Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Moja stopa zanurzyła się w gorącym, białym pisaku. Było to dość przyjemne, gdy jego drobniutkie ziarenka przesypywały się między palcami, łaskocząc mnie delikatnie. Siedziałem na bardzo pochylonym pniu palmy, który był tylko o kilkanaście centymetrów nad plażą. Drzewo jednak było żywe i pomimo tak nienaturalnej dla siebie pozycji, zdawało się być szczęśliwe. Pióropusz jego liści był dumnie wyprostowany, a ich końce gładziły w lekkim wietrze piasek, jakby dziękując mu, że jest. Przez chwile miałem wrażenie, że ze sobą rozmawiają. Jakby byli kochankami, jakby nic poza nimi się nie liczyło, jakby tylko oni istnieli na świecie. Bardzo przyjazna atmosfera roztaczała się wokół nich.

W górze świeciło gorące słońce, a na błękitnym niebie spacerowały leniwie białe obłoczki. Plażę obmywało lazurowe morze o kryształowej toni. Widać było kolorowe rybki, baraszkujące beztrosko. Palma, na której siedziałem rosła kilkanaście metrów od innych palm, stojąc równo, tworząc ścianę zagajnika. Miałem wrażenie, że ta moja palma, była jakimś odszczepieńcem, który wyłamał się z szeregu i wbrew obowiązującym zasadom znalazł swoje szczęście. A i ja jakoś dziwnie dobrze się czułem siedząc na palmie i zanurzając stopy w piasek. Pasowałem do nich…

Wstałem i przeciągnąłem się, jakbym dopiero obudził się z błogiego snu. Było pięknie! Może igrało z piaskiem bawiąc się z nim w berka, a słońce swoją radością ogrzewało tą rajską scenerię. Ruszyłem brzegiem przed siebie, pozwalając obmywać swoje stopy ciepłej wodzie. Zrodziło się we mnie pytanie. Czym tak naprawdę jest miłość, która wokół siebie spotykałem i co trzeba zrobić, aby ona mogła istnieć i rozwijać się? Intrygowało mnie też, dlaczego są nieszczęśliwe miłości, dlaczego niekiedy lokuje się uczucia w nieodpowiednich osobach?

Z wody wyłoniła się jakaś postać. Ociekający wodą zaokrąglony brzuszek i mokra grzywka wydały mi się znajome. To był JAM. Wyszedł z wody i położył się na piasku. Był przyjemnie zmęczony i czuć było, że on nie ma żadnych dylematów. Uniósł głowę i przysłonił dłonią słońce.

– A ty się nie kąpiesz? – zagaił. – Woda jest rewelacyjna! Lubię, jak wymyślasz taką scenerię, gdzie smaży nas gorące słońce. Choć i naszą sannę po ośnieżonym lesie też miło wspominam. A czy mówiłem Ci już, że Słońce, to jest nasz przyjaciel, którego znamy z… Ale to nie informacja na teraz. Innym razem ci opowiem.

­– Później wejdę do wody – usiadłem obok JAMa na piasku. – Powiedz mi…

– Hmmm… Zastanawiam się, jak ci to przekazać… – przerwał mi w pół zdania, bo przecież doskonale wiedział, o co chce go zapytać. On był mną, a ja nim. Tylko ja byłem cielesny w tej mojej rzeczywistości, a on był projekcją mojej Istoty Wyższej. – Miłość to bardzo wysoka energia, która generuje radość. Ale radość ta występuje tylko wtedy, kiedy jest odpowiedni odzew na to uczucie od obiektu, na którego jest ono skierowane…. To tak, jakby drgania kamertonu przekazywane były na drugi kamerton i obydwa identycznie drgały. Miłość właśnie to te drgania. Jeśli w pobliżu drgającego kamertonu nie ma drugiego podobnego, albo czegokolwiek innego, co potrafiłoby drgać tak samo, to wtedy miłość uderza w pustkę. Nic z nią nie rezonuje. To tak, jak jakaś fanka zakocha się na zabój w swoim idolu, a on nawet nie wie, że ona istnieje. Jej kamerton drga do granic wytrzymałości, ale nie oddziałuje na obiekt jej pożądania. Podobnie jest, gdy zakochujemy się w osobie, której częstotliwość tak do końca nie odpowiada naszej. Z pozoru wszystko jest ok, kamertony drgają i niby miłość się rozwija, ale tak naprawdę to złudzenie…

– Nie rozumiem…

– Wyobraź sobie taką sytuację. Jesteś przystojnym mężczyzną, ładnie się ubierasz, masz swój dom, fajny samochód i spotykasz piękną kobietę o olśniewającej urodzie. Zadbaną, elegancko ubraną… Wasze kamertony w pewnej chwili zaczynają drgać szaleńczo, zakochujecie się w sobie, decydujecie się na związek. Jesteście szczęśliwi w tym związku, bo niczego wam nie brakuje. Jesteście bogaci, piękni i młodzi. Jednak w pewnym momencie ty tracisz wszystkie swoje dobra, twój majątek przepada z dnia na dzień… Może źle na giełdzie obstawiłeś… Nie istotne. I co teraz się może stać z waszą miłością? Ano są dwie główne opcje zależne od tego, do czego wasze kamertony rezonowały. Jeśli rezonans nastąpił  do twojej osoby, do tego, co sobą reprezentujesz, jakim jesteś człowiekiem, jakie masz myśli i uczucia, to taka sytuacja nie powinna zachwiać waszą miłością, ale jeszcze bardziej ją wzmocnić, bo tak naprawdę te dobra to tylko substytuty waszego uczucia, które albo je zastępowały, albo mu jakoś pomagały, ale na zasadzie kijków do nordic walking, które nie są do chodzenia potrzebne, jednak nadają mu trochę inny wymiar. Jeśli twoja kobieta zarezonowała do twojej osoby, to będzie przy tobie bez względu na sytuację materialną. Jeśli rezonowała do twojego majątku, to, jak to mówią dżentelmeni „dupa zbita”. Po miłości. Nie masz kasy, nie masz kobiety. Podobnie jest, gdy zakochujemy się w osobie, tak do końca jej nie znając i w sumie kochamy tylko marzenia o niej. Kiedy rzeczywistość okazuje się inna wtedy nasz kamerton znów drga w próżnię, a sam wiesz, że takie drganie bardzo pochłania twoją energię.

– A dlaczego miłość z czasem wygasa? – zapytałem.s16

– Kamerton też raz tracony długo nie wibruje. Znów trzeba go pobudzić. Tak samo z miłością. Musi być ciągle pobudzana, pielęgnowana, podsycana, ale muszą o to dbać dwie strony. Kamertony muszą się wzajemnie wzbudzać. Często się zdarza, że miłość przeradza się w złość, a nawet w nienawiść i osoby, które najpierw były szaleńczo w sobie zakochani, teraz są zajadłymi wrogami.

– No właśnie. Dlaczego tak się dzieje? – moje palce natrafiły w piasku na coś twardego. Wyciągnąłem to na wierzch i zobaczyłem przepiękna muszelkę bardzo podobną do truskawki. Była mi dziwnie znajoma, ale nie mogłem sobie przypomnieć skąd…

– Jeśli miłość dotyczy wyłącznie partnera, jego duszy, a nie wyglądu, czy majątku, to są duże szanse, że ona przetrwa długo. Jeśli zakochujemy się w tym, co możemy zyskać od partnera, to niestety, gdy od niego to uzyskamy, to miłość się kończy. Albo nie możemy tego uzyskać, bo on nam nie chce dać, to też miłość się kończy. Jeśli np. kochamy za to, że ktoś jest piękny i jego osoba daje nam prestiż w społeczeństwie, to gdy się trochę zestarzeje, to i nasza miłość się kończy. Toteż kobiety, które przesadnie dbają o swoją urodę, to prawdopodobnie mają świadomość, że ich partner kocha je za ich wygląd, a nie za ich wnętrze i tak go chcą sztucznie przy sobie zatrzymać. Kobieta przesadnie umalowana, nie kocha siebie i ma niskie mniemanie o sobie, które musi zatuszować makijażem. Facet się zakochuje w pięknej kobiecie, a co rano budzi się z brzydactwem. A to przecież nasze myśli ukazują nasze piękno! Jeśli jesteśmy radośni, to i nasza twarz promienieje i nie ma potrzeby zakładać żadnej maski. Jeśli kobieta maluje się dla mężczyzny, to musi się liczyć z tym, że on kiedyś od niej odejdzie, jeśli jej uroda zawiedzie. Taka jest generalnie zasada. Jeśli kochamy za poczucie stabilności i dostatek, czy urodę, to gdy te symptomy zanikają kończy się i uczucie. Nienawiść pojawia się w takim przypadku właściwie do nas samych, ale skierowana jest na partnera. To siebie nienawidzimy, że źle wybraliśmy, że w nieodpowiednią osobę zainwestowaliśmy uczucia. Niszcząc partnera tak naprawdę niszczymy w sobie to poczucie winy. Dochodzi do drastycznych scen, są rozwody, podziały majątków i wtedy wychodzi na jaw, czym dla nas tak naprawdę był związek i kim był dla nas partner. Zwykle służy on tylko to zapewnienia nam poczucia bezpieczeństwa. Czym więcej oskubiemy wtedy partnera, tym bardziej jesteśmy wygrani! No bo po co ćwok mówił, że ma kolorowy telewizor, jak to był zwykły czarnobiały, tylko nalepka z kolorowego była? Jeśli jeszcze związek jest „zalegalizowany” małżeństwem, no to tu się mogą dziać dantejskie sceny. Mogą, ale nie muszą. Wszystko zależy od inteligencji rozchodzących się partnerów. A i wszystko dla naszego dobra się dzieje. Tylko musimy to dobro odszukać. Nie warto ciągnąć toksycznego związku, ale raczej go zakończyć i zacząć tworzyć nowy, doskonalszy. Wszystkie nasze niepowodzenia są tylko po to, abyśmy uczyli się na nich, bo one nam pokazują, jakie błędy popełnialiśmy…

– Skoro już o toksyczności wspomniałeś, to mam inne pytanie. Powiedz mi jak to jest, że jedna substancja działa na jednego człowieka destrukcyjnie, a na drugiego nie wpływa wcale?

– Tak jak wszystko w naszej rzeczywistości, tak i ten temat opiera się o wibracje. Bo czym jest organizm człowieka? To zbiór programów w mózgu, które zawiadują całym ciałem. Jeśli język twój wykryje smak kwaśnej cytryny, czyli jeśli wibracja tej substancji podziała na receptory smaku, to idzie sygnał do mózgu, gdzie jest sprawdzane, co z tym fantem zrobić. Zwykle jest to program wykrzywienia ust, dużego ślinotoku i otrzepania się. Ale może to też być reakcja zachwytu i radości. Nie ma czegoś takiego, jak trucizna dla organizmu, która na wszystkich jest skuteczna. Jeden może jeść trutkę na szczury i zapijać wódką i nic mu nie będzie, a drugi już po samej wódce będzie miał sensacje żołądkowe. Wszystko zależy od tego, jaką mamy w mózgu interpretację sygnałów. Jeśli wiemy, że na zielonym przechodzimy, to idziemy. Nasze preferencje smakowe, to też efekt działających w nas programów. Nasze gusta modowe, to też interpretacja sygnałów. Czy coś nam się podoba czy nie, to również jest odpowiednie przyporządkowanie sygnałów dostarczanych nam przez receptory. Cała nasza rzeczywistość, to tylko odpowiednia interpretacja sygnałów w naszym mózgu, której wgrywanie jest zapoczątkowywane jeszcze w łonie matki. Czyli jakie masz oprogramowanie, taką odbierasz rzeczywistość. Zahipnotyzowany człowiek reaguje na dotknięcie ołówkiem, jak na zapalonego papierosa. Na skórze powstaje zaczerwienienie tylko dlatego, że w stanie hipnozy zostały mu podmienione programy interpretacyjne. Tak działa również placebo, które wprowadza nieistniejące fakty do naszego mózgu, a tym samym wywołuje odpowiednie programy samouzdrawiania.

– A dlaczego np. ludzie zatruwają się muchomorem sromotnikowym, choć wcześniej nie znali jego smaku? Dlaczego np. z pozoru słodka substancja, może być zabójczą trucizną?

– Jeśli program w głowie nie ma dokładnych dyspozycji odnośnie danej substancji, to dopasowuje kilka najbardziej prawdopodobnych, które odpowiadają częstotliwości muchomora sromotnikowego. Ale nawet, gdy czujemy smak słodki, który nie powinien zapowiadać nic złego, jeśli tak jesteśmy zaprogramowani, to istnieją przykryte tym smakiem inne częstotliwości, pomijalne przez mózg dla wrażenia smaku, ale które uruchamiają odpowiednie programy destrukcyjne. Zwykle na zasadzie skojarzeń podobieństwa wibracji. To, jaką mamy rzeczywistość, zależy od naszej interpretacji sygnałów dochodzących z otoczenia. A otoczenie tak naprawdę nie istnieje. To tylko projekcja interpretacji sygnałów. I jak łatwo nam wgrać jakiś program wiedzą doskonale producenci reklam, czy producenci leków. Ale o tym już mówiliśmy kiedyś… Zaufaj sobie i wiedz, że jeśli coś złego do siebie przyciągnąłeś, to tylko po to, abyś wiedział, co jest złe i zmienił swoje myślenie na pozytywne. Wszak to twoje myśli kształtują twoją rzeczywistość, a podobne przyciąga podobne. Tak stanowi Prawo Przyciągania, które obowiązuje w wielu, podobnym twojemu, Wszechświatach.

– No tak… Wiem… Tylko nawet mnie niekiedy ciężko odgonić te myśli. Potrzebuję kogoś…

– Niebawem…, ale nie uprzedzajmy faktów. Bardzo lubię, gdy jesteś radosny, ale też po to to piszemy, żebyś przede wszystkim ty z tego skorzystał. Idziemy popływać?

– Idziemy! – zawołałem ochoczo.

Wbiegliśmy do kryształowej wody i od razu zanurkowałem. Widziałem przepiękne rybki przyglądające mi się ze zdziwieniem, ale bez niepokoju. Plotkowały cos na mój temat, bo zauważyłem, że zakrywały pyszczki płetwami. Oczy ich były radosne, czyli nie mówiły nic złego. Kolorowe ukwiały machały do mnie swymi parzydełkami, a pięcioramienne rozgwiazdy leniwie zagrzebywały się w piasku. Tak. Tego chcę! Jak małe są moje problemy w porównaniu z pięknem tego świata! One nic nie znaczą, bo są tylko śmieciami w moim mózgu. Są wirusami, destabilizującymi pracę innych programów. Czym więcej śmieci w mózgu, tym mniej miejsca na piękno….

– JAM?

– Tak?

– Podaj mi liczby na jutrzejsze losowanie lotto. Takie, abym trafił szóstkę.

– Ok. 21, 14, 25, 33, 37, 44

– Dziękuję.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret