Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Właśnie siedzę i tworzę kolaże ze zdjęć, które zrobiłem, gdy byłem na plenerze malarskim w Rytwianach. Zdjęcia nie dotyczą mojego malowania, ale tamtejszych terenów. Przerabiam je, dodaję różne elementy, podobnie jak tworzyłem swoje Pińczowskie Artały, czy Pińczowskie Kulałki. Ale nie mogę spokojnie tego robić, bo JAM mnie co chwilę trąca, co chwile odrywa mnie od tego zajęcia i mówi:

­– No wejże, wejże to zaprzestań na chwilę i napiszże coś w końcu! Przecież aż cię rozrywa, aby pisać, a ty od dwóch miesięcy nic nie skleciłeś. Co zrobisz z tymi myślami, co ci się w głowie kłębią? Jak o nich zapomnisz, to nigdy do nich nie wrócisz i nie uzyskasz odpowiedzi na swoje pytania. – JAM ciągle mnie poszturchiwał, to znów wchodził mi do głowy i przestawiał tam meble z wielkim hukiem. Albo kładł mi się na klawiaturze tak, że choć ją widziałem przez jego duchowe jestestwo, to nie mogłem dosięgnąć klawiszy. Palce grzęzły mi w jego niecielesnej cielesności, co bardzo utrudniało obróbkę zdjęć.

W końcu dałem za wygraną i zamknąłem program graficzny. Tyle, że wcale nie miałem ochoty o niczym pisać. Ostatnio zająłem się innymi rzeczami i nie bardzo skupiałem się na blogu. Bardzo pochłonęło mnie tworzenie sklepu internetowego na czystym szablonie, bez jakiejkolwiek wiedzy o tym procederze. Zawsze jednak lubiłem takie wyzwania. Kiedyś, gdy pisałem drobne programy komputerowe, podniecało mnie stawianie sobie wyzwań. Chciałem np. aby program pokazywał mi graficzną strukturę wyników totolotka, albo liczył sylaby w tekście piosenki, która pisałem. Znaczy stwarzałem sobie cel i musiałem odszukać do niego drogę, nie wiedząc jak. Jedyną moją wiedzą było to, że osiągnięcie tego celu jest możliwe. Metodą prób i błędów, niekiedy po kilku dniach ślęczenia nad kodem komputerowym, w końcu dochodziłem do niego. Wielokrotnie też tak się zdarzało, że w trakcie szukania drogi zmieniły mi się priorytety i tamten cel stawał się nieważny, bo pojawił się inny, bardziej ciekawy. Jednak gdyby nie pierwotny cel, nigdy bym nie dowiedział się o tym celu wtórnym. Moje myśli nigdy by nawet nie zahaczyły o niego. Teraz też tak mam. Zarywam noce nad szukaniem rozwiązań i nie zrażam się, gdy droga się wydłuża. Bawię się tymi poszukiwaniami sposobów osiągnięcia powziętych przeze mnie zamierzeń i dlatego mam wielką satysfakcję, gdy w końcu dopinam swego. Czym więcej sukcesów, tym większa pewność, że każdy następny cel osiągnę. Nauczyłem się poznawać granice, do których o coś warto zabiegać. Kiedyś, gdy mi się coś nie udawało, byłem zły na siebie i na resztę świata, że nie mogę zrealizować planów. Teraz wiem, że jeśli natrafiam na mur, to muszę się zastanowić, co dalej robić, a nie walić bezmyślnie weń głową. Muszę dowiedzieć się, dlaczego on mi się właśnie w tej chwili pojawił, bo każda przeszkoda nie pojawia się przypadkiem. Muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy mój cel jest na tyle ważny, abym pokonał mur? Czy nie czasem właśnie teraz mam obrać nowy cel i iść do niego nową drogą? Wtedy musze zdecydować sam, co dalej robić. Mur daje chwilę na zastanowienie się nad swoim życiem, nad swoją drogą. To tylko przymusowy odpoczynek dla wytchnienia i rozejrzenia się w realiach rzeczywistości. Jeśli stwierdzę, że chce dalej podążać tą drogą, to szybko znajduję rozwiązanie problemu i idę dalej. Gdy jednak rozwiązanie problemu wydłuża się w czasie, to może tylko oznaczać, że muszę znów zweryfikować swoje priorytety. Póki jednak nie mam innego celu, zwykle dążę wszelkimi sposobami do pokonania przeszkody. Mogę także odłożyć na czas jakiś poszukiwanie rozwiązania i za czas jakiś do niego wrócić. Ostatnio nie mogłem sobie poradzić z prawidłowym wyświetlaniem liter na stronie w jednym module sklepu. Pobrałem go z netu i musiałem przystosować. Przeszukałem Google i nie znalazłem żadnej satysfakcjonującej informacji, przeczytałem mnóstwo przykładów i nic. Zarwałem nad tą „błahostką” kilka nocy, bez rezultatu. Zostawiłem problem na parę godzin i zająłem się czymś innym. W międzyczasie poszedłem na spacer i przechadzając się po pińczowskich zaułkach, zwróciłem się w myślach do mojego starego kumpla, którego niektórzy nazywają Bogiem, aby mi pomógł rozwiązać problem. Również w myślach usłyszałem: ”Załatwione!”. Potem, gdy wróciłem do mojej feralnej strony, szybko wymyśliłem rozwiązanie. Pozbyłem się części kodu, które z początku wydawały się ważne, ale po ich usunięciu, strona zaczęła wczytywać się poprawnie i znacznie zwiększyła funkcjonalność sklepu. Gdybym zaprzestał szukania rozwiązania i nie znalazł niczego w zamian, czułbym niedosyt. Zawsze istnieje jakieś rozwiązanie problemu, tylko trzeba je odnaleźć. Niekiedy droga jest trudna, ale jest i to od nas zależy, czy nią pójdziemy…

– Noooooo! I super, że znów piszesz! – JAM siedział na gałązce sztucznego kwiatka i huśtał się. Na tej samej, której często używam do wieszania moich kolczyków, gdy je fotografuję. – Ale pozwolisz, że się wtrącę. Mówisz, że droga do rozwiązania jakiegoś problemu może być trudna. A od czego to zależy?Jarkos, Prawo Przyciągania

– Hmmmm…. Od okoliczności?

– Zależy przede wszystkim od ilości śmieci w naszej głowie. Bo to przecież nasze myśli kształtują nasz świat. Czym więcej mamy w niej pesymizmu, tym trudniejsza jest dla nas każda droga, nie tylko ta do rozwiązania problemu. Nie odniesiemy sukcesu, jeśli myślimy o porażce. To podobne przyciąga podobne. Tak stanowi prawo przyciągania. Nasze myśli, to fale elektromagnetyczne, fale to wibracje. Cała nasza rzeczywistość to wibracje, którą odbieramy dzięki swoim zmysłom. Częstotliwość naszych myśli przyciąga podobną częstotliwość rzeczywistości. Nie może więc myślenie o przeszkodach stworzyć nam prostej drogi. Sukces nie zrodzi się z wątpliwości, bogactwo nie powstanie z myśli o niedostatku. Nie znajdziemy miłości myśląc, że jesteśmy za starzy na zakochanie. Znajdziemy tylko to, o czym myślimy, czyli starość. Sam widzisz, że czym więcej masz sukcesów, tym łatwiej ci one przychodzą. Często się mówi, że ktoś ma szczęście, bo jest w czepku urodzony i mu wszystko łatwiej przychodzi. Jest to ewidentna bzdura, bo wszyscy rodzimy się tacy sami, a różnią nas tylko nasze myśli. Te zaś są kształtowane przez nasze środowisko począwszy od naszych rodziców, przez szkołę, kościoły, a na massmediach skończywszy. Do pewnego okresu chłoniemy wszystko jako pewnik, a co nam zostanie wgrane w tym okresie, później bardzo ciężko wyplenić. Dlatego, że zdecydowaliśmy się urodzić na Ziemi w ciałach ludzkich, jesteśmy wyposażeni w uczucia i dzięki nim możemy odnajdywać drogę do Najwyższej Możliwej Wibracji. Ale ona nie musi odnajdywać drogi do nas! Wszystko jest Jej częścią i wszystko jest Nią. Nie istnieje nic, co by nią nie było. Dzięki temu, że mamy uczucia, możemy rozróżnić różne poziomy wibracji. Mniejsze od większych. Głównym ośrodkiem uczuć jest nasze serce i to właśnie ono przyciąga do nas całą rzeczywistość. A do serca wibracje trafiają z naszych myśli. Czyli, jeśli masz dużo śmieci w głowie, znaczy zbędnych programów, według których działasz, a które tylko tak naprawdę ci przeszkadzają, to masz cięższą drogę do przebycia w stronę swojego celu. Łatwiej jest jednak uwierzyć w swój sukces, jeśli już kilkakrotnie się go odniosło. Jeśli uważamy, że nie mamy żadnych sukcesów, to znaczy, że mamy totalnie napieprzone we łbie i jeśli tego nie zmienimy, to umrzemy jako nieudacznik we własnym pojęciu. Wszystko możemy zrobić, jeśli tylko uwierzymy, że możemy. To my jesteśmy sprawcami swojej rzeczywistości i to my nią rządzimy. To my do niej zapraszamy wszystko przez nasze myśli i to my możemy ją zmienić przez zmianę swojego myślenia. Nawet to, że prosiłeś Boga o pomoc, to było nic innego, jak proszenie siebie. Nikt nie jest ci w stanie pomóc, jeśli ty nie będziesz chciał pomocy. Nikt nie jest w stanie nic zmienić w twej rzeczywistości, jeśli ty o tym nie pomyślisz wystarczająco mocno. Rodzimy się w wybranym przez nas środowisku tylko po to, aby pokonywać trudności w nim napotkane. To podobnie jak ty i sklep internetowy, tyle że ty, gdy napotkasz problem, to go pokonujesz z przyjemnością. Większość osób woli narzekać. Ludzie żyjąc w danym środowisku mają problemy właśnie temu środowisku przypisane. Żyjący w górach nie obawiają się powodzi, a żyjący nad morzem nie boją się lawin. Jednak zwykle, gdy doświadczamy niepowodzenia, to skupiamy się właśnie na nim, a nie na znalezieniu rozwiązania. Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra, tylko trzeba to dobro odnaleźć w każdym zdarzeniu. Choć żyjemy w danym środowisku, nie musimy akceptować wszystkiego, co ono nam oferuje. Po to mamy rozum i uczucia, abyśmy mogli wybierać to, co nam pasuje. Jeśli jednak pozwolimy sobie narzucić czyjeś myślenie i choć je zaaprobujemy, ale tak naprawdę, to nie będzie myślenie nasze, to będziemy w głębi odczuwać dyskomfort i tylko dyskomfort będziemy przyciągać. Mówi się, że jak wszedłeś między wrony, to musisz krakać jak i one. Po pierwsze nic nie musimy, a po drugie, jeśli wchodzimy między wrony, to tylko dlatego, że nam to pasuje, bo jesteśmy podobni do nich. Jeśli będąc pingwinem będziemy dłużej przebywać wśród wron, to prędzej czy później sfiksujemy, a stres nas wykończy. Po to mamy wolną wolę, aby z niej korzystać. Niewielu potrafi się przeciwstawić warunkom, w jakich przyszło im się urodzić…

– Ostatnio mała 11 letnia Jemenka – wtrąciłem – uciekła przed ślubem, do którego chcieli ją zmusić rodzice…

– I to dziecko ma więcej rozumu i świadomości swego życia niż niejeden dorosły. U nas małżeństwa zawierane są, bo taka jest tradycja, bo Kościół tego wymaga, bo bez małżeństwa jeszcze do niedawna związek był nielegalny. Człowiek wychowany w takim przeświadczeniu nie widzi innej opcji związku, jak tylko małżeństwo. Nie było by w tym nic złego, gdyby zwykle w takiej sytuacji małżonkowie nie uważali, że w ten sposób biorą w posiadanie niejako na własność drugiego człowieka. Takie u nas jest przeświadczenie, że po zawarciu ślubu małżonkowie już należą do siebie, co gwarantuje im podpisany papier. Niektórym dzięki temu tak się popierdzieli w głowach, że traktują swego partnera jak niewolnika, który nie ma żadnych praw poza te, które nada im ich Pan, czy Pani. Gdy związek się rozpada, to robią się problemy, bo kobieta nie chce być już niewolnicą, ale w świetle prawa jeszcze nią jest, o czym dogłębnie pan i władca jest przekonany. Niestety małe móżdżki partnerów, czy partnerek nie mogą zaakceptować nowej rzeczywistości, którą tak naprawdę sami do siebie przyciągnęli. Związek rozpada się wtedy, gdy myśli partnerów przestają iść zgodnie w jednym kierunku. Wystarczy, że jedno z nich to uczyni, a drugie nie skoryguje. Jeśli nasz partner gdzieś wyjdzie na chwilę, a my pomyślimy, że jak fajnie jest nam być choć przez chwilę samym, to właśnie już wtedy zaczyna się niewidoczny rozpad związku. Jednak wcale nie musi się on zakończyć. To tylko od nas zależy, co zrobimy dalej. Czy, pomimo, że jest nam dobrze bez partnera, zatęsknimy do niego, czy będziemy upajać się samotnością. Wszystko od nas zależy, co mamy w życiu. Rodzimy się wolni, a małżeństwo to tylko oficjalny akt zniewolenia. Jeśli kochamy partnera z wzajemnością, to nie potrzebna nam żadna legalizacja związku. Jeśli zawieramy związek ze swoim partnerem dla korzyści materialnych, bo na przykład dostaniemy ulgę podatkową, albo dziecko łatwiej przyjmą do żłobka, to liczmy się z tym, że przy końcu małżeństwa stracimy więcej majątku, niż dzięki niemu zyskaliśmy. Jednak i to nie jest żelazną zasadą. Wszystko zależy od naszego przeświadczenia, poglądów i wierzeń. I jeśli doskwiera nam pobyt w małżeństwie, to zróbmy w końcu coś dla siebie i zakończmy ten chory stan. Człowiek jest taki, jak jego myśli i ma to, o czym myśli.

– Jednak jeśli czegoś nie doświadczymy, to nie dowiemy się, jak smakuje.

– Oczywiście! Ale sztuką jest traktować wszystko, co nam się przydarza, jako naukę na własnych doświadczeniach.  Ale tylko człowiek rozumny może to pojąć, że wszystko dzieje się dla jego dobra. Nierozumny będzie się miotał, gdy jego myśli sprawią zmianę w jego rzeczywistości, zamiast zmienić swoje myślenie. Bo nie będzie świadom tego, że on ma w tym też swój udział, że nie jest bez winy. Nie ma czegoś takiego, jak wina jednego z małżonków za rozpad związku. Zawsze obydwoje partnerzy są przyczyną tego stanu, bo to ich zgodne myśli do tego doprowadziły. Zgodne, czyli takie, gdzie obydwoje pomyśleli o oddzielnym życiu. Nawet jeśli w ramach rozważań wymyślimy sytuację, że zostajemy sami bez partnera i wzdrygniemy się na tą myśl, to machina rozstaniowa zaczyna ruszać. Niewidocznie zaczyna kiełkować w nas ziarno rozłąki i cała nasza rzeczywistość przystosowuje się do tego. Jeśli nie wyrwiemy tego chwastu, kasując ta myśl myślą przeciwną, to już mamy pozamiatane. Rozwód, to tylko taki właśnie mur w naszym życiu, który powinien skłonić nas do refleksji i wymusić na nas postanowienie, że następny związek stworzymy lepszy. Rodzimy się wszak po to, aby być szczęśliwymi i czerpać to szczęście zewsząd. Nawet rozwód to nie tragedia, ale właśnie szansa na stworzenie czegoś lepszego. Trzeba mieć niezły śmietnik w głowie, aby tego nie zauważyć. Nic nie jest stałe, oprócz zmiany. Coś się kończy, by coś się mogło zacząć. Kończy się noc, aby nastał dzień, woda wyparowuje, aby mógł spaść deszcz, liście opadają, aby mogły wyrosnąć nowe. Wszystko czemuś służy i wszystko stwarza szansę, tylko nauczmy się te nasze szanse dostrzegać. Obierzmy cel i dążmy do niego. Cieszmy się z pokonywania trudności, które są tylko pozostałościami naszych negatywnych myśli. Bawmy się naszym życiem, bo bzdurą jest przejmowanie się czymkolwiek. Czy przejmowanie się rozwiązało kiedykolwiek jakiś problem? Czy to raczej działanie do tego doprowadziło? Czy smucenie się kiedykolwiek poprawiło naszą sytuację zdrowotną? Czy to może radość dodaje nam skrzydeł i sprawia, że możemy góry przenosić? Każdy z nas jest wolny i sam może wybrać odpowiednią opcję. Byle świadomie. Bo wtedy może mieć pretensje tylko do siebie, a nie do współmałżonka, Boga, czy całego świata.

– Mądry uczy się na własnych błędach. Idiota widzi zło wokół, ale nie w sobie.

– Zrób nam kawę. – JAM zsunął się z oparcia wersalki, na którym od jakiegoś czasu siedział. Pewnie, że zrobię kawę! A skoro mogę zrobić kawę, to mogę osiągnąć wszystko. Miedzy zrobieniem kawy, a zrobieniem dużych pieniędzy jest tylko różnica w myśleniu o tym, co mogę…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret