37. Czy zawsze warto się pozbierać, czyli najlepszy biznes na świecie - Prawo Przyciągania w praktyce wg JarkosaPrawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Ufff… Ale sobie pojadłem! Zjadłem na obiad zupę pomidorową z ryżem, a na drugie wątróbkę świńską z cebulką, ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty i marchewki. No po prostu pychota! Tyle, że teraz mam brzuch okrąglejszy i taki miśkowaty się robię jakoś…

Wiosna się spóźnia, roślinkom nie chce się budzić, a i ptaki zawracają do ciepłych krajów. Zanosi się na plagę żab, bo bociany mogą nie przylecieć. Ale skoro będzie plaga żab, to pogłowie komarów i much radykalnie spadnie i o to chodzi. Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra. Tyle, że ludzkość w większości przypadków jest tak zmanierowana, że tego nie dostrzega. Jeśli czegoś im brakuje, to zaraz narzekają i na tym narzekaniu się kończy. Nie robią nic, aby ten stan rzeczy zmienić. Braki, jakie wkradają się do naszego życia są tylko i wyłącznie efektem naszego myślenia, tak jak i wszelki dostatek jest jego wynikiem. Wszystko, co nam się przydarza dzieje się po to, abyśmy wyciągali z tego wnioski i nauczyli się kierować swoim życiem. Nic nie dzieje się przypadkiem.

­– Mądrze prawisz Jareczkuniuniu! – ni stąd, ni z owąd przede mną pojawił się JAM. Był ubrany w krótkie wycieruchowe spodenki, bardzo opięte, i w luźną koszulę w tropikalne wzory. Jego uśmiechnięta twarz, choć spalona słońcem, promieniowała wielką jasnością, a jego diastema wydawała się ciut szersza, niż zwykle. Hmmm… Wiedziałem, do czego używa tej szpary między zębami i od razu i mnie zrobiło się wesoło.

– Cześć JAMie! – zakrzyczałem. – Skąd wracasz serdeńko?

– A wracam ci ja z Tropików, gdzieżem bawił onegdaj.

– I cużeś tam wyczyniał za hopsztosy? Widzę, że radością promieniujesz wszelaką.

– Oj bawiłem się tu i tam, a i zażywałem tego i owego.

­– Nosem zażywałeś?

– Nos i moja diastema, to pożyteczne elementy w zażywaniu tejże radości.

– Ja też tak mam!

– Super – JAM usiadł w fotelu bujanym, który nagle pojawił się na wprost mnie. – To o czym dzisiaj piszesz? Znów o Prawie Przyciągania? Przecież już tyle o tym pisałeś. Może napisał byś jakiegoś Harlekina, bo i do tego przecie masz dar?

– No jeszcze o Prawie Przyciągania, bo i ja sam jeszcze nie za bardzo potrafię go stosować. Na romansidło przyjdzie czas – odparłem i sam usiadłem w drugim fotelu.

Rozejrzałem się. Siedzieliśmy na tarasie jakiegoś domu, który był mi dziwnie znajomy. Tak. To było moje Awokado, tylko że nad tarasem było zrobiony jeszcze mały daszek, który dawał cień. Przyjemny ciepły wietrzyk owiewał nasze twarze, a z pobliskiego lasu dobiegał nas ptasi śpiew. Chyba kos uskuteczniał swoje zaloty, bo na słowika było jeszcze za wcześnie. W powietrzu czuć było spokój i spełnienie. Żadne dźwięki nie irytowały, żaden obraz nie dyskomfotrował, a wszystko potęgowało błogość. To tak, jakby moje ciało i mój umysł splotły się z promieniami słonecznymi poprzetykanymi delikatnym wietrzykiem. Tak jakbym pozbył się wszelkiej skorupy okalającej moje ciało, a uniemożliwiającej korzystanie z radości. Jakby moje ciało obmyło się z warstw błota latami na nim zasychającym. Czułem się lekki… Wszelkie troski zniknęły, wszelkie dylematy się rozwiały, wszystkie złe chwile poszły w zapomnienie. Przestało istnieć wszystko, co mnie do tej pory ograniczało. Zupełnie tak, jakbym umarł?

– Nie! Jeszcze nie umarłeś – JAM wyrwał mnie z zamyślenia. – Choć takie odczucia towarzyszą zakończeniu cielesnej egzystencji, ale to jeszcze nie to. Jednak jeśli zechcesz, to możesz taki stan, stan takiej beztroski, uzyskać jeszcze za twojego życia. To nic trudnego, ale wymaga trochę przemeblowania w twojej głowie i w sercu. Musisz wykasować wszelkie badziewne programy, które działają w twoim organizmie.

– Czyli jakie?

– Czyli takie, które powodują, że przyciągasz złą swoją rzeczywistość. Pierwszy twój bzdurny program to ten, który mówi, że abyś miał pieniądze, to musisz pracować na etacie. Podczas gdy on działa, a w twojej okolicy nie ma takiej pracy, to tylko generuje w twoim życiu biedę. Nie ma pracy, nie ma pieniędzy. Zastąp go programem, który mówi, że za to, co lubisz robić, dostajesz pieniądze. Czyli za obrazy, za układanie w głowach innym, za cokolwiek, co robisz z pasją. Póki nie wykasujesz tamtego programu, dopóty nie będziesz miał pieniędzy nie pracując na etacie. Etat to forma niewolnictwa, a ty nie jesteś typem niewolnika i dlatego drugi program działający równolegle z pierwszym, to taki, że ty nie chcesz etatu. I następuje tu coś takiego, że pierwszy program uwarunkowuje twoje bogactwo od etatu, a drugi robi wszystko, abyś tego etatu nie znalazł, bo się wtedy zniewolisz. Sytuacja jest patowa. Te programy są wgrane do twojej podświadomości i one są priorytetowe. Tu nie pomogą żadne afirmację typu: „jestem bogaty, jestem bogaty”, bo rozbijają się o program „etat = pieniądze”. Nie masz etatu, to klepiesz biedę. Podświadomość to serce i jego wytyczne są najważniejsze. Mózg to świadomość. Jeśli jedno z drugim współgra, to jest sukces. Jeśli będziesz afirmował, że jesteś bogaty, to serce powie ci, że to gówno prawda, bo jesteś dziadem i żadnego bogactwa nie przyciągniesz. Jednak, jeśli będziesz codziennie powtarzał, że jesteś bogaty i będziesz w to wierzył, pomimo innej rzeczywistości i jeśli przez co najmniej miesiąc codziennie będziesz się w tym utwierdzał, to w końcu serce się złamie i pomyśli, że to chyba musi być prawda, że jest bogaty, bo od dłuższego czasu nie pomyślałeś o biedzie. Wtedy podświadomie zaczniesz tak działać, tak się ukierunkowywać, że w końcu staniesz się bogaty. Chcieć, to móc.

– I tylko tak można skasować taki program? Przez ustawiczne powtarzanie?

– To tylko jeden ze sposobów. Program typu „etat = pieniądze” można wyeliminować też swoimi działaniami.

­– Czyli jakimi?

Pachnidło

– Na przykład, jeśli byś w końcu ruszył tyłek i np. ze swoimi kolczykami przeleciał się po przedszkolach, sklepach czy urzędach, to sprzedając w ten sposób kolczyki zarobiłbyś kasę i to byłaby kasa nie zarobiona na etacie. Robiąc to często do podświadomości wgrałbyś nowy program, który brzmi: „rusz dupę, a będziesz miał kasę”. Stare powiązanie pieniędzy z etatem zniknie i pojawi się dopływ z innych źródeł. Przekonanie, że tylko etat da stałe pieniądze jest bzdurne. Bo etat zawsze się może skończyć z różnych przyczyn. Ludzie całe życie pracują na etatach i w sumie nic z tego nie mają. Ledwo wiążą koniec z końcem. Niektórzy pracują na dwóch, czy nawet trzech etatach, zapierdzielają od rana do wieczora i co prawda mają pieniądze, ale nie mają czasu ich użyć dla siebie. Mówią, że jak sporo zarobią, to wtedy odpoczną. Tyle, że zwykle po jakimś czasie muszą te pieniądze wydać na ratowanie swojego zdrowia, które stracili goniąc za pieniędzmi. To bzdura jakaś jest… i jeszcze wmawiają sobie, że lubią takie życie, bo praca ich satysfakcjonuje. Za przeproszeniem, to gówno prawda. Chyba, że są zatwardziałymi robotami i niewolnikami jednocześnie, bo jedynie takich ludzi satysfakcjonuje takie zapierdzielanie w pracy. Urodziłeś się nie po to, aby biedę klepać, ani nie po to, aby wypruwać flaki goniąc za bogactwem. Ono ci się należy jak psu buda, bo jest go pod dostatkiem w twoim Wszechświecie. Tylko, aby z niego korzystać, trzeba się z nim zsynchronizować. Podobne przyciąga podobne. Tylko myślenie o bogactwie, a nie o jego braku, pozwoli ci odnieść sukces. Bzdurą jest myślenie, że bogaci, to złodzieje, że pieniądze szczęścia nie dają, że pieniądze są przyczyną wszelkiego zła. Te programy zostały stworzone po to, aby ludzie godzili się pracować za głodową stawkę, aby czuli pokorę i aby można było nimi łatwiej sterować. Tyle, że jesteśmy wolnymi ludźmi i sami decydujemy, który program pozwolimy sobie wgrać. Nikt bez naszej zgody nie może ani o jotę wpłynąć na nasze życie. To my sami jesteśmy odpowiedzialni za nasze myśli i za naszą rzeczywistość. Czy bogactwo, czy biedę mamy tylko i wyłącznie dzięki naszym myślom. Żadna inna siła, nie ma mocy do kształtowania naszej rzeczywistości. Nawet Bóg nie może nam nic zmienić. On jest tylko posłusznym magazynierem, który dostarcza nam zamówiony towar. Z całą stanowczością to powtarzam, że każdy z nas indywidualnie kształtuje swoje życie.

– No wiem. Ale mówisz, że etat się może skończyć, kolczyki też nie wszystkim się podobają, na obrazy też musi się znaleźć amator. Wszystko się kiedyś kończy. No to co można robić takiego, co się nigdy nie skończy? Na czym można zarabiać?

– Ło matko z Buska! – JAM przestał się bujać w fotelu i spojrzał mi prosto w oczy. Poczułem się tak, jakbym palnął jakieś głupstwo, bo rumieniec oblał mi policzki. – Czy ty teraz sobie jaja ze mnie robisz, czy naprawdę jesteś taki głupi?

– Ale… – żachnąłem się.

– Przecież wiesz doskonale, że taki biznes już istnieje i co najważniejsze, ty już od dawana w nim uczestniczysz!

Kurde! W rzeczy samej. Jak mogłem o tym zapomnieć? Coś chyba nie tak mam ze swoja pamięcią, że zapomniałem o biznesie, który jest bardzo łatwy, lekki i przyjemny, a który nigdy się nie skończy.

– Tak – JAM się rozchmurzył. – To było dobre posunięcie z twojej strony, że wszedłeś w ten biznes.

– No, ale jeszcze niewiele z tego mam!

– „No ale jeszcze mało ruszyłeś swoją dupę, aby z tego mieć więcej!” – przedrzeźniał mnie JAM. – Jak w każdym biznesie trzeba coś robić, aby pieniądze napływały. Wstąpiłeś do międzynarodowej firmy, do ogólnoświatowej wspólnoty zakupowej, gdzie wdzięczni handlowcy płacą ci za to, że rozpowszechniasz ideę wspólnoty, a oni mają dzięki temu więcej klientów i większy obrót. Tu masz płacone za to, co codziennie do tej pory robiłeś za darmo. I ten biznes nigdy się nie skończy, bo na tej Ziemi ludzie zakupów będą dokonywali ciągle. Handlowcy będą ciągle chcieli mieć większy obrót, a ludzie zawsze będą chcieli kupować taniej.

– Co do tego, to się z tobą nie zgodzę – zaoponowałem. – Rozmawiam z wieloma ludźmi i nieliczni tylko łapią ideę. Większość nie wierzy w powodzenie tego przedsięwzięcia, od razu robią się z nich Faraonowie, którzy wyśmienicie znają się na piramidach, albo mają szwagra Faraona, który sens piramidy wyssał z mlekiem wielbłąda samca. Ludzie nie dają wiary, że coś tak prostego może działać i przynosić olbrzymie korzyści. Nawet handlowcy niektórzy nie widzą dla siebie szansy, choć im przedstawiam dowody na opłacalność biznesu.

– Nie wszyscy są pożądani w tym biznesie. Ci, którzy nie wejdą mogą kiedyś ci usługiwać. Zawsze jest ktoś potrzebny, aby ci przetkał kanalizację, naprawił dach, czy wlał benzynę do baku, albo podał obiad w restauracji. Bogaty nie będzie ci usługiwał. Każdy ma jednak prawo do takiego życia, jakie sobie wymyśli. Jeśli przedstawiasz komuś zalety systemu, a on ich nie łapie, to tylko świadczy o tym, jak zaśmieconą ma podświadomość i jaka jest jakość jego myśli, lub jakie ma priorytety. Nie zmienisz człowieka jedną rozmową, a niektórym nie warto poświęcać więcej niż część prezentacji. To, że ludzie są niechętni bogactwu, to tylko wynik ich zaprogramowania, które nabyli w trakcie swego życia. Każdy rodzący się na Ziemi ma za cel korzystanie w maksymalnym stopniu z jej bogactwa. Jednak od urodzenia rodzice programują nas na coś zupełnie odwrotnego. Wpajają, że bieda jest cnotą, że cierpienie jest cnotą, a później dziwią się, że ich dziecko nie odnosi sukcesów w życiu. To tak jakby pociągnąć ostrym nożem przez dłoń i dziwić się, że ją rozciął. Tylko od nas zależy, jak potoczy się nasze życie, pomimo, że otoczenie chce nas usilnie tak przekształcić, abyśmy byli podobni do innych i innym pasowali, ale nie sobie.

­– Ale chyba ludzie czują, że opowiadam im o prostej drodze?

– Bzdura. Większość tego nie czuje. Większość ma na sobie skorupę utworzoną z błota zmieszanego z łajnem ich życia. Nic nie może się przez nią przedostać. Ale nie trać czasu na takich ludzi. Nie twoją rolą jest ich oczyszczać, ale ty masz oddzielić ziarno od plew. Człowiek, który od początku nie widzi w tym biznesie dla siebie szansy, jeśli nawet wejdzie weń, to tylko będzie przeszkadzał, będzie go zanieczyszczał. Ty masz szukać diamentów, które nadają się do szlifowania, aby z nich powstały brylanty biznesu. Jednak to od ciebie zależy, na jakich ludzi trafiasz. To twoje myśli ich przyciągają…

– Wiem. Jeśli myślę przed spotkaniem, że mi się nie powiedzie pozyskanie człowieka do wspólnoty, to przyciągam właśnie takiego nieodpowiedniego. Jeśli zmieniam myślenie, to i pozyskuję właściwych ludzi.

– Wniosek z tego prosty. Każdego ranka po obudzeniu programuj się pozytywnie. Rób sobie seans wiary…

– Co?

– Seans wiary. Myśl o swoich dotychczasowych sukcesach, delektuj się nimi i projektuj swoją pozytywną, radosną i bogatą przyszłość. Jakie masz myśli, takie masz życie. Nastawiaj się, że codziennie spotykasz wartościowych ludzi i tylko o takich myśl. Reszta niech ci będzie obojętna. Wtedy Prawo Przyciągania podeśle ci odpowiednich znajomych. Nie trać czasu na pierdoły. Przestań się bawić w wywoływanie wiosny, wstawianie kotków i innych bzdur na Faceeboku. Zajmij się promowaniem siebie i swojego biznesu. Odwal się w końcu od Kościoła i niech on stanie ci się w obojętny. Zbyt dużo czasu tracisz na te bzdety. Najpierw uzyskaj spokój duszy, a potem wstawiaj kwiatuńki i kotuńki.

– Łatwo powiedzieć. Spokój duszy…

– Oczywiście, że łatwo i łatwo go uzyskasz, jeśli żadne złe myśli nie będą ci przeszkadzać. Jeśli idziesz po ornym polu po deszczu, to jest ci ciężko. Obok jest asfaltowa droga. Podnieś głowę i ją dojrzyj. Jeśli masz nos wsadzony w perski dywan, to nigdy nie dostrzeżesz jego wzoru. Nie skupiaj się na przeciwnościach, ale szukaj wszędzie pozytywów. Każdy fotograf ci powie, że negatywy są po to, aby uzyskać pozytyw. Czyli wszelkie zło, jakiego doświadczasz, służy uzyskaniu przez ciebie świetlanej przyszłości. Tylko, że tak jak do zrobienia pozytywu z negatywu zdjęcia potrzebne są odpowiednie substancje, tak do uzyskania dobrego życia ze złego, potrzebne są dobre myśli. To, o czym myślimy, to przyciągamy. Ale i myślenia musimy się nauczyć. Można myśleć na przykład, że nie chcemy wypadku, że musimy jechać wolno, żeby nie wpaść w poślizg, że jedziemy nie swoim samochodem i nie chcemy go skasować i nagle ni stąd ni zowąd zza kolumny samochodów wyłania się Tarpan i uderza w nas czołowo. Kasujemy samochód, łamiemy kciuka i nasze życie wywraca się w jednej chwili do góry nogami.

– Mówisz o wypadku…

– Tak. O tym wypadku mówię. I po nim jest takie zdziwienie, że przecież jechaliśmy ostrożnie, zgodnie z przepisami, to dlaczego ktoś na nas wjechał? Ano dlatego, że myśleliśmy właśnie o wypadku, a nie o bezpiecznej jeździe. Myśleliśmy o nieskasowaniu pojazdu, a nie o dojechaniu w całości. Sprawca wypadku też zapewne o nim myślał i zgodnie z tymi dwoma życzeniami rzeczywistość się zrealizowała. Sztuką jest po takim zdarzeniu dojść do siebie i zrozumieć, dlaczego tak się stało. Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra…

­– Tak. Trudno się po takim czymś pozbierać do kupy.

– Tylko, że nie zawsze trzeba się zbierać. Niekiedy coś takiego się wydarza, aby nasza skorupa została potrzaskana i aby nie można jej było skleić. To zastygłe warstwy mułu naszego życia pękają i rozsypują się. Taki wypadek to okazja do zmiany swojego życia, robienia czegoś innego, co tym razem przemieni się w życiodajna energię, a nie zasklepi na powierzchni naszego ciała, ograniczając naszą wolność. To od nas zależy, jak zinterpretujemy nasze życie. Od nas zależy, jakie wyciągniemy wnioski ze zdarzeń, które sami sobie przyciągnęliśmy. Jesteśmy wolnymi ludźmi i tylko my mamy władzę nad naszym życiem…

Powoli zaczął zapadać zmrok. Słonce przed chwilą schowało swoją olbrzymią i czerwoną tarczę pod horyzont. Na koniec wysłało długi promyk, który pogłaskał nas po głowach i wyszeptał: „Fajnie się was słucha, ale muszę nieść radość i po drugiej stronie Ziemi”. Wtedy odezwał się w pobliskim lesie słowik oznajmiający swoim śpiewem radość, jaka jest jego udziałem. Na wschodzie niebo było już ciemne i połyskiwały na nim miliardy gwiazd. Przestawiliśmy fotele spod dachu i obaj z JAMem patrzyliśmy we Wszechświat.

– Wiesz? – odezwał się JAM. – Gdy patrzę na świat twoimi oczami, to jest on bajecznie kolorowy i radosny. Twój mózg pięknie interpretuje sygnały z zewnątrz. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na to twoje wcielenie…

JAM zamknął oczy i rozmarzył się. Wiedziałem o czym myśli i widziałem obrazy w jego głowie. On jest mną, a ja nim. On jest moją Istota Wyższą, a ja jego fizyczną manifestacją. Przemierzał Wszechświat, ocierał się o galaktyki, wnikał w ich czarne dziury, rozpraszał się z mgławicami. Co chwilę gdzieś przystanął i zagadał gwiazdę, czy jakąś planetę. Podróżował między wymiarami, między Wszechświatami, wnikał w inne światy równoległe. Doświadczał wszelkich dostępnych radości. Pokazał mi też z oddali, jak wygląda Najwyższa Możliwa Wibracja… Długa nas jeszcze czeka droga do Niej, jeszcze tysiące wcieleń naszych i miliardy doświadczeń. Ale ze wszystkim sobie poradzimy, bo wszystko jest dla naszego dobra. Obecne nasze wcielenie, na Ziemi, to tylko malutki epizodzik, który jedynie dlatego, że zapominałem poprzednie wcielenia, wydaje mi się bardzo trudny i najważniejszy. Ale to nie prawda. Nie ma najważniejszych epizodów. Każdy jest ważny i każdy ma czegoś innego nauczyć. Zawsze go mogę przerwać i zacząć inny. Jestem wolnym człowiekiem i tak jak ja decyduję o swoim życiu, tak tylko ja decyduję o swojej śmierci.

– Może napijemy się kawy? – JAM otworzył oczy.

– Ok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret