Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Pierońsko gorąco. W sierpniu na Palenicy były chyba tylko dwa dni, kiedy padało. Studnie wysychają, a trawa ledwo rośnie. Dzisiaj jest poniedziałek, ostatni dzień wakacji. Ludzi tutaj mało się włóczy, tylko nieliczne zombiaki. Zainstalowałem owcom parasol i zaraz legły w jego cieniu. Dobrze, że wiatr dość silny wieje. W sumie da się przeżyć. Przed chwilą spożyłem kisielek. Dobry. Kwaskowy. Na niebie ani jednej chmurki, a Taterki ledwo rysują się na horyzoncie. Siedzę i patrzę sobie na Szafranówkę, która od czasu lodowego incydentu nazywana jest przeze mnie „Zieloną Budką”, i ani żywej duszy na niej, czego od dawna nie byłem świadkiem. Zwykle tłumy zombiaków tam spacerowały, a dzisiaj pustka. Siedzę sobie przed Barem Groń i tak se paczam…

– Niech będzie pochwalony! – usłyszałem głos nad sobą i machinalnie odparłem:

– A dziękuję! Czuję się pochwalony – podniosłem głowę znad laptopa, w którym właśnie pisałem te słowa, i zobaczyłem przed sobą zakonnicę, leciwą, w różowym habicie. Takim mocno różowym. Patrzyła na mnie słodkimi oczętami, mrużąc je i trzepocząc rzęsami. Kuźwa! Sztuczne te rzęsy miała! Na głowie miała takie coś, jak pielęgniarki mają, tylko na to była narzucona różowa chustka, cy cuś. Ze szyi zwisał jej gruby łańcuch, a na nim dyndał dzwonek, co go to owce mają. No różnych popaprańców widziałem, ale ona biła wszystkich na głowę. Na plecach miała krzyż z lipowych gałęzi, ale go nie widziałem, bo stała do mnie przodem.

– Czy może mi pan powiedzieć – patrzyła mi przenikliwie w oczy i wtedy zauważyłem, że rzęsy ma doklejone paskiem czerwonej izolacji – jak dojść… – urwała nagle.

– Dokąd chce pani dojść? – i już się chichrałem w duchu i wyobrażałem, jak dochodzi.

– Na Palenicę.

– Ha! – wykrzyknąłem. – To może pani uważać, że już doszła, bo jest pani na Palenicy.

– Co? Tak szybko? – w jej głosie wyczułem zawiedzenie. – Koleżanki mówiły, że trochę dłużej to trwa i jest bardziej… bosko. A ja tu pod górę szłam po kamyczkach i wcale to nie było przyjemne. Gdybym nie była zakonnicą, to bym powiedziała, że do dupy było, ale nie mogę tak powiedzieć, bo nie wiem jak to jest. Bo one mnie wysłały na Palenicę i mówiły, że to mi dobrze zrobi.

W tej chwili powiał wiatr i podwiało jej króciutki habit. I wtedy zobaczyłem, że to nie była zakonnica! To był facet! I to dziwnie mi znajomy. Nie mogłem jednak przypomnieć sobie skąd. Nie dałem po sobie jednak nic poznać. Byłem ciekaw rozwoju akcji.

– Trzeba było kolejką wjechać. Było by to jeszcze krócej, ale bezboleśnie.

– Chciałam żeby było dłużej, bo ja lubię dłużej… – nagle czerwona taśma izolacyjna puściła i oderwał jej się kawałek policzka. Na światło dzienne ukazał się kawałek siwiejącej brody, która była do tej pory przykryta policzkiem. Nie zauważyła tego, a ja udałem, że nic się nie stało. Po sekundzie oderwał się drugi policzek, potem uszy, ramiona, a ona dalej niczego nie zauważyła. Ja spokojnie kończyłem kisielek, ale aż mnie skręcało z ciekawości, co się dalej stanie. – chodzić. Bo ja taki piechuj jestem. O! Przepraszam. Nie wymówiłam „r”, bo mi szczęka wypadła..

Cała sytuacja stawała się coraz bardziej surrealistyczna i gdy czytałem to, co przed chwilą napisałem, to nie byłem pewien, czy to mi się czacha przegrzała od upałów, czy ześwirowałem z innego powodu. Ale piszę dalej.

– A co to za góry tam w oddali? – zapytała i wskazała kierunek oderwaną ręką.

– To Tatry słowackie.

– No to fajnie. O jejeczku! Przypomniałam sobie, że koleżanki mnie po gromnicę wysłały, a nie na Palenicę! Ale ja głupiutka jestem, taka trochę niedoje… – nie dokończyła,  bo w tym momencie wszystko jej się oderwało i został tylko ten kawałek brody spod policzka falujący na wietrze. Ja jednak twardo udawałem, że niczego nie zauważyłem. Zakonnica postała tak jeszcze chwilę, a potem usiadła. Nie rozmawialiśmy przez dwie chwile i stawało się to już niezręczne.

Pa6M

– Skąd pani przyjechała? – przerwałem ciszę. Jednak nie odpowiedziała. Chyba się zamyśliła. – A była już pani w Pieninach? – nadal żadnej reakcji… – A pani to jest zakonnica? A z jakiego zakonu, bo takich różowych nie widziałem nigdy?

Zakonnica nie odzywała się wcale, tylko jej oczy, które po rozsypaniu się jej ciała leżały opodal na trawie, tak jakoś dziwnie na mnie patrzyły. Jakby miały mi coś ważnego do powiedzenia. Nagle coś mnie trzepnęło w łeb.

– Co jest, kuźwa!? – zakrzyknąłem i odwróciłem się. Za mną stał JAM.

– Co ci tak odwala, że takie bzdury piszesz? – odezwał się wyraźnie rozbawiony. – Weny nie masz, że tak zmyślasz?

– Czekam na ciebie i tak zmyślam, bo rzeczywiście chcę pisać, a nie wiem o czym – byłem trochę wzburzony i zaskoczony jego takim pojawieniem się.

– Ale to nie powód, aby takie pierdoły wymyślać. O co chcesz mnie zapytać?

– No właśnie tego nie wiem.

– Pomyśl…

W sumie to nie wiedziałem o czym pisać. Czułem potrzebę pisania, a nie miałem tematu. Często wcześniej się takie coś zdarzało i temat pojawiał się sam. Dzisiaj jednak czuję zastój. Chociaż jest coś, o co mogę JAMa zapytać…

– Pytaj więc Waść… – JAM usiadł obok mnie przy stoliku i bawił się z osą utopioną w szklance wody. Najwyraźniej obydwojgu to sprawiało przyjemność.

– Powiedz mi zatem, dlaczego przyciągam kobiety, które potrzebują jakiejś pomocy ode mnie, jakiegoś wsparcia psychicznego? A kiedy już je dostaną, to nasze drogi się rozchodzą? O co tu biega?

– One potrzebują pomocy, wsparcia, jakiegoś bodźca do podjęcia jakiejś decyzji, a ty wiesz, albo intuicyjnie wyczuwasz, co można w danej sprawie zrobić. Niekiedy potrzebujecie na to kilku miesięcy, niekiedy kilku lat, aby sprawę rozwiązać. Gdy to już nastąpi, wasze drogi się rozchodzą i forma rozstania to taki sam teatr, jak w przypadku śmierci. Niekiedy dzieje się to łagodnie, a niekiedy burzliwie. Jednak każde rozstanie generalnie, no, może prawie każde, rodzi złą energię spowodowaną smutkiem rozstania. Smutek zaś jest stąd, że jeszcze nie rozumiesz dogłębnie, że coś się kończy tylko po to, aby coś nowego się zaczęło. Zawsze się przywiązujesz, ale gdy misja się kończy, musisz iść dalej w innym kierunku. Coraz bardziej jesteś tego świadom, ale jeszcze masz w tym braki.

– Nie tylko ja mam problem z rozstaniami…

– Oczywiście, że nie tylko ty. Większość ludzi nie jest świadoma tego, po co łączy się w związek. Większość uważa, że łączy się aż do śmierci, a to dlatego, że taka przysięgę gdzieś tam składają. Jest ona jednak wbrew zasadzie przyciągania, bo ludzie powinni być ze sobą dopóty, dopóki nadają na tych samych falach. Dopóki zgodnie wibrują. Dopóki czują, że ich marzenia są spójne i idą tą samą drogą. Jak nie wibrują podobnie, to po co się męczyć razem? Nie jest prawdą, że ludzie łączą się w pary, aby wychować dzieci. Ludzie łączą się w pary po to, aby wspólnie przeżywać radosny pobyt na Ziemi. Nie łączą się w pary po to, aby pomnażać swój majątek. Łączą się w pary po to, aby wspólnie śmiać się i cieszyć życiem. Wszystko inne, to sprawy poboczne. Gdyby głównym celem życia na Ziemi była prokreacja, to nie było by par bezdzietnych, homoseksualizmu też by nie było…

– I księży też by nie było… Ale prokreacja też jest przecież ważna! No przecież trzeba zaludniać Ziemię!

– Oczywiście. Jest bardzo ważna, ale nie najważniejsza. Głównym celem, powtarzałem to wielokrotnie, życia na tym świecie, jest podnoszenie naszych wibracji i zbliżanie się do Najwyższej Możliwej Wibracji. Tylko po to rodzimy się w naszych ciałach. Człowiek jest najdoskonalszą istotą na Ziemi, która może świadomie korzystać z dobrodziejstw inkarnacji i która może też nieświadomie się tego pozbawić. Mówiliśmy też wielokrotnie o tym, że Istoty Niskowibracyjne mącą w głowach ludziom, aby oni produkowali jak najwięcej złej energii, którą oni się karmią. Związek małżeński, który trwa w radości aż do przysięganej śmierci, to tylko niewielki procent wszystkich małżeństw.. Zdecydowana większość faktycznie rozpada się w kilka lat po przysiędze. Jednak formalnie nadal istnieje. I to rodzi różnego rodzaju frustracje, niesnaski, a nawet tragedie. Z jednej strony człowiek przysięgał, że nie opuści aż do śmierci, a z drugiej już z partnerem nie może wytrzymać. I jest dylemat. Gdyby partnerzy byli świadomi swoich ról, i tego, że sztuka zwana związkiem kiedyś się skończy, to obserwowaliby wszystko, co się wokół nich dzieje, co sami robią, jak się zachowują i gdy nadszedłby czas rozstania, to podziękowaliby sobie za wspólne chwile i żyliby dalej bez smutku, a pomnażali radość. Istoty Niskowibracyjne świetnie mieszają w naszej rzeczywistości. Pod płaszczykiem dobra, generują zło. Nie będę tu wyliczał ich metod…

– Kościół…

– Nie przerywaj! – JAM się trochę uniósł. – … ale muszę przyznać, że są bardzo pomysłowi. Jednak przed narodzinami mamy świadomość, gdzie się rodzimy i z czym przyjdzie nam się zmierzyć. Świadomie wybieramy ciało, rodzinę, kraj. Potem wszelkie przednarodzinowe dane zapominamy i bawimy się w życie będąc czystą kartą. Większość ludzi za życia wygeneruje bardzo małą ilość dobrych wibracji. Nieliczni, ci, którzy są świadomi swego istnienia i wiedzą, o co w nim chodzi, pozyskają mnóstwo dobrej energii i zbliżą się znacznie do Najwyższej Możliwej Wibracji. A zabawa w życie na Ziemi jest bardzo fajna i absorbująca. Zaręczam Ci, że obecne twoje wcielenie, to najlepsza nasza inkarnacja, pomimo, że ty jesteś innego zdania.

– To chyba poprzednie moje wcielenia musiały być bardzo kiepskie…

– Nie. Nie były kiepskie. Były inne, ale teraz jesteś najbardziej świadomy siebie.

– Wracając do tematu rozstań. Niektórzy jakoś nie mogą podjąć decyzji o zerwaniu związku, wolą w nim trwać, nawet w tych nieformalnym.

– Tu wchodzi w grę ego i strefa komfortu. Co z tego, że z partnerem mi się nie układa, że nie sypiamy ze sobą, ale mieszkam u niego, mam niższe koszty, a poza tym, nie wiem, co mnie czeka, gdy się z nim rozstanę… Lepsze znane zło, niż nieznane…

– To czeka, co człowiek sobie wymyśli. Skoro myśli o czymś złym, to to przyciągnie.

– Dokładnie. Ludzie są tak zamotani, że nie czują, że żyją. Oni ciągle się czegoś boją i nie wychodzą poza strefę komfortu, która tak naprawdę tą strefą już nie jest. Wolą z obrzydzeniem ocierać się w domu o partnera, niż zamienić go na lepszy model. Wszyscy ludzie są hodowlą Istot Niskowibracyjnych. Ale one nie zmuszają ludzi do posłuszeństwa batem. One oddziaływują na psychikę i tak w niej motają, że człowiek w imię pewnych idei jest gotów nawet zabić brata, który inaczej myśli…

– Kościół…

– Zamknij dziuba i nie przerywaj Dziadku! – JAM się wyraźnie rozbawił. – …czy innego człowieka, mającego inne poglądy na dany temat. Świat jest doskonale manipulowany. Dzięki massmediom szarymi ludźmi łatwo kierować. Jednak to, co wymknęło się Istotom Niskowibracyjnym spod kontroli, to Internet, gdzie można znaleźć wszystko. Jednak osoba zmanipulowana, która przeczyta fragment któregoś z twoich wpisów, uzna cię za oszołoma…

– I zmówi paciorek w mojej intencji.

– … i utwierdzi się w swoich racjach. Dalej będzie produkowała niskie wibracje. Tak jak owce idą za tobą, gdy pokażesz im kromkę chleba, tak ludzie idą za obietnicami, które ktoś przed nimi roztacza. Co jakiś czas ktoś jednak zdejmie klapki z oczu i widzi, że ten świat jest inny, niż myślał do tej pory. Skoro pojawiają się u niego takie myśli, to zaczyna szukać informacji, wsparcia. Ci, co szukają, to znajdują. Niekiedy otrą się o ciebie i już ich życie nabiera blasku. Wystarczy im niekiedy chwila z tobą i już znajdują drogę.

– Taaaa… Że niby ja taki święty?

– A niech cię Pambuk broni przed świętością! Ty masz być mądry, nie święty. Niekiedy z ludźmi obchodzisz się dość brutalnie, ale widocznie oni tego potrzebują. Ty jesteś lustrem dla ludzi. Sam wiesz, że w jednym towarzystwie jesteś rozbrajająco wesoły, a w innym zły jak skur… To dlatego, że odbijają się w tobie wibracje innych i tak na nie reagujesz. Lustro nie zachowuje wizerunku osoby. I ty też coraz lepiej sobie z tym radzisz, tylko że ty zapominasz o ludziach złych, a pamiętasz o dobrych i to jest zdrowe. Źli ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko wtedy, gdy ich do niego złą myślą swoją zaprosimy. Dobrzy tak samo. Wszystko się pojawia w naszym życiu za sprawą naszych myśli. I to jest świetna zasada istnienia! Ona jest tak rewelacyjna, bo możesz być kim chcesz w teatrze życia. Możesz grać każdą rolę. Tylko, że tego trzeba chcieć się nauczyć. Trzeba oczyścić umysł ze złych myśli i nie magazynować ich. Jak coś nam się złego przydarzy, to można zakląć, skurwować, walnąć pięścią w stół i na tym złość powinna się skończyć. Wyprodukujemy co prawda trochę złej energii, ale o wiele mniej, niż gdybyśmy gnębili się czymś przez dłuższy czas. Jeśli pojawia się problem, to tylko po to, aby go rozwiązać. Nigdy nie pojawia się problem, który byłby nierozwiązywalny dla nas. Bo wszystko sami sobie przyciągamy i niczego ponad nas. Nikt nam niczego sam z siebie nie zsyła. Wszechświat daje nam tylko to, co sobie u niego zamówimy. I dokładnie, co do joty, to. To wiesz już chyba, że ludzie pojawiają się przy tobie dlatego, że możesz im jakoś pomóc. Emanujesz energią, której inni potrzebują. Napiją się z twego źródła, zaspokoją i odejdą. Jeśli rozwiążesz jakiś ich problem, a oni wrócą do ciebie z tym samym problemem, to spotkanie może być niemiłe. A ty też potrafisz być niemiły. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Tylko sam musisz się wzmacniać i czerpać radość z takich spotkań, a nie smucić. Rozstanie, to tylko początek nowego rozdziału, a ty potrafisz pisać…

– O! Widzisz! Nawet nie wiadomo, kiedy wpis się sam napisał! A tak kombinowałem na początku…

– A bo ty świrus jesteś. I stary zboczeniec.

– Łoj… Nie przesadzaj – obruszyłem się.

– No, może nie stary.

– Ale mam zajebisty głos! Szczególnie nocą!

– Taaaaaa…

– I fajnie gryzę w ucho.

Miałem dzisiaj sfotografować wschód księżyca nad Palenicą, ale tak mi zeszło nad pisaniem. Za późno sobie przypomniałem i księżyc już był wysoko. Może jutro go pstryknę, albo kiedy indziej. Noc jest ciepła i jasna. Dwóch gejów, którzy pili piwo na Szafranówce już dawno poszło. Zostałem sam na Palenicy. I świerszcze…

2 Odpowiedzi na 53. Świerszcze, czyli bezbolesne rozstania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret