Po co żyjemy, czyli Wszechświat w okruszkuPrawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Otworzyłem oczy. Wokół mnie roztaczał się cudowny widok bajecznie kolorowych mgławic i jasnych gwiazd, które wyglądały jak brylanty zawieszone na zwiewnej apaszce zastygłej w fotograficznym bezruchu. Sceneria ta przybliżała się do mnie, by po chwili otoczyć mnie swym pięknem. Zdawało się, że mogę dotykać gwiazd, a jednak były one ode mnie bardzo daleko. Byłem zanurzony w pięknie Wszechświata i czym dłużej go obserwowałem, tym więcej dostrzegałem szczegółów. Jasne gwiazdy okazywały się zgrupowaniami gwiazd, galaktykami o różnych kształtach. Gdy skupiłem swoją uwagę na jednej z nich, w mgnieniu oka zbliżyłem się do niej na tyle, aby dostrzegać pojedyncze gwiazdy. Było ich mnóstwo. Miliardy. Galaktyka z boku miała kształt dysku z wielką kulą w środku. Od góry wyglądała jak pączek z maleńką dziurką w środku. Przypominała torus, którego obrzeża zawijały się z góry do środka, aby wyjść przez tą małą dziurkę z drugiej strony i rozwinąć się. Ruch torusa był wolny, ale zdecydowany, niczym ruch żaren mielących ziarna. Nie dość, że kręcił się w koło, to jeszcze do środka. Było to bardzo ciekawe. Co jakiś czas w jego ciele pojawiały się drobne błyski, jakby niektóre gwiazdy z zachwytu eksplodowały, uwalniając swoją radość ku innym gwiazdom. Odwróciłem głowę w lewo i spostrzegłem inny bardzo intrygujący twór. Był to zespół kilkunastu torusów złożonych w piramidę, a właściwie w dwie piramidy przenikające się nawzajem. Jedna była bardziej pomarańczowa, a druga jakby seledynowa, a nawet w porywach granatowa. Przenikały się do połowy, a skierowane były do siebie podstawami. Obie wirowały w przeciwnych kierunkach. W miejscu ich przenikania kolory opalizowały i iskrzyły. Wyglądało to tak, jakby gwiazdy składające się na torusy zderzały się ze sobą i eksplodowały. Jednak w rzeczywistości one nawet nie ocierały się o siebie, a błyski były rezultatem ich wzajemnych pozdrowień. Cały spektakl odbywał się na mocno granatowym, prawie czarnym tle, gdzieniegdzie popstrzonym maleńkimi kropkami.

Po chwili dopiero uprzytomniłem sobie, że to, co obserwuję, jest bardzo niecodzienne. Przyszło mi na myśl, że to może być sen, który śnię w swoim łóżku, a który zaraz pryśnie, gdy tylko budzik upomni się o swoje prawa. Pomimo świadomości, że to może być sen, piękne widoki nie zniknęły. Zdałem sobie sprawę, że to może być świadomy sen, czyli taki, którym mogę świadomie kształtować. Postanowiłem to sprawdzić. Najpierw wymyśliłem, aby obracające się piramidy zatrzymały się. Pomyślałem i… nic. Obracały się dalej jak do tej pory. Pomyślałem, żeby stały się one przezroczyste i… nic. Pozostały, jakie były.

Zastanowiło mnie to trochę i jednocześnie zaniepokoiło, gdyż w świadomym śnie mogłem dowolnie kreować śnioną rzeczywistość, a tu ni w ząb! Więc co to było? Byłem świadomy swego stanu, byłem świadomy niezwykłości obserwowanych zdarzeń, które były bardzo ponad moją normalną rzeczywistość, a jednocześnie nie był to sen. Poczułem ciarki na plecach. Moja skóra nabrała szorstkości niczym u wydepilowanego indyka. Gdzie ja jestem? Co się dzieje?

– Zabrałem cię w podróż – usłyszałem głos JAMa gdzieś obok, ale nie mogłem go dojrzeć – do wnętrza okruszka, który od wczoraj leży na twojej ławie.

– ???? – zgłupiałem całkowicie. – Do wnętrza okruszka??? A po co?

– A po to, że skoro już siadłeś do pisania, to chce ci odpowiedzieć na pytania, które kiedyś chciałeś mi zadać.

– Kurcze! Aleś ty tajemniczy. Jakie pytania? Czy chciałem cię pytać o okruszki?

– Pamiętasz, jak jakiś czas temu dyskutowałeś na wystawie technicznej w Krakowie z jednym z naukowców o stałej Plancka? Kiedy to, oględnie mówiąc, naukowiec twierdził, że jest to najmniejsza możliwa wartość, a ty upierałeś się, że zawsze jest coś mniejszego?

– Pamiętam. Ale nie upierałem się, tylko stwierdziłem, że to, co dziś uważamy za „takie”, jutro może okazać się „inne”.

– No tak – przytaknął JAM. – W każdym bądź razie ty masz rację, a nie naukowcy. Nie ma nic najmniejszego, ani największego. Może być tylko „najmniejsza mierzalna w obecnym czasie wartość” lub odwrotnie. Dlatego zabrałem cię do okruszka, aby ci to pokazać.

Rozejrzałem się wokół, ale to, co widziałem absolutnie nie współgrało z moimi wyobrażeniami wnętrza okruszka, czy jakiejkolwiek innej materii. Wyglądało to raczej na szeroki Wszechświat. Zdecydowanie to był Wszechświat, a nie wnętrze okruszka.

– A skąd wiesz, jak wygląda Wszechświat? A skąd wiesz, jak wygląda wnętrze materii? – zagadnął JAM.

– No jak skąd? – obruszyłem się trochę. – Wystarczy wyguglować i już się wie!

– Ok. A skąd tam są te wiadomości? Czy jakiś człowiek oglądał z bliska galaktyki, mgławice, gwiazdy? Czy człowiek poleciał dalej niż na Księżyc? Jak głęboko w materię sięgają ludzkie mikroskopy?

– No nie. Ale przecież mamy teleskopy, przez które oglądamy Wszechświat! – zaczynałem się irytować.

– Oglądałeś „Seksmisję”. Tam otoczenie obserwowano przez peryskop i wydawało się ono bardzo nieprzyjazne. Rzeczywistość była jednak diametralnie inna.

– Rozumiem. Do czego zmierzasz?

– Chcę ci tylko uświadomić, że ta wiedza, która jest dostępna ogólnie, różni się od prawdy. Co prawda nasze teleskopy pokazują „dobrą” rzeczywistość, ale pokazują jej tylko malutki wycinek i to w oderwanym kontekście. Nasze mikroskopy właściwie nie pokazują niczego szczególnego, a tylko ocierają się o wnętrze materii. To, że wnętrze okruszka przypomina ci Wszechświat wynika z faktu, że cała obecna rzeczywistość (czyli ta, w której przebywa teraz nasza świadomość) jest jednym wielkim niekończącym się fraktalem. Tak, jak zbudowany jest Wszechświat, tak zbudowana jest materia. To, co w niebie, to i na ziemi. Olbrzymie są odległości między gwiazdami i olbrzymie między atomami, które tak naprawdę są malutkimi galaktykami. Malutkimi w odniesieniu do wymiarów postrzeganych przez nas obecnie. Nasz Wszechświat to też element większego tworu, który jest częścią jeszcze większego. W atomach okruszka są inne Wszechświaty. Pokażę ci teraz planetę, bardzo podobną do Ziemi, która znajduje się właśnie w tym okruszku leżącym na Twojej ławie.

W tym momencie gwałtownie zacząłem się poruszać w stronę krawędzi galaktyki, która okazała się także torusem. Mniej więcej w 1/6 jej średnicy od brzegu była mała, pomarańczowa gwiazdka, która posiadała swój układ planetarny. Trzecia jej planeta, bardzo niebieska, coraz bardziej przypominała mi Ziemię w miarę zbliżania się do niej. Spostrzegłem, że JAM jest obok mnie i razem wlatujemy w atmosferę tej planety. Jego blond grzywka łopotała od pędu, a policzki wydymały się, gdy otwierał usta. Świetnie się tym bawił.

– Dlaczego lecimy? Przecież mogłeś mnie od razu zabrać w dane miejsce. W ułamku sekundy? – zapytałem cicho. Porozumiewaliśmy się w myślach, tak że świst powietrza nie przeszkadzał w wymianie zdań.

– Dla tego samego powodu, dla którego żyjesz na Ziemi.

– Nie rozumiem?

– Gdy teraz lecimy, czujesz pęd powietrza, czujesz ciepło, możesz podziwiać widoki, możesz się cieszyć, możesz podwyższać swoją wibrację, możesz zwiększać swoją energię. Jeślibym zabrał cię od razu na miejsce, nie doświadczyłbyś tego. Dlatego też decydujemy się rodzić na Ziemi i doświadczać wszelkich wspaniałości. Delektować się pięknem, chłonąć wszelkie doznania…

– Ale tu bajecznie! – przerwałem JAMowi.

Przelatywaliśmy nad zalesionymi wzgórzami o stromych zboczach, po których spływały wodospady do granatowego jeziora. Na piaszczystych brzegach zauważyłem baraszkujące ptactwo i wylegujące się w słońcu jakieś wielkie zwierzęta, które nie były podobne do żadnych konkretnych ziemskich. Podziwiając widoki i chłonąc energię tego piękna, nagle uświadomiłem sobie, że ta planeta zawiera się w malutkim okruszku leżącym na mojej ławie i gdy go sprzątnę, ten świat może przestać istnieć.

– Nie obawiaj się – wtrącił się w moje myśli JAM. – Dla tej planety miliardy lat, to zaledwie ułamek sekundy w naszym świecie. Nasze miliardy lat, to ułamek sekundy w świecie od nas wyższym. Ta rzeczywistość zdąży się wypełnić, do chwili zniszczenia okruszka. Nie przejmuj się tym. Czas jest pojęciem względnym i w wielu rzeczywistościach jest nieistotny.

­– Czy na tej planecie też żyją ludzie?

– Może nie ludzie w dosłownym tego znaczeniu i wyobrażeniu, ale istoty równie, a może nawet bardziej inteligentne. One mają trochę inne receptory w ciele i trochę inaczej widzą swoją rzeczywistość niż my. Taka różnorodność istnień, Wszechświatów istnieje tylko po to, abyśmy, jako świadomość, mieli swobodę wyboru doświadczeń, jakie chcemy, aby były naszym udziałem w procesie podwyższania częstotliwości.

– Teraz mi się skojarzyło, że wędrówka naszej świadomości i pozyskiwania energii jest bardzo podobna do działania torusa.b4

Wylądowaliśmy na piaszczystej plaży. Granatowa woda obmywała jasnozielone ziarenka piasku. Opodal baraszkowały ptaki podobne do pelikanów, ale bardziej smukłe i bardziej zwinne. Siedliśmy na zwalonym pniu drzewa przypominającego palmę, jednak jego kora była niczym wełniany pled. Bardzo puszysta i miękka.

– Hmmmm… – JAM się zamyślił. Założył nogę na nogę, a palce rąk zanurzył w wełnie pnia. – Wiem, o czym chcesz mówić, ale nie przypuszczałem, że tak szybko do tego dojdziesz. Tak. Masz rację. Wędrówka świadomości  odbywa się po torusie. Torus, to taki pączek z dziurką, gdzie ruch po jego jednej stronie dąży w stronę dziurki od jego brzegów, a po drugiej to, co wychodzi z dziurki porusza się w stronę brzegów. Jeśli dążymy do środka, to pochłaniamy energię, jeśli od środka, to ją oddajemy. Nasza Ziemia, a tym samym nasza świadomość, czyli my obaj, jesteśmy po tej stronie torusa, gdzie pozyskujemy energię. Tu mamy za zadanie podwyższać ją, aby znaleźć się jak najbliżej dziurki (czyli Największej Możliwej Wibracji) i przez nią przelecieć. Właśnie niedawno Ziemia znalazła się zdecydowanie na tej stronie torusa pokonując jego brzeg. Do tej pory opuszczała tą jego cześć, gdzie pozbywała się energii.

– Czy dobrze to rozumiem? Pozbywanie się energii, które było związane z pobytem Ziemi na obrzeżach torusa objawiało się w rzeczywistości np. wojnami, agresją, kataklizmami?

– Tak. Obecnie Ziemia jest jeszcze w etapie przejściowym, ale zdecydowanie dąży ku pozyskiwaniu energii. Cała przemiana nie odbywa się z dnia na dzień, choć coraz częściej spotykasz na przykład pozytywnych, radosnych ludzi. Coraz więcej ludzi jest świadomych swego istnienia i coraz więcej rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. Ci, co nie rozumieją, to osoby tkwiące świadomością jeszcze po drugiej stronie torusa. Można by ich porównać, do ludzi, którzy wyszli z bagna, ale nie umyli się. Pozytywna energia słońca osusza błoto na ich ciele i krępuje ich ruchy, a nawet może ich udusić. Dlatego gro ludzi tego typu coraz gorzej się czuje podczas obecnych zmian. Jeśli nie zmienią swojego myślenia, czyli jeśli się nie przeprogramują, to znikną z tego świata. Taka jest kolej rzeczy. Ziemia sama się ich pozbywa organizując różne katastrofy. A to trzęsienia, tsunami, czy inne tego typu zjawiska.

– Znaczy, że gdy Ziemia była po tej stronie torusa, gdzie oddawała energię, to ludzie ciągle cierpieli, walczyli i zabijali się, a przejawy dobroci były zgubne?

– Można tak powiedzieć. Jednak zjawiska, jakie zachodzą bliżej środka po „ciemnej stronie” J dysku nie są do pojęcia  dla ciebie w obecnej chwili. Nie ma nawet potrzeby, abyś się w nie zagłębiał, bo to całkiem inna płaszczyzna odniesienia. Dla ciebie teraz mogą się one wydawać bardzo okrutne, jednak dla cywilizacji żyjących na Ziemi przed milionami lat były one tak normalne, jak dla ciebie twoja rzeczywistość. Toteż nie możemy tu operować pojęciami dobra i zła, bo obydwa są względnymi.

– Mówisz, że w środku częstotliwość jest największa, a przecież prędkość na krańcach dysku jest największa?

– Chyba coś pomyliłeś. Częstotliwość, to wibracja. To wewnętrzne drgania energii, która tak na dobrą sprawę jest tymi drganiami. Ta, galaktyka, w której jest Ziemia, nie jest jednolitym dyskiem, jak płyta winylowa. To galaktyka spiralna, gdzie obrzeża ciągną się po spirali za szybciej obracającym się środkiem. To tak jak wata nawijana na patyk.

– Powiedziałeś, że przed milionami lat na Ziemi były cywilizacje. Ogólnie dostępna wiedza nic o tym nie wspomina.

– To, że tak to nazwę „efekt peryskopu z Seksmisji”, czyli pokazywanie ludziom tego, co jest wygodne, aby łatwiej nimi manipulować. Z tego względu, że Ziemia dopiero weszła w cykl pozyskiwania energii i jej podwyższania, pokutują jeszcze przyzwyczajenia z poprzedniego cyklu. Jeszcze pożądana jest negatywna energia generowana przez ludzi, którą karmią się potrzebujące jej istoty. Jeszcze pokutuje np. w Kościele Katolickim obraz cierpiącego Chrystusa i propagowane jest ubóstwo, bojaźń i pokora, co od wieków służyło tylko i wyłącznie zniewoleniu i uciemiężeniu ludzkości, aby łatwiej produkowała negatywna energię. Teraz następują i na tym polu zmiany, czego dowodem jest papież Franciszek.

– No! Lubię tego gościa. Tylko obawiam się o jego życie, gdyż jest dla niektórych purpuratów zbyt radykalny i nowoczesny.

– Otocz Franciszka swoją sympatią i niech inni zrobią to samo, a nic złego mu się nie stanie. Chyba, że sam zdecyduje inaczej. Tak jak każdy wybiera sobie swoje życie, tak i każdy decyduje o sposobie jego zakończenia. Po to jest taka różnorodność rzeczywistości, abyśmy mogli świadomie wybrać najlepszy dla siebie wariant. Wybieramy go przed zaistnieniem w danej rzeczywistości. Jeśli rodzimy się w ciele człowieka, to widzimy świat, tak jak obecnie. Jeśli wybierzemy ciało węża, to będziemy widzieć świat w podczerwieni. W obu przypadkach naszym głównym celem jest podwyższanie swej wibracji. I to my o tym decydujemy. Nie ma tu żadnej misji nadanej od tzw. Boga, bo każde istnienie jest indywidualną sprawą inteligentnej świadomości, która jest jednak częścią tej o wiele większej. Głównym celem życia na ziemi jest obecnie nasza radość, bo jest ona objawem podwyższania częstotliwości. Każdy z nas jest indywidualnością, która swoimi myślami kształtuje swoją rzeczywistość. Jednak istnieją jednostki, które dążą do odarcia nas z przywileju indywidualności i urabiają naszą ziemską świadomość dla swoich potrzeb. Np. Kościół, religie, państwa, patriotyzm…

– Patriotyzm? A co w nim negatywnego?

– Nie mówię, że negatywne, ale jest to jeden ze sposobów manipulowania ludźmi. Gdy państwo chce wdać się w wojnę (oczywiście m.in. po to. aby ktoś na tym zarobił), to na jakich uczuciach najlepiej zagrać obywatelom? Czy gdyby politycy powiedzieli, że będziemy walczyć z Syrią, bo oni tam otruli swoich, to ludzie rzuciliby się do walki tylko z tego powodu? Niektórzy może tak. Ale jak się powie ludziom, że Syria zagraża bezpośrednio czyjejś rodzinie, że gaz syryjski może otruć jego dzieci, że Syryjczycy mogą zagrażać jego domowi, jego ojczyźnie, to czy taki człowiek będzie spokojnie siedział przed telewizorem, tym bardziej, gdy w to uwierzy? Raczej w imię patriotyzmu, coś z tym zrobi i nie zostanie obojętny. Ci, którzy tym sterują będą obserwować wszystko z bezpiecznej odległości. Ale nie ma co narzekać na polityków, czy Kościół. To wszystko istnieje po to, abyśmy mieli wybór. Nie podoba się dana religia, to jej nie wyznajemy. Nie podoba się życie w danym kraju, to szukamy innego i się przeprowadzamy. Nie chcemy zarabiać na własnych zakupach i zakupach znajomych, to umieramy w biedzie. Najłatwiej jest narzekać, a tu trzeba działać i poszukiwać pokładów dobrej energii. Jeśli mamy przyjaciół, którzy nie podzielają naszych poglądów, to możemy poszukać innych, albo zmienić nasze myślenie. Gdy jesteśmy przekonani, co do swoich racji, to szukamy ludzi, którzy myślą podobnie. Żyjemy po to, aby doświadczać radości. Ten, kto się cieszy z życia, będzie mógł żyć o wiele lepiej i dłużej na Ziemi i żadne kataklizmy go nie dotkną. Człowiek zmartwiony, zły, negatywny, nie pożyje długo…

– Wiem… Ale jest mnóstwo ludzi, którzy tego nie rozumieją. Spotykam często takich, którzy nie podchodzą z entuzjazmem do rzeczy, o których im opowiadam, a o których wiem, że są rewelacyjne, gdyż sam tego doświadczam.

– Mówisz o wspólnocie zakupowej Lyo. Mnie to się bardzo podoba i dobrze, że w to wszedłeś…

– Tak. O tym mówię i ni w ząb pojąć nie mogę, że są jeszcze tacy ludzie, którzy są odporni na radość. Bo dla mnie to radość otrzymywać zwrot pieniędzy z każdego zakupu i jeszcze na tym dobrze zarabiać.

– Ci, którym nie błyszczą oczy, gdy im opowiadasz o Lyo, mają wgrany dominujący program cierpiętny. Trzeba nad nimi troszkę popracować, aby ich przeprogramować. Ale nie nad wszystkimi warto. Jednak abyś przyciągał takich ludzi, jakich chcesz, musisz zmienić swoje myślenie. U ciebie w głowie jest jeszcze mnóstwo śmieci i mało wiary w swoje możliwości, choć z każdym dniem to się zmienia bardziej na lepsze. To ty kształtujesz swoją rzeczywistość i masz ją taką, jaką sobie wymyślisz. Jak zresztą każdy. Otwórz swój umysł całkowicie, a wtedy zmiany nastąpią błyskawicznie. Twoje przeciwne myśli spowalniają realizację marzeń. Czym ich więcej, tym wolniejsza manifestacja w rzeczywistości.

– A skąd tyle śmieci w mojej głowie?

– Mówiliśmy przecież o tym niejednokrotnie. To pozostałości działań innych ludzi, którzy chcieli nas podporządkować sobie. Działają oni przede wszystkim przez szkołę i przez religię. Nauczyciel w dobrej wierze opowiada o wojnach i cierpieniu, a tym samym programuje cię od małego na cierpienie i wgrywa różne schematy dotyczące np. patriotyzmu i twojego późniejszego bycia oddanym pracownikiem. Mówi się, że bez pracy nie ma kołaczy, co w podtekście propaguje ciężką pracę dla przeżycia. Bo szkoła tak naprawdę przygotowuje do roli niewolnika, czy najemnika. W szkole nie uczą, jak być właścicielem. W szkole nie uczą jak zarabiać pieniądze nie pracując ciężko. Zauważ, że najbardziej bogatymi ludźmi są ci, którzy zakończyli swoją państwową edukację na jak najniższym szczeblu. Potem sami zdobywali, ale tylko tą wiedzę, która jest im potrzebna, a nie tą, która wymaga system. Czy znanie na pamięć daty bitwy pod Grunwaldem przyniosło ci choć złotówkę? Dało ci jakąkolwiek radość? No chyba, że wygrałeś w teleturnieju. Nie uczy się w szkole dobrego myślenia, a tylko odpowiedniego. Jak jesteś pracownikiem na etacie, to można z ciebie łatwo wykrzesać złą energię, dając ci np. niską pensję, obcinając świadczenia itp. Będąc pracownikiem u kogoś od razu się boisz o swoją przyszłość, gdyż nie odłożysz nic z pensji, a emeryturę będziesz miał prawię żadną. Cała twoja praca na etacie to generowanie smutków i cierpienia. Taki jest cel edukacji w szkole. Dlatego ludzie nie wierzą w to, co mówisz o Lyo, bo to dla nich niestworzone rzeczy. Tak jak statki Kolumba dla rdzennych Amerykanów. Ksiądz podobnie jak nauczyciel. w dobrej wierze uczy cię cierpienia i bojaźni przed czymś, czego nigdy nie widziałeś i nie zobaczysz. Zakorzenia strach w twojej głowie, by móc tobą manipulować i doić cię ze złej energii.

– To tak ja, gdy opowiadam o Lyo… Ja jestem pewien tego, co mówię, bo tego doświadczam. Ja mówię o faktach. Oponenci bazują na opiniach. I wierzą w nie. Ja nie musze wierzyć, bo jestem uczestnikiem tej radości. Jeśli ktoś wyraża tylko opinię, to irytację moją może wzbudzić tylko jego prymitywność i zamknięcie umysłu…

– Ale po co się irytujesz? Każdy ma prawo żyć tak, jak chce. A ty tylko wyławiasz diamenty, które możesz przekształcić w brylanty. Czym więcej plew wydmuchasz, tym więcej ziaren dostrzeżesz. Oczywiście tylko w twoim rozumieniu świata. Jest wiele osób, które urodziły się tylko po to, aby zwracać uwagę innym na pewne aspekty rzeczywistości. Gdybyś wszystkich napotkanych ludzi pozyskał do swojego biznesu, nie miałbyś tak wielkiej przyjemności z wyławiania tych diamentów. Dzięki plewom bardziej doceniasz smak ziarna. Dzięki złu, bardziej doceniasz dobro, dzięki ciemności zauważasz światło… Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra.

– Tak, wiem. Tylko wielką sztuką jest to sobie uświadomić, a jeszcze większą korzystać z tego w życiu.

– Owszem. Jednak zawsze możesz się poddać, zacząć narzekać, rozchorować się i w cierpieniach umrzeć. Jesteś wolnym człowiekiem i masz wybór. I zapewniam cię, że nikt cię z twojego życia nie będzie rozliczał, oprócz ciebie samego. Żyjesz tylko i wyłącznie dla siebie i na własny rachunek. Nie możesz dawać radości, jeśli jesteś smutny. Nie pomożesz nikomu, jeśli sam potrzebujesz pomocy. Nie uzdrowisz nikogo, jeśli sam jesteś chory. Biedny nikogo nie wzbogaci. Jeśli ktoś mówi, że żyje dla kogoś niech spróbuje zachorować na raka złośliwego i bolesnego. Ciekawy jestem, czy nie zmienią mu się priorytety? Czy wtedy zacznie bardziej chcieć żyć dla siebie, czy jeszcze dla kogoś innego? To, że ludzie mówią, iż robią coś dla kogoś, to tylko slogany. Nawet wolontariusz długo nie popracuje, jeśli nie będzie miał przyjemności z tego, co robi. Znaczy to, że pomaga innym dla własnej przyjemności. I to jest jak najbardziej naturalne i prawidłowe…

– Powiedziałeś „naturalne”, a mnie przypomniał się zakaz, jaki Unia Europejska ma wprowadzić, odnośnie hodowania warzyw, produkcji ziół itp.

– To też jest tylko po to, aby wprowadzić do organizmów ludzkich więcej pestycydów, a tym samym zwiększyć chorowalność…

– A tym samym zwiększyć kupowanie leków i częstotliwość wizyt u lekarza – wtrąciłem.

– Też, ale głównym celem tego działania jest zwiększenie cierpienia związanego z chorowaniem. Lobby farmaceutyczne ma już wystarczająco pieniędzy, by chcieć więcej. Pisaliśmy już kiedyś o tym, co się za tym kryje i jaki jest tego mechanizm. Pisaliśmy o istotach odżywiających się nasza złą energią. Pisaliśmy też, jak można się uchronić przed skutkami działania trucizn.

– Tak. Wystarczy zmienić tylko swoje myślenie.

– Dokładnie. Ciało ludzkie to komputer, który tak działa, jak opisują to programy w nim wgrane. Rodzimy się w ciałach już wstępnie zaprogramowanych. Programowanie następuje w łonie matki, dzięki jej myślom, bodźcom z otoczenia, czy dzięki DNA rodzicom. DNA to tylko przełączniki, które programy włączają. Nie jest tak, że nasze ciało jest zaprogramowane raz na całe życie. Możemy je dowolnie przeprogramować, ale nie każdy jest tego świadom. Rodzimy się np. z programem, że jak weźmiemy do ust kwaśne, to się skrzywimy. Już niemowlaki tak reagują. Jednak niektórzy ludzie z uśmiechem i ze smakiem jedzą cytrynę, jak banana. Oni się po prostu przeprogramowali. Tak samo z jedzeniem „szkodliwej” żywności. Wystarczy, że wbijemy sobie do głowy, że wszystko, co jemy, służy polepszeniu naszego zdrowia i podwyższeniu naszych wibracji, a nic nam nie zaszkodzi. Bo wszystko jest energią, a tylko sposób jej interpretacji zależy od nas. Nic nam nie jest nam dane na zawsze i na stałe. Tylko my o tym decydujemy.

– Mnóstwo osób myśli inaczej.

– I mają do tego prawo. Ty przyciągasz osoby, których wibracja jest podobna do Twojej i tacy będą czerpać z ciebie korzyści, a ty z nich. Wspólnie podwyższać będziecie swoje wibracje. Osoby oporne na te działania niebawem znikną z twego otoczenia…

– Nawet z gówna można wyciągnąć gwoździe, jeśli ma się magnes.

– O! Budda? Nie znałem tego.

– Nie. Jarkos.

– No tak. Mogłem się tego domyślić…

Uświadomiłem sobie, że wnętrze okruszka, które jeszcze niedawno zwiedzałem i plaża z granatową wodą, gdzieś znikło, a ja siedzę z laptopem na kolanach i wpisuje te słowa. Na dworze wyszło słońce zza chmur, a do tej pory lał deszcz. Możliwe, że później pójdę rwać winogron i zrobię z niego sok. A tymczasem nabrałem ochoty na kawę.

– Ja też poproszę – odezwał się JAM. Przycupnął na korpusie lampki nocnej stojącej na ławie i najwyraźniej grzał swoje jestestwo ciepłem wydzielanym przez żarówkę.

Po chwili przyniosłem kawę, w jednej szklance ma się rozumieć, bo JAM, jako bezcielesna moja Istota Wyższa, mógł czerpać doznania wyłącznie za pośrednictwem moich receptorów. Po to rodzimy się na świecie, po to część naszej duszy wchodzi w cielesne ciało, aby doświadczać wrażeń w innych wcieleniach niedostępnych. Rodzimy się po to, aby odczuwać radość. Kluczem do zrozumienia tego, jest otwarcie naszego umysłu.

Postawiłem szklankę na ławie, niebacznie gniotąc okruszek…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret