednak, gdy tak leżę w mym łóżku, przyszła do mnie myśl, że to przecież od nas zależy, czy coś nam szkodzi, czy nie…

W tym momencie lampka nocna wisząca nad moją głową, a przyczepiona do klamki okna dachowego, zgasła. Spojrzałem na nią bez entuzjazmu, bo tu, na Palenicy często światło samo się zapala, czujka ruchu na schodach do piwnicy zapala światło, gdy nikt po nich nie idzie, słychać kroki w pokoju za ścianą, podczas, gdy za tą ścianą nie ma pokoju, po dachu coś biega, choć dach jest stromy i z blachy, z kranów leci czyjś oddech zamiast wody i takie tam. Nagle usłyszałem metaliczny zgrzyt i zobaczyłem, że żarówka sama się wykręca. Obserwowałem to zjawisko prawie sparaliżowany, serce mi zamarło. Żarówka wykręciła się i zawisła jakieś dwadzieścia centymetrów pod lampką…

R68M

– Weź ją ode mnie – usłyszałem głos nad głową.

– Yyyyyyyyyyy??? – tyle z siebie wydobyłem.

– No trzymaj żarówkę, bo muszę mieć dwie ręce wolne, aby wyjść z lampy!

– JAAAAAAAAAAAAAAAAAMM!!! – zajęczałem. – Ty mnie do zawału doprowadzisz! Po kiego grzyba ty z lampy wychodzisz???

– Bo okno masz zaśnieżone, a przez lampę szybciej jest mi się do Ciebie dostać. Teraz jestem jak Dżin jaki! – radośnie zauważył JAM.

– Ta… Dżin z tonikiem. Dżin przecie z innej lampy wylata, nie z elektrycznej! I trzeba lampę potrzeć, a ja jej nie tarłem.

– Nie tarłeś lampy? Mnie się zdawało, że tarłeś.

– No nie tarłem przecie lampy!

– Nie? – zdziwił się. – To co tarłeś?

– Jajco! – nie wytrzymałem.

– Tak myślałem! – JAM był wyraźnie rozbawiony naszą wymianą zdań. – Ale skoro już się tu zjawiłem, to odpowiem ci na kilka niezadanych przez ciebie pytań.

– Dawaj – usiadłem na łóżku i spiłem łyk wybornego rosołu z wybornymi kluskami lanymi.

– Choć już o tym kiedyś wspominaliśmy, to jeszcze raz potwierdzam, że od człowieka zależy, czy coś mu szkodzi, czy nie. Każdy z nas ma wgrane różne programy, które sterują naszym życiem. Z chwilą, gdy decydujemy się urodzić na Ziemi, godzimy się na pewien pakiet panujących tu zasad. Głównymi są grawitacja i nieprzenikalność stałej materii. Inne to np. że musimy oddychać, jeść, pić, że ogień parzy itp. Tworzący się embrion od początku podlega grawitacji i nieprzenikalności. Wraz z dojrzewaniem pochłania od matki inne programy, które mają mu ułatwić, lub utrudnić życie na Ziemi.

– Co masz na myśli?

– Matka przez pępowinę koduje w umyśle dziecka np. że ogień parzy, że rozcięta rana krwawi, a ukłucie boli.

– Nie zgodzę się z tobą, bo przecież właśnie małe dzieci, nieświadome gorąca ognia często dotykają płomienia i się parzą, biorą kawałki szkła do ust, nieświadome, że się skaleczą.

– Nie o tym mówię. Matka koduje w dziecku reakcję na dany bodziec, a nie to, jak dziecko ma się zachowywać, gdy np. jest blisko ognia. Czyli matka programuje dziecko, że gdy dotknie ognia, to się sparzy, gdy rozetnie rękę, to będzie krwawiło, gdy wstrzyma oddech, to się udusi, gdy weźmie do ust coś gorzkiego, to to wypluje. W łonie matki są wpisywane takie programy, o których matka jest przekonana, że działają. Jeśli matka sparzyła się ogniem, to wie, że on parzy i to przekazuje dziecku. Później dziecko samo musi doświadczyć i potwierdzić te programy. Ogólnie wiadomo, że siłą woli, lub pod hipnozą, można te programy zmienić i sprawić, że ogień nie będzie parzył, a rany krwawiły. Po urodzeniu następuje następny etap programowania, który składa się zwykle z elementów: to jest cacy, a to be, który trwa u niektórych przez całe życie. W dzieciństwie ludzie szprycowani są różnymi schematami, a gdy dorosną, żyją wyłącznie według tych schematów lub, jak niektórzy, sami się przeprogramowują, gdy czują, że coś im nie gra. Jednak, aby to uczynić, trzeba być samoświadomym. Trzeba zdawać sobie sprawę, że nie wszystko złoto, co się świeci i nie wszystko jest prawdą, co nam wpajano. Ludzi można podzielić na trzy kategorie: gównożerców, czyli takich, co łykają wszystko, co usłyszą i zobaczą, jako jedyną prawdę…

– Mohery…

– Nie przerywaj! – JAM pacnął mnie swoją niematerialną dłonią w ucho. – druga, to: jeszcze gówno jedzą, ale sięgają już po mandarynki, czyli to tacy…

– Co zdają sobie sprawę, że może istnieć wielorakie życie we Wszechświecie, ale chodzą do kościoła, no bo tak wypada – tym razem uchyliłem się przed pstryczkiem.

– Można tak powiedzieć. Trzecia grupa to ci, którzy jedzą nie tylko mandarynki, ale także wiedzą, gdzie…

– …jest pies pogrzebany, czyli znają prawdę, albo domyślają się jej.

– Dokładnie. To tacy, którzy nie dają sobą manipulować i mają świadomość działania tej rzeczywistości. Jednak do tego etapu trzeba niekiedy dojść ciężką pracą nad sobą i droga ta okraszona jest wieloma łzami i cierpieniem. Choć niekiedy na drodze ludzi, którzy chcą się doskonalić, pojawiają się niejako znikąd inni ludzie, którzy stają się ich nauczycielami. Tak to wygląda, że pojawiają się oni znikąd, ale tak naprawdę, to i uczeń i nauczyciel przyciągnęli się do siebie podobnymi myślami. Tak przecież działa prawo przyciągania. Wszystko przyciągamy myślami do swego życia i dlatego programy w nas wpisane są takie skuteczne. Programy te, to nasze przekonania. Jeśli jesteś przekonany, że gdy staniesz w przeciągu, to zachorujesz, to tak się dzieje. Jeśli wierzysz, że trzeba ciężko pracować, aby zarobić na chleb, to pracujesz ciężko. Jeśli wierzysz, że nie ma pracy dla ciebie, to jej nie ma, jeśli jesteś przekonany, że ci się nie uda, to ci się nie uda. Ale jeśli uważasz, że jesteś panem swego życia, to nim jesteś i nic ci nie przeszkodzi w radosnej twej podróży po planecie Ziemia. Jeśli uważasz, że podołasz wszystkiemu, to tak się dzieje, jeśli uważasz, że jesteś zdrowy, to jesteś zdrowy, jeśli uważasz, że stać cię na wszystko, to tak jest.

– A jak żona pomyśli, że jej mąż ma rogi, to mu wyrosną rogi!

– W tym przypadku sama nic nie zdziała. Potrzebna jest jej pomoc – zachichotał JAM. – Całe nasze życie opiera się na naszych myślach. Jeśli uważasz, że 432 Hz są zdrowe, a 440 Hz jest złe, to tak jest. Tylko, że te wszystkie przekonania mają wypływać z głębi serca, bo to ono steruje wszystkim.

– A nie mózg?

– Mózg jest tylko dekoderem i interpretatorem bodźców. Myśli, które on przetwarza wysyłane są do Wszechświata przez serce. Ono jest tym elementem, który łączy nas z rzeczywistością. Człowiek może wszystko ze swym życiem zrobić i tylko od danego człowieka zależy, jak jego życie wygląda. Człowiek może chorować, być biedny, kaleki, albo zdrowy i bogaty. Każdy może uzdrowić się sam.

– A mówi się, że to Bóg uzdrawia, albo Papież, albo jakaś figurka, czy woda…

– Bóg nie po to dał nam wolną wolę, aby teraz nas niańczyć. Sami możemy się uzdrowić, a te różne fetysze w postaci Papieży, figurek, czy wody są tylko dla ludzi, którzy nie wierzą w siebie. Tacy ludzie są łatwym obiektem do manipulacji przez innych ludzi, a także przez Istoty Niskowibracyjne.

– A co powiesz o larwach astralnych?

–To istoty bardzo prymitywne, które żywią się złymi ludzkimi emocjami, niekiedy słyszysz ich podszepty, aby coś złego zrobić, coś głupiego napisać. One żywią się twoim delikatnym dyskomfortem. Jeśli uda się im coś spsocić i ci dokuczyć, to są zadowolone.

– Myślałem, że to Szatan, Istoty Niskowibracyjne kuszą do złego.

– Larwy astralne żywią się małymi potknięciami, jednak mają do perfekcji opanowane mieszanie myśli ludzkich i podżeganie do złych rzeczy. Coś w stylu pociągnięcie za warkocz koleżanki, uszczypanie w tyłek. One żywią się wtedy twymi złymi emocjami. Istoty Niskowibracyjne korzystają w tym przypadku ze złości uszczypanej koleżanki, która jest o wiele większa od twojej. Niektóre larwy, silnie uczepione mózgu, mogą doprowadzić do depresji. Prawie każda depresja jest spowodowana działaniem larwy astralnej. Jak wiesz, depresja generuje bardzo niskie częstotliwości i to już jest pokarm dla Istot Niskowibracyjnych. Możesz je odpędzić, albo ustrzec się przed nimi podnosząc swoje wibracje, będąc radosnym, albo rozświetlając mentalnie swoją aurę. To larwy są zwykle odpowiedzialne za kuszenie do picia alkoholu, brania narkotyków.

– Wiesz…

– Wiem. Jestem przecież tobą, a ty jesteś mną, więc wiem.

– No tak. Jestem coraz bardziej świadom swej misji na Ziemi. Spotykam coraz wartościowszych ludzi. Niektórzy odchodzą, jakby byli już nie potrzebni.

– Spełnili swe zadanie. Mieli nauczyć cię czegoś i odsuwają się od ciebie.

– Ale oni nie byli nauczycielami! Niekiedy nawet nie mieli autoświadomości.

– Wszystkich ludzi, z jakimi się spotykasz, przyciągasz do siebie myślą. Jedni mają dać ci jakiś znak, wskazówkę, inni mają pobudzić twoje emocje, a jeszcze inni, bo potrzebują czegoś od ciebie. Mentalnie potrzebują.

– Tak. Teraz też trafiłem na osobę, której w jakiś sposób pomogłem. Spotkałem dawnego kolegę, który zwierzył mi się ze swoich problemów z żoną. Znałem ją, gdyż razem chodziliśmy do szkoły. Od jakiegoś czasu Natalia zachowywała się dziwnie. Raz mówiła coś, za chwilę temu zaprzeczała, kłóciła się z mężem, potem była zdziwiona, gdy on mówił, że krzyczała na niego i tego typu historie. Nie będę tu rozwijał znacząco historii, bo to niewątpliwie temat na książkę. Zadzwoniłem kiedyś do Natalii i zapytałem, co słychać? Ucieszyła się, że mnie słyszy i zaczęła trochę opowiadać o swym życiu. Powiedziała, że teraz gotuje zupę ogórkową, że mąż zaraz wróci z pracy itp. Po chwili rozmowy powiedziała, że musi zajrzeć do pomidorowej, bo zostawiła ją na gazie. Zdziwiłem się. Powiedziałem, że chyba ogórkową gotuje, a nie pomidorową, na co ona, że chciała ogórkową, ale w lodówce był tylko przecier pomidorowy. Myślałem, że to ja się przesłyszałem. Po krótkiej chwili powiedziała, że ogórkowa jej dobrze wyszła i mąż się ucieszy, bo lubi tą zupę. Następnym razem, gdy dzwoniłem, powiedziała mi, że musi otworzyć mleko, bo rano otworzyła do kawy i ktoś jej zabrał. Potem, gdy spytałem już z premedytacją o to drugie otwarte mleko, to powiedziała, że nie musiała otwierać drugiego, bo już rano otworzyła. Była zdziwiona, że pytam o jakieś drugie mleko. Potem dowiedziałem się, że ktoś jej na złość chowa różne rzeczy, bałagani, kłóciła się o to z mężem. Podejrzewała, że teściowa jej też coś prucia w szafkach. Reasumując, gdy miałem już trochę informacji poszperałem w necie i już prawie byłem skłonny podejrzewać ją o rozdwojenie jaźni, bo zachowanie i historie z przeszłości do tej choroby pasowały. Brałem też pod uwagę schizofrenię, ale zaraz ją odrzuciłem. Jednak z biegiem czasu przyszła mi myśl (i myślę, że to ty JAMie mi ją podsunąłeś), że tu nie o chorobę chodzi, tylko o tzw. mieszanie się światów równoległych…

– Dokładnie.

– Po dalszych rozmowach z Natalią ustaliliśmy, że to jej sobowtór ze świata równoległego wnika w jej ciało, a ściślej to świadomość tej drugiej Natalii wnika w ciało „mojej” Natalii. Składając fakty stworzył nam się obraz. Ta druga Natalia była fizycznie taka sama, jak ta, ale miała gorsze życie. Była bardziej umęczona, zdruzgotana i nie wiedziała jak sobie z tym poradzić. Nie wiemy jak zdołała przeniknąć do naszego świata, ale skutecznie zamieniała świadomość tej Natalii. Ja sam byłem tego świadkiem, takich „skoków” np., gdy gotowała zupę. Po tym zainstalowałem program nagrywający rozmowy i kilka takich perełek mam nagranych. Puściłem jej raz przez telefon takie nagranie i nie mogła uwierzyć, bo to działo się przed kilkunastoma minutami, a ona nie pamiętała z tego nic. Wpadłem na pomysł, aby weszła do tego drugiego Wszechświata i zobaczyła, co się tam dzieje. Była cały czas ze mną w kontakcie, bo nie wiedzieliśmy, z czym takie przejście się wiąże. Znalazła się w jakiejś kuchni i widziała przy stole zapłakaną siebie, podawała obiad jakiemuś mężczyźnie. Czuła złość, smutek i bezradność tej drugiej. Czuła dokładnie emocje tamtej! Ten mężczyzna najwyraźniej był katem tamtej Natalii. Niestety, nie widać było jego twarzy. Musiałem wyciągnąć Natalię z równoległego Wszechświata, bo sama nie potrafiła tego zrobić. Tamta kobieta widziała Natalię i była jej świadoma. Musiałem coś wymyślić, aby zamknąć przejście między tymi światami. Ponieważ Natalia była bardzo podatna na moje sugestie, kazałem jej, aby wyobraziła sobie rozdarcie między naszym, a tym drugim Wszechświatem. Uczyniła to. Następnie wyraźnie widziała, jak zaszywam dziurę, a potem zaklejam specjalną taśmą do łatania Wszechświatów i przyprasowuję żelazkiem. Po tym na jakiś czas objawy ustąpiły. I o dziwo, już nie było bałaganu w domu, przedmioty się poznajdywały.

– Tak… – JAM się zamyślił. – To było twoje pierwsze zetknięcie się z takimi niewytłumaczalnymi rzeczami, ale świetnie sobie z tym poradziłeś.

– Potem jeszcze raz, tym razem na żywo, nie przez telefon, Natalia przy mnie „skoczyła” i to nagrałem komórką. Zmartwiła się, że tamta powróciła. Kazałem jej poszukać, którędy mogła się przedostać. Zwizualizowała sobie pokój z parkietem na podłodze kładzionym w jodełkę. Jedna klepka była obluzowana. Zalałem pokój żywicą i wyłożyłem włóknem szklanym. Potem zaspawałem drzwi, zamurowałem lufcik, bo tamta usilnie szukała dostępu do tej Natalii. W końcu chyba wszystko załataliśmy. Teraz niekiedy tylko Natalia czuje jakiś dziwny, jakby nie jej, dyskomfort, ale „skoki” już się nie zdarzają. Mąż Natalii mówił mi, że teraz to całkiem inna kobieta!

– A dlaczego ni pomogliście tamtej? Pomoc byłaby chyba lepsza od łatania dziur?

– Myśleliśmy o tym, Natalia miała nawet z tamtą porozmawiać i dowiedzieć się wszystkiego, przechodząc do równoległego Wszechświata, ale jeszcze nie czuje się na siłach. Może kiedyś, gdy wzmocni się mentalnie, wrócimy tam i dowiemy się wszystkiego. Bo historia naprawdę się zdarzyła i w sumie była fascynująca. Znając Natalię, to kiedyś sama mnie poprosi, abym pomógł jej tam przejść, bo i ją takie rzeczy kręcą. A tymczasem…

– A tymczasem ja wchodzę do lampy, a ty idź dowal do pieca, bo zimno tu masz pierońsko!

– W rzeczy samej – zauważyłem i zwlokłem swój piękny tyłeczek z przepastnego swego łoża radości. Pod oknem zimny kaloryfer zdawał się być niezadowolony, a za oknem armatka nostalgicznie nadal śpiewała śniegiem…

Jedna odpowiedź na 56. Łatanie Wszechświata, czyli gdzie jest pies pogrzebany

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret