Swoje życie do przeżycia, czyli wysiadanie z pociąguPrawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

– Ale przyjemnie ciepło… – wyszeptałem do JAMa, leżąc na polanie wśród starych, rozłożystych dębów. Delikatny wietrzyk nieśmiało szeleścił w liściach, a i pobliski strumyk, jakby od niechcenia, delikatnie szemrał. W oddali skowronek wzbijał się do nieba i niestrudzenie opowiadał światu o swojej radości. Gorące promienie słońca delikatnie muskały moje nagie ciało, łaskocząc chwilami, a różnobarwne motylki przysiadały opodal i przyglądały się temu z zaciekawieniem. Wokół dało się odczuć spokój i beztroskę, taką pełnię i zaspokojenie.

– Taaaa… – JAM się zamyślił. Leżał obok mnie w trawie, ale jego bezcielesność, była tylko wizją w moim umyśle. – Cieszę się, że cię umieściłem w tej rzeczywistości. Coraz bardziej się cieszę… Pięknie ją sobie tworzysz, coraz piękniej…

Leżeliśmy obok siebie w wysokiej trawie. Ja cielesny, odczuwający świat materialny i JAM, niematerialna moja Istota Wyższa, doświadczająca materii za pośrednictwem mojego ciała. Jesteśmy jednym, a jednak niejednym. Jesteśmy tym samym, a jednak nie tym samym. On jest bytem z niematerialnego wyższego wymiaru, ja jestem materialny w czterowymiarowej przestrzeni. Na poziomie niematerialnym jestem JAMem, jestem jego częścią i całością zarazem. Kilkadziesiąt lat temu ziemskiego czasu postanowił on, że urodzę się w tej rzeczywistości, w tym ciele, w tej rodzinie, w tym mieście, w tych realiach, aby mógł za pomocą receptorów w moim ciele potęgować naszą radość. Założenie jest takie, że rodząc się z biegiem lat zapominam o celu narodzin i pozwalam, aby otoczenie wstępnie programowało mnie różnymi istotnymi i mniej istotnymi informacjami. Dorastając doświadczam coraz więcej, coraz więcej przeżywam różnych sytuacji. Targają mną złe emocje, stresy, depresje, poznaję też smak wielkich radości i rozkoszy tylko po to, aby mieć rozeznanie, aby wybrać samodzielnie drogę, którą chcę iść. Potem moja świadomość otwiera się szeroko i uzmysławiam sobie zasadę działania tej rzeczywistości. Już wiem, skąd się wszystko bierze, wiem, że to ja o wszystkim decyduję, wiem, że mam moc kształtowania swojego świata za pomocą swoich myśli. Uświadamiam sobie ile śmieci zawiera mój umysł. To one przeszkadzają mi w realizowaniu swoich marzeń, w całkowitym zanurzeniu się w uczuciu radości. To moje przekonania są kłodami na mojej drodze. Moim zadaniem teraz jest pozbyć się ich z umysłu, wyczyścić podświadomość i pozwolić Wszechświatowi budować mój świat zgodnie z moim radosnym planem. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a wszystko dla mojego dobra. Gdybym kiedyś nie doświadczył złych chwil, nie doceniłbym nigdy tych dobrych. Gdybym nie walnął głową w mur, nie doświadczyłbym złego kierunku drogi. Gdybym zmienił choć sekundę swego życia, nie byłbym tu, gdzie jestem. Być może byłoby mi lepiej, a może gorzej. Nie jest to jednak istotne. Ważne jest, że coraz bardziej jestem zadowolony ze swego życia. Coraz więcej blokad usuwam, coraz lepsze osiągam samopoczucie i z coraz lepszymi, radośniejszymi ludźmi obcuję. Smutni, źli, sfrustrowani znikają z mego życia. Niektórzy proszą o pomoc, niektórzy z niej korzystają, niektórzy rozumieją mnie, niektórzy cieszą się podobnie jak ja, niektórzy są prawie identyczni jak ja. Nie ma potrzeby, aby wszyscy byli mi podobni. Nie takie jest założenie tej rzeczywistości. Bogactwo form i doznań istnieje po to, aby zaspokoić wszelkie potrzeby wszelkich ziemskich istnień. Nie ma dwóch identycznych inkarnacji. Nie ma dwóch istnień mających identyczne potrzeby. Dlatego jest taka różnorodność wszystkiego w tym Wszechświecie. I każdy ma prawo korzystać z wszystkiego do woli, bo wszystkiego dla wszystkich wystarczy. Nie ma żadnych ograniczeń w tej rzeczywistości…

– Hmmm… – JAM przekręcił się na bok. – No nie do końca tak jest. Bo właśnie ta rzeczywistość, składa się z mnóstwa ograniczeń. Sama materia, to ograniczenie, twoje ciało, to ograniczenie, przestrzeń ziemska jest ograniczona. Ale właśnie dla tych ograniczeń decydujemy się rodzić w świecie materialnym. Jedynie one zapewniają nam szeroką gamę doznań i to dzięki tym ograniczeniom możemy wyszukiwać swoją radosną drogę. Człowiek ma wolną wolę i świadomie godzi się na zaistnienie w takich ograniczonych warunkach. Jeśli chcesz oglądnąć film w kinie, to musisz iść do kina i poddać się ograniczeniom tam panującym. Nie możesz siedząc w kinie pisać książki na papierze, bo za ciemno, nie możesz gotować obiadu, nie możesz wziąć prysznica, bo tam są inne realia służące czemuś innemu. I każdy ma tego świadomość, którą nabywamy z wiekiem. Jeśli nie podoba nam się w kinie, to wychodzimy z niego. Jeśli nie widzimy możliwości zmiany swojego życia, to je kończymy. To wszystko jest normalne. Jeśli wchodzimy w daną rzeczywistość, to albo zaakceptujemy jej ograniczenia, albo nie będziemy mieć przyjemności w przebywaniu w niej. Niekiedy rzeczywistość jest plastyczna, pozwalająca się modelować w pewnym zakresie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć salę kinową ze stanowiskami do gotowania lub kabinami prysznicowymi. Jednak stopień plastyczności rzeczywistości zależy od osób w niej uczestniczących, od ich chęci do jej zmieniania. Nasza, czyli twoja, rzeczywistość to umowa międzybytowa. Eony ziemskich lat temu Najwyższa Możliwa Wibracja pomyślała o rozszerzeniu swego spektrum doznań i zapoczątkowała projekt o nazwie Rzeczywistość Materialna. Jest to projekt open source, czyli otwarte oprogramowanie, które każdy może sam pisać dla własnych potrzeb. Naczelną zasadą i głównym prawem w nim panującym jest Prawo Przyciągania, które mówi, że podobne przyciąga podobne. Aby projekt miał szanse powodzenia, najpierw wymyślono program, który zasymuluje materię oraz zorganizuje jej oddziaływanie. Potem stworzono programy do odbioru tej rzeczywistości, które symulują m.in. ludzkie ciała. To tak po krótce, bo nie jesteś jeszcze gotowy na bardziej szczegółowe wyjaśnienia…

– Właśnie mam mętlik w głowie i nie ogarniam.

– W sumie ramy tej rzeczywistości zostały wstępnie określone i są one sztywnymi prawami, których nie da się zmienić. Np. nie da się pozbawić Ziemi grawitacji. Można ją przezwyciężyć, ale nie pozbawić. Każdy byt, który chce zaistnieć w materialnej rzeczywistości jest świadom jej ograniczeń i zalet. Każdy byt rodzący się na Ziemi dostaje potężne narzędzie w postaci swoich myśli, aby mógł na własną rękę kształtować swój świat. Jeśli inkarnujesz w ciało ameby, to narzędzie to jest bardzo okrojone. Jeśli jesteś rośliną, masz inne priorytety i inaczej wykorzystujesz swoje myśli. Najbardziej wszechstronną formą na Ziemi jest człowiek i jednocześnie najciekawszą. Jednak niosącą także zagrożenia w postaci niezrealizowania przedurodzeniowych założeń.

– Czyli?

– Jak inkarnujesz w roślinę, to doznajesz radości z promieni słońca, z pochłaniania wody, ze swego wzrostu, z obcowania z innymi roślinami, z odwiedzin owadów. Masz smutki, gdy cię jedzą robaki… W ciele rośliny masz większe szanse na zrealizowanie planu pozyskiwania radości. Ale, trzeba przyznać, że jest to mikroskopijny plan, w porównaniu z planem ludzkim. Człowiek, jako istota obdarzona najpotężniejszym instrumentem myślowym, może o wiele więcej pozyskiwać radości, ale jednocześnie może pochłonąć olbrzymie dawki niskich wibracji. I to jest w ludziach fascynujące, że mogą doświadczać takiego bogatego spektrum doznań. W ten sposób każda istota wnosi wkład w budowę świata materialnego. Ten projekt rozrasta się i końca jego nie widać. Nie ma potrzeby go kończyć, bo jest to bardzo udany projekt. Rewelacyjnie realizuje zadanie poszukiwania źródeł radości i jej pozyskiwania. Jedno Prawo Przyciągania, to jedno założenie, że podobna myśl, przyciąga podobną rzeczywistość, jest wstanie zorganizować wszystko. Podkreślę to stanowczo, że w tej rzeczywistości można osiągnąć wszystko, być kim się tylko zechce, robić, co się chce…

– Tu bym się z tobą nie zgodził moja Istoto Wyższa – przerwałem JAMowi. – Nie mogę robić co chcę, bo mogę swoim postępowaniem kogoś skrzywdzić i sprawić, że będzie cierpiał. A oznacza to, że jest to kolejnym ograniczeniem, które muszę mieć na uwadze. Powinienem sam czerpać radość z życia, ale jednocześnie nie krzywdzić innych. Niekiedy jest to trudne…

– Ok. Nadszedł czas, aby ci coś uświadomić. Bo wiesz, że dawkuję ci wiedzę wraz z rozwojem twojej świadomości? Już znasz doskonale Prawo Przyciągania, w miarę potrafisz je stosować. Wiesz, że za pomocą swoich myśli organizujesz swoje życie. Wyjaśnialiśmy jakiś czas temu, dlaczego zdarzają się wypadki. Aby zaistniał wypadek, w którym uczestniczy co najmniej dwie osoby, myśli tych osób muszą drgać podobnie. Znaczy, że każda z osób powinna mieć podobne myśli. Niekoniecznie muszą obie myśleć o wypadku. Mogą obie myśleć np. o zmianie swego życia, a wypadkowa ich dotychczasowych myśli, wypadkowa ich już zrealizowanej rzeczywistości sprawi, że najodpowiedniejszą sytuacją w danej chwili będzie zderzenie czołowe ich pojazdów. Prawo Przyciągania nie mówi, że identyczne przyciąga identyczne, ale że podobne przyciąga podobne. Takie założenie daje olbrzymie bogactwo możliwości stwarzania różnorakich wariantów życia. Jednocześnie taka forma tego prawa zmusza istoty do precyzyjnego formułowania swoich myśli. W powyższym przykładzie myśl o zmianie życia zaskutkowała wypadkiem. Była wystarczająco nieprecyzyjna, ale skutek był zgodny z jej intencją, czyli ze zmianą życia. Do czego zmierzam? Aby doszło do relacji dwóch osób potrzebne są ich podobne myśli. Jeśli ty czerpiesz radość z otaczającego świata, ale w jakiś sposób sprawiasz przykrość drugiej osobie, to znaczy, że ona myśli o tej przykrości i dlatego ją odczuwa. Nie ma opcji, abyś sprawił komuś przykrość, jeśli on o tym nie myśli. Jeśli nie podpiął do tej myśli złych uczuć o znacznej intensywności. Z drugiej strony, jeśli byś chciał sprawić komuś przykrość, a ta osoba nie ma przykrych myśli i jest w pełni radosna, to nie uda ci się to. Wszystko odbywa się w tej rzeczywistości za zgodą. Jeśli przywiązujesz do czegoś uwagę, jeśli odczuwasz radość lub złość, to jest to twoim przyzwoleniem na zaistnienie tegoż. Nie chcesz czegoś, to się tym nie przejmuj. Niech ci to będzie obojętne. Myśl o tym, czego chcesz, a nie o tym, czego nie chcesz. Twoje przejmowanie się sytuacją zewnętrzną przyciąga do ciebie jeszcze więcej tego typu doświadczeń. Jeśli przejmujesz się tragedią gdzieś w świecie, ale tylko dlatego się przejmujesz, bo „to ludzki odruch”, nie dlatego, że szukasz rozwiązania dla sytuacji, to niebawem podobna tragedia dotknie ciebie. Mniejsza lub większa, ale cię nawiedzi. Wtedy ludzie są zwykli psioczyć na swój los, doszukiwać się kary boskiej za swoje uczynki, a to tylko odpowiedź Wszechświata na ich myśli. On daje zawsze to, o czym myślimy i do czego przykładamy swoją uwagę. Tak działa Prawo Przyciągania. Jeśli nie możesz pomóc, to niech sytuacja innych ludzi będzie ci obojętna.

– Kilka osób może oburzy na takie stwierdzenie.Prawo Przyciągania

– Mają prawo do wszystkich swoich myśli. Jednak, jeśli ktoś jest świadomy tego, o czym mówię, to przyzna mi rację. Przejmując się czyimś złym losem przyciągamy go do siebie. Chyba nie po to współczujemy innym, aby przeżywać to samo, co oni. Pomóżmy im, a nie współodczuwajmy. Jeśli nie możemy pomóc, to pozostańmy obojętni. Tym bardziej, że w myśl Prawa Przyciągania, każdy sam sobie przyciąga swój los. Współczucie, czyli odczuwanie tego samego zalecane jest tylko w przypadku radości. Można mnożyć radość, ale nie można dzielić smutku. Podział smutku nie sprawi, że on zniknie. Tylko zaprzestanie myślenia o smutnych sprawach sprawi, że one znikną. Roztrząsanie tragedii tylko je pomnaża, tak ja rozpowiadanie o radościach tworzy ich więcej. Póki ludzie tego nie zrozumieją, będą się budzić ciągle z ręką w nocniku. Nie należy dawać ludziom ryb, ale powinno się nauczyć ludzi, jak je łowić.

– Czyli propagujesz znieczulicę?

– Jak zwał, tak zwał. Jeśli jesteś w stanie komuś pomóc, to mu pomóż. Gdy ktoś ucina sobie palca, to nie siadasz i lamentujesz, tylko pomagasz zatamować krew i pomagasz dotrzeć do lekarza. Wtedy nie ma miejsca na współczucie, tylko jest czas na działanie. Jeśli masz możliwość pomocy i pomagasz, to nie masz możliwości współczucia. I odwrotnie. Ale samo współczucie daje sygnał Wszechświatowi, że i ty też chciałbyś coś podobnego przeżyć. I po jakimś czasem dostajesz to, czego chcesz.

– Tylko, że współczucie jest w „dobrym tonie”…

– Dla kogo ten ton jest dobry? Dla poszkodowanego? Dla ciebie? Dla kogo pytam się? Jedynie dla Istot Niskowibracyjnych, które czerpią z naszego smutku energię. One się cieszą, gdy my się martwimy, gdy cierpimy, gdy odczuwamy jakiś dyskomfort. Od nas zależy, kogo będziemy karmić. Każdy ma prawo współczuć, każdy ma prawo odczuwać to samo, co inni, ale fajnie by było mieć świadomość, co się z tym wiążę. Tak zwany „dobry ton”, to narzucony prze innych kanon postępowania, który, a także mnóstwo innych, ludzie przejmują bez zweryfikowania jego słuszności. Jeśli coś ci odpowiada, to to stosuj. Jeśli sprawia ci przyjemność, to to stosuj. Nikt nigdy za nikogo nie cierpiał, bo nie ma takiej możliwości. Każdy z nas sam doświadcza swego życia. Nie jest możliwe, że jak utniesz palec, to ten ból odczuje np. twój przyjaciel, a ty nie. Każdy z nas odpowiada za swoje życie i każdy z nas indywidualnie je kształtuje. Każdy ma wolny wybór i skoro chce cierpieć, ma do tego prawo i nikt mu tego zabronić nie może. Chcesz się cieszyć, to masz do tego prawo i nikt ci tego nie może zabronić. Jeśli ktoś chce regulować twoje życie zakazami, nakazami, to wiedz, że robi to, aby cię wykorzystać dla własnych potrzeb. Ty możesz poddać się tym wytycznym lub nie. Od ciebie zależy, czy zmienisz swą rzeczywistość, czy ją zaakceptujesz. Jeśli chcesz mieszkać w Anglii i jeździć po niej własnym samochodem, to musisz dostosować się do zasad ruchu lewostronnego. Inaczej możesz doznać bolesnej konfrontacji z rzeczywistością. My decydujemy, co akceptujemy, a co nie. Podobne przyciąga podobne, toteż ludzie podobnie myślący gromadzą się, organizują, łączą w związki. Tym dłużej są w połączeniu, im dłużej ich myśli są zgodne. Gdy pojawiają się rozbieżności w ich wibracjach, w ich myśleniu i myśleniu innych członków grupy, czy związku, to odchodzą, rozwodzą się, składają legitymacje. I to jest jak najbardziej słuszne, bo jesteśmy razem dopóty, dopóki mamy podobne wibracje. Tylko kamertony o podobnych parametrach wpadną w rezonans. Każdy z nas idzie własną drogą i fajnie jest, gdy w tym samym kierunku idzie więcej osób. Każdy z nas sam stawia kroki, ale obok nas mogą iść inni ludzie. Będą szli, gdy wibracje wszystkich sa zgodne. Część drogi można iść razem, ale w pewnym momencie trzeba się rozstać. Idąc z Kielc do Warszawy, jedni mogą odbić w Radomiu na Łódź, a inni mogą skręcić na Lublin. Każdy ma inny cel, ale część życia możemy iść razem. Tak jest w związkach między dwojgiem ludzi. Nikt nie zna swego dokładnego celu. On znany jest tylko poszczególnym istotom wyższym. Gdy się łączymy w pary, to oznacza, że na ten czas wibracje nasze są zgodne, do tego momentu jesteśmy razem, kiedy nie dojdziemy do rozwidlenia dróg. Potem każde idzie w swoją stronę. Gdy jedziemy pociągiem i dosiada się do nas obca osoba, to po pewnym czasie zaczynamy rozmawiać. Jeśli czujemy sympatię, to rozmawiamy długo. Kiedy ta osoba wysiada z pociągu, bo osiągnęła już swój punkt celowy, to żegnamy ją mile i dziękujemy, że mieliśmy okazję ja poznać. Gdy małżeństwo osiągnie punkt przesiadkowy, rzadko towarzyszą temu dobre emocje. A to przecież identyczna sytuacja. Nikt nie jest przypisany drugiemu człowiekowi na stałe i nikt nie jest bez swojej woli niewolnikiem drugiego. Każdy z nas ma swoje życie do przeżycia. Żyjemy dla własnej radości i wspaniale jest, jeśli przyciągamy do siebie podobnych ludzi, którzy w naszej radości znajdą coś dla siebie, kiedy swoją zapałkę zapalą od naszej. Nie ma czegoś takiego jak święty związek małżeński. Gdyby był święty, to każdy wstępujący weń miałby raj na ziemi. Święte i niezbywalne jest tylko ludzkie prawo do własnej radości. Kiedy ludzie od nas odchodzą, powinniśmy czuć wdzięczność, że z nami byli. Z ich odejściem pojawiają się dla nas szanse poznania nowych ludzi, doświadczenia czegoś nowego. Stała jest tylko zmiana. Nie traktujmy się nawzajem jako wzajemnych siebie posiadaczy. My mamy mieć przyjemność z obcowania z drugim człowiekiem. Ludzie są razem dopóty, dopóki czerpią obopólną radość z przebywania w swoim towarzystwie. Wszystko robimy dla swojej radości.

– A wolontariusz? On przecież bezinteresownie pomaga innym.

– Bezinteresownie, bo nie bierze za to pieniędzy. Ale odczuwa radość z pomagania innym. Robi to przede wszystkim dla własnej radości i to jest jak najbardziej naturalne. Czy wolontariusz, który byłby zły na siebie, że robi to, co robi, który by się męczył w tej pracy, dałby radość cierpiącemu? Pomógłby mu jakoś, czy może pogłębił w cierpieniu? Jeśli mamy pracę, której nie lubimy, ale pracujemy w niej, bo nie widzimy innych możliwości, nie widzimy możliwości odejścia z niej, to i tak wcześniej, czy później z niej odejdziemy. Stres nas wykończy, podupadniemy na zdrowiu, może nawet zachorujemy na raka i odejdziemy od pracy. Tylko radość własna jest motorem naszych działań. Gdy radość zanika, działanie także się kończy. Nikt nie żyje dla swych rodziców, dla dzieci, dla partnera. Wszyscy żyjemy tylko i wyłącznie dla siebie. Ale jeśli sami jesteśmy zadowoleni, to tym zadowoleniem możemy zarazić innych. Z pustego i Salomon nie naleje. Najpierw nasza radość, a potem reszty świata. Brak zadowolenia z życia sprawia, że przyciągamy choroby, starzejemy się. A przecież nasze życie zależy tylko od nas. Wystarczy zmienić tylko swoje myślenie.

– Z wieloma ludźmi miałem styczność i wiem, że dla niektórych zmiana myślenia jest trudna.

– Tobie poszło to w sumie łatwo, ale musiałeś wcześniej trochę cierpienia doświadczyć. I to dobrze wykorzystałeś, bo nauczyłeś się czytać znaki, jakie ci daję. Nie chcę cię kierować bezpośrednio moimi słowami, ale o wiele ciekawsze jest dawanie ci znaków i patrzenie, jak ty je interpretujesz. Nie obwiniasz już złego losu o swoje niepowodzenia, ale doszukujesz się przyczyny w sobie. I słusznie, bo wszystko przydarza ci się tylko dzięki tobie. Potrafisz wyciągać wnioski z własnych zdarzeń. Niektórym ludziom trzeba pomóc w dotarciu do swego wnętrza. Niekiedy trzeba przechytrzyć ich ego i oszukać je. Tak na przykład działają misy tybetańskie, które swymi wibracjami rezonują bezpośrednio na ciało i doprowadzają je do porządku. Ten porządek jednak nie będzie trwał długo, jeśli człowiek nie nabierze pewności, że ten proces mu pomaga. Misy są tylko przyczynkiem do naszej radości. Nasze myśli są jej zatwierdzeniem. Lekarstwa też działają podobnie, bo niosą sygnał wibracyjny, który może poprawić nasze działanie, ale w przeciwieństwie do mis, lekarstwa mogą uruchomić też programy destrukcyjne. Medytacja wycisza nasze myśli i pozwala zobojętnieć na te złe. Nie podnosi też wibracji dobrych myśli, ale przez zniwelowanie złych daje komfort spokoju. Reiki, feng shui, czy dwupunkt, to też metody poprawiające nasze odczuwanie rzeczywistości. Wpływają na zniesienie blokad w naszym mózgu i pozbycie się myśli źle kształtujących naszą rzeczywistość. Nic nie wyleczy naszej rzeczywistości, jeśli mamy chore myśli. Wszystkie te metody mają nam pomóc w odnalezieniu własnej drogi. Niekiedy, aby popłynąć z nurtem rzeki, potrzebujemy zepchnąć łódkę z piaszczystego brzegu. Niekiedy nasza łódka stanęła, bo zaczepiła tylko o konar wystający z wody. Od nas zależy, czy chcemy płynąć z nurtem radości, czy pozostać na brzegu. Nikt nas za naszą decyzję nie będzie karał, ani nie nagrodzi. Sami o tym decydujemy. Sami decydujemy, czy wybieramy czerwoną, czy niebieską tabletkę. Sami decydujemy, czy weźmiemy udział w radosnej wyprawie przez życie, czy tylko będziemy się jej przyglądać z brzegu i tęsknie machać do przepływających. Jeśli ciągle jesteście na brzegu, to z dużym prawdopodobieństwem jesteście tam nie z własnej woli. Jesteście tam, „bo dobry ton tak chce”, albo inne wasze przekonania nie pozwalają na popłynięcie. Sami jednak sobie musicie odpowiedzieć na to pytanie, czy naprawdę dobrze jest wam tam, gdzie jesteście. To wasze życie i tylko wy o nim decydujecie. Jeśli jest wam wspaniale, to nie zmieniajcie nic. Jeśli macie dyskomfort, to może czas coś zmienić? Najpierw zmieńcie swoje myśli. Poczujcie pewność, że każde wasze marzenie się spełni. Nie wątpcie, a oczekujcie materializacji. Skonstruujcie swoje marzenie w najdrobniejszych szczegółach, powiedzcie, że to jest to, czego chcecie i oczekujcie przesyłki. Zwątpienie oznacza rezygnację z marzenia. Czas, jaki upływa od momentu potwierdzenia marzenia do realizacji, jest zależny tylko od waszej pewności w realizację. Czy myślałeś kiedyś niosąc kawę, że jej nie doniesiesz, tylko wylejesz?

– Tak. Zdarzyło mi się i wylałem. A nie chciałem przecież wylać.

– Czy, gdy pomyślałeś o wylaniu kawy, myślałeś także, że jest to niemożliwe?

– Nie. Wiedziałem, że jest to możliwe, bo widziałem jak inni tego doświadczyli.

– I zapewne czas od zaistnienia myśli o wylaniu, do wylania był krótki?

– Kilka sekund.

– No właśnie… Bo nie musiałeś wierzyć, że wylanie kawy jest możliwe, a miałeś tego pewność. Skoro innym się zdarzyło, to i tobie może. Ludzie marząc o nowym domu, samochodzie, wakacjach, zwykle marzą, ale zaraz po tym dodają, że to nie dla nic, że im to się nic nie udaje. No i im się nic nie udaje, bo przecież tak o sobie myślą! Tu nie ma nic dziwnego. Inni marzą i wierzą, że się to spełni, ale wiara, choć bardzo istotna w procesie stwarzania rzeczywistości jest słabszym magnesem. Najsilniejsze jest ulepienie w sobie uczucia pewności, że oczekiwane już idzie do nas. Nie ma znaczenia, czy to jest bateria do aparatu, czy domek w lesie z tarasem dla ustawienia teleskopu. Wszechświat nie rozróżnia wymiaru. Ograniczamy się sami we własnym umyśle. Bufor czasowy jest tylko ilością blokad w naszej głowie.

– Jak osiągnąć taki stan umysłu?

– Trzeba słuchać swego serca. Umysł to tylko jego sługa. To forpoczta, która precyzuje pragnienia serca i wysyła je do Wszechświata. I trzeba chcieć popłynąć z nurtem rzeki. Bo nic, czego pragniemy, nie płynie pod prąd…

JAM mówił o rzece i w tym gorącu zapragnąłem ochłodzić swoje przyjemnie skwierczące ciało. Wstałem z trawy. Moje plecy i pośladki zdobił wzorek z odciśniętej trawy. JAM uśmiechnął się na ten widok. Patrzył za mną, jak oddalałem się w stronę strumyka. Cieszył się, że jestem. Ja cieszę się, że zdecydowałem się urodzić na Ziemi w obecnym czasie. W czasie, gdy świadomość ludzka zmienia się, gdy przestają obowiązywać sztywne dogmaty zniewalające i coraz więcej ludzi szuka radości w sobie, nie na zewnątrz. Takich ludzi jest coraz więcej wokół mnie…

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret