Skończoność Wszechświata, czyli Siła MiłościPrawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Za oknem pada piękny deszczyk, a ja właśnie skończyłem czytać książkę Rhondy Byrne „Siła”. Jest to kontynuacja jej „Sekretu”, książki i filmu, który zmienił życie wielu osób. „Siła” mówi o potędze, jaka jest zapisana w uczuciu miłości, nie tylko tej potocznie rozumianej do drugiej osoby, ale miłości do wszystkiego, co nas otacza. Jeśli będziemy emanować miłością na zewnątrz, to otrzymamy ją z zewnątrz. Nie można jednak nią emanować, jeśli nie kocha się siebie. Wszelkie działania, wszelkie zmiany swego życia, jeśli oczywiście chcemy je zmienić, trzeba zacząć od siebie. Należy najpierw nauczyć się dostrzegać dobro w sobie, należy najpierw czuć się dobrze w swoim ciele i podobać się sobie. Dopiero potem można oczekiwać manifestacji dobra wokół siebie. Jeśli nie tolerujemy siebie, to nie wysyłamy miłości na zewnątrz. Nie wysyłając jej nie możemy oczekiwać, że do nas przyjdzie. Jeśli myślimy negatywnie, to negatywne zdarzenia przyciągamy. Tak działa Prawo Przyciągania i nie ma od tego żadnych odstępstw.

– Święte słowa! – JAM pojawił się w pokoju ociekając wodą. Choć na dworze było zimno, on nie wyglądał na zmarzniętego. Wręcz przeciwnie. Promieniował radością!

– A coś ty taki zadowolony? Przemokłeś do suchej nitki i się cieszysz? – udałem zdziwienie, bo przecież wiedziałem, dlaczego mu wesoło.

– Oj tam. Gdybym martwił się deszczem, to wraz z nim spadły by na mnie jakieś nieszczęścia, bo przecież moja myśl by je przyciągnęła. Deszcz to przecież woda, a nasze ciało składa się z niej w ponad 80%. Dlaczego miałbym nie lubić czegoś, czym sam jestem? Ja kocham siebie, więc i kocham deszcz. Jestem mu wdzięczny za to, że jest. Jestem wdzięczny wodzie za to, że mogę ją pić i myć się nią. Jestem wdzięczny wodzie, że dzięki niej istnieje życie na Ziemi i my mogliśmy się tu urodzić.

– To prawda, że woda rozumie nasze intencje? Że można w niej zapisać nasze uczucia?

– Tak. Nie tylko woda, ale każda materia, a raczej to, co odczuwamy jako materię, to potrafi. Woda jest najpopularniejszą substancją na Ziemi i sami się z niej składamy, dlatego łatwiej nam nawiązać z nią kontakt. Jeśli obdarzymy wodę naszą miłością i wdzięcznością, to ona rozpowszechni to uczucie na inne swoje cząsteczki i to nie tylko na te, które znajdują się w szklance, czy w butelce, ale także na te z bezpośredniego naszego sąsiedztwa. Na te, które są w kranie, w wannie, w kałuży, czy w rzece, która obok nas przepływa. Woda staje się niejako anteną nadawczo odbiorczą, która nie tylko ułatwia nam wysyłanie swoich uczuć w Kosmos, ale polepsza także ich odbiór z niego.

­– Czyli np. przy posiłkach można dziękować wodzie, za to, że jest? – zapytałem. Przypomniał mi się tu zwyczaj chrześcijański dziękowania Bogu np. za obiad przed zjedzeniem.

– Oczywiście. To bardzo dobry zwyczaj, ale w Polsce jakoś zaniechany. Za to w Stanach dość popularny. Można dziękować Bogu, wodzie, czy kurczakowi, który poświęcił dla nas życie i oddał nam swoje ciało. Ważne, abyśmy odczuwali miłość, radość i wdzięczność.

­– Niedawno spotkałem się z zarzutem, że takie myślenie i postępowanie, takie szukanie wszędzie dobra, jest zbyt chrześcijańskie, a przez to staje się mało wiarygodne.

­– Nie wszystko, co wiąże się z religią chrześcijańską jest złe. Propagowanie dobra nie może być złe, bo nie może dobre drzewo wydawać złych owoców. To, że mówią, aby nadstawiać drugi policzek, gdy w jeden zostaliśmy uderzeni, jest właściwe…

– Czyli, że jak ktoś mnie walnie w głowę, to mam pozwolić mu się dać jeszcze raz walnąć? – przerwałem JAMowi.

– Po pierwsze. Nikt nie może cię uderzyć bez twojego zezwolenia myślą. Po drugie, jeśli oddasz mu, to możesz wywołać konflikt. Nadstawienie drugiego policzka symbolizuje w nas brak agresji. Jeśli podepniemy do tego złe uczucia, to może nastąpić eskalacja problemu. Gdy nie będzie w nas negatywnych myśli, to zaręczam ci, że nikt cię nie uderzy i nie będziesz musiał nadstawiać się ponownie. Ale każdy z nas ma wolną wolę i może robić tak jak chce. Jeśli komuś nie pasuje emanowanie dobrem i miłością, to przecież może szerzyć zło. Jednak potem niech się nie dziwi, gdy ono do niego wróci jak echo. Bo wszystko, co z siebie dajemy, do nas wraca. Jeśli komuś nie pasuje rozpowszechnianie dobra i nim emanowanie, to nigdy nie będzie szczęśliwy. Nie można wejść na górę schodząc z niej. Każdy z nas ma zawsze wybór. Nigdy nie jesteśmy w sytuacji bez wyjścia. Sami przyciągamy do siebie różne zdarzenia, aby móc z nich wybrać, co nam odpowiada. Jeśli np. zachorujemy na raka, to tylko od nas zależy, czy wyzdrowiejemy, czy na niego umrzemy. Jeśli diagnoza nas przerazi i załamiemy się, to nawet najnowsza medycyna nam nie pomoże. Możemy umrzeć lub wyzdrowieć. Wybór należy wyłącznie do nas.

– Zawsze mi mówiłeś, że śmierć następuje wtedy, gdy już wszystko zrobiliśmy na Ziemi i więcej nie ma sensu tu być. Dlaczego mamy się bronić przed rakiem, skoro on może być tylko jednym ze sposobów zakończenia życia? Skoro on pojawia się, to znaczy, że już zrobiliśmy wszystko i możemy umrzeć?

– Każda śmierć następuje wtedy, gdy zrobiliśmy już wszystko, co było do zrobienia na Ziemi. Ale to my o tym decydujemy. Nikt inny. Jeśli twoja istota wyższa, w tym przypadku ja, zdecyduje, że wystarczy nam pobytu na Ziemi, to na pewno, gdy zostanie u ciebie stwierdzony rak, załamiesz się i umrzesz. Albo zginiesz w wypadku samochodowym. Jeśli jednak będziesz chciał żyć dalej i generować pozytywne wibracje, to zapewne ci na to pozwolę.

– Powiedz mi, co powoduje, że nasze ciało po śmierci ulega rozkładowi? A raczej, co powoduje, że gdy żyjemy, to nasze ciało jest spójne?

– To proste. Nasze ciało w spójności utrzymuje nasza chęć życia, nasza miłość do niego. Jego komórki, gdy odczuwają tą miłość są równie radosne i żyją pełnią życia. Z chwilą, gdy tej miłości uszczuplimy w jakiś sposób, np. jakimś stresem, to i komórki to odczują i przestaną się cieszyć, a tym samym niejako podupadną na zdrowiu. Stres spowoduje różne choroby. W dalszym ciągu jednak tylko od nas zależy, czy będziemy pielęgnować tą stresującą sytuację, a z nią chorobę, czy stanie się nam ona obojętna, a tym samym przyczyna choroby zniknie. Czym mniej w nas miłości do siebie, tym bliżej jesteśmy całkowitego rozkładu naszego ciała, a tym samym i śmierci. Jesteśmy Bogiem dla siebie i swego ciała. Nasze komórki, to takie małe Wszechświaty, galaktyki, które przenika nasza myśl.

– Śmierć kojarzy się zwykle z czymś przykrym – zauważyłem. – Niebawem Święto Zmarłych i ludzi ogarnia przygnębienie, a przecież śmierć to tylko zmiana stanu. To tak jakby lód się smucił, że zamienia się w wodę.siła miłości, prawo przyciągania, Jarosław Kosela, Jarkos, sekret, wrzechświat

– Dokładnie. Ludzie płaczą za zmarłymi, płaczą na pogrzebach, płaczą nad sobą, bo im nagle kogoś zabrakło i ich sytuacja materialna może się pogorszyć. Albo boją się samotności, że sobie nie poradzą. Nie płakaliby, gdyby wierzyli lub wiedzieli, że śmierć nie jest zła. Jest tylko zakończeniem ich misji. To, że ktoś umiera w mękach, to sprawa indywidualnego wyboru. Widocznie mu to do czegoś jest potrzebne. Nie nam oceniać. Dusze po śmierci osiągają o wiele większe wibracje niż w ciele człowieka i dlatego smutek żywych oddala ich od radości zmarłych. Niektórzy zmarli pozostają jeszcze bezcieleśnie na Ziemi, ale nie mogą się porozumieć z żywymi ze względu na różnice częstotliwości. Oni nie mogą się zniżyć do naszej, ale my możemy zbliżyć się do ich. Tylko radość i miłość przybliży nas do zmarłej osoby i może nawet umożliwić z nią kontakt. Smutek i żałość tego nie umożliwią.

– Zauważyłem niedawno w Krakowie, że na przystankach stoją sami smutni ludzie. Nie dostrzegłem nikogo uśmiechniętego! Czyżby tak źle było u nich wszystkich, że nie ma w nich radości?

– Ależ skąd! To, że akurat w tym momencie nie zauważyłeś żadnego radosnego człowieka, wynika jedynie z faktu, że ty emanowałeś brakiem radości i obraz takich ludzi przyciągnąłeś. Gdy się odwróciłeś, kilkoro z nich roześmiało się do swoich myśli. Świat, jaki jest wokół nas, jest wynikiem naszych myśli. Przyciągamy to, o czym myślimy. Jeśli nasłuchamy się w telewizji o katastrofach i przyłożymy do tego nasze uczucia, to nie możemy oczekiwać, że w naszym życiu zagości radość. Jeśli będziemy przeżywać życie innych ludzi i ich tragedie, to niebawem pojawią się takie zdarzenia i u nas. Dlatego nie ma sensu przeżywać czyichś tragedii, ale jak najbardziej należy cieszyć się szczęściem innych. Cieszyć się, że ktoś kupił sobie nowy samochód, że dostał podwyżkę, że wygrał w totolotka. Tylko takie myślenie pozwoli zagościć podobnym sukcesom w naszym życiu. Zazdrość i zawiść nie pomogą w zaistnieniu samochodu w naszej rzeczywistości, ale mogą przyciągnąć grypę lub ból w kolanie.

– To znaczy, że mam się cieszyć, gdy komuś dzieje się dobrze, bo mi też będzie dobrze. A czy jak będę się cieszył, gdy komuś się będzie działo źle, to mi stanie się dobrze?

– Podłączanie naszych uczuć do zdarzeń sygnalizuje Wszechświatowi, że chcemy tego samego w naszym życiu. On nie rozróżnia dobra i zła, które są względne. Daje nam to, co mu sygnalizujemy swymi uczuciami. Jeśli coś nam jest obojętne, to nam tego nie przysyła.

– A jak mamy się zachować, jeśli np. widzimy, że jakiś przestępca atakuje druga osobę?

– No cóż… Aby zaszło jakieś zdarzenia z udziałem innej osoby, to i ona musi o tym myśleć. Czyli, że i przestępca i ofiara myśleli o tym zdarzeniu i dlatego ono miedzy nimi zaistniało…

– Ale przecież nikt nie chce być ofiarą!

– Tak, ale gdy oglądamy takie przykre zdarzenie w telewizji i utożsamiamy się z nim lub wyrażamy swoją dezaprobatę, to dajemy sygnał, że chcemy czegoś podobnego. Można więc przejść obojętnie obok takiego zdarzenia, można wezwać policję lub można samemu wkroczyć do akcji, ale tylko wtedy, gdy czujemy się silniejsi od napastnika i jesteśmy optymistycznie nastawieni do sytuacji, czyli widzimy swój sukces. Jednak najlepsza byłaby nasza obojętność.

– I wtedy narazilibyśmy się na stwierdzenia, że jesteśmy nieczuli na ludzką krzywdę i tego typu podobne rzeczy.

– Ok. Jeśli ktoś chce czuć krzywdę innego człowieka, to jest jego wybór. Niech ma świadomość, że coś podobnego niebawem zaistnieje w jego życiu. Z drugiej strony, gdyby ludzie nie widzieli w sobie ofiary, to nie byłoby napastników. Podobne przyciąga podobne.

– Czyli propagujesz znieczulicę i miłość do siebie…

– Ja nic nie propaguję, – wyjaśniał JAM – ale przekazuję opcje za i przeciw. Każdy może sam zdecydować, jak chce żyć. Każdy ma wolną wolę i każdy powinien sam przeżyć swoje własne życie. Ci, co żyją życiem innych, są jak zombi. Prawie martwi. Jeśli wtrącisz się do kłótni małżeńskiej, to narażasz się na pobicie przez oboje małżonków. Ludzie powinni zrozumieć, że sami są przyczyną zła, jakie im się przydarza. Nie mogą wymagać od kogoś innego, żeby im pomógł to zło zniwelować. Mogą tylko prosić o pomoc, a jeśli ją uzyskają, to winni być wdzięczni. Jeśli potrafimy przyciągnąć do siebie złe sytuacje, to również możemy przyciągnąć dobre. Od nas zależy, co przyciągamy.

– Ciężko jest jednak przedstawić się z pesymistycznego myślenia na pozytywne, gdy całe życie obracało się w takim świecie.

– Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra. Zawsze mamy wybór i to my decydujemy, jak chcemy żyć. Jeśli mówimy, że coś jest niemożliwe, to takie jest dla nas. Dla kogoś innego takie być nie musi. Sami kształtujemy swój świat i sami się na niego godzimy. Wszystko jest względne i nie istnieje tylko to, czego nie możemy sobie wyobrazić. Czy możesz sobie wyobrazić, że przestajesz istnieć, że przestajesz myśleć?

– Nie…

– Więc jesteś bytem wiecznym. Jeśli nie możesz wyobrazić sobie czegoś, to to nie istnieje. Nie może być tak, że coś sobie wymyślisz, a tego nigdzie nie ma. To by znaczyło, że jesteś lepszy od Największej Możliwej Wibracji, z której wszystko powstało. Skoro coś jest w twojej głowie, to także istnieje gdzieś w rzeczywistości.

– Byłem niedawno na Nocy Naukowców w Krakowie i tam jeden uczony powiedział, że nie istnieje nic większego od prędkości światła.

– To bezpodstawne stwierdzenie. Jeśli można sobie wyobrazić, że światło pędzi z prędkością około 300 tys. km/s, to i można sobie wyobrazić, że pędzi o metr szybciej. Kiedyś atomy były postrzegane jako najmniejsze elementy rzeczywistości, a teraz jest nim bozon. Ale po co ma być coś najmniejsze? Po co ma być coś największe? Zawsze może być coś mniejszego i coś większego. Umysł ludzki nie może pojąć nieskończoności Wszechświata, bo jest on skończony. Nasz wszechświat, to tylko jedna z komórek większego organizmu, żyjącego w jeszcze większym świecie. Na naszych atomach też jest życie i na ich atomach też. Wszystko to fraktal. Nie ma czegoś największego i najmniejszego. Czas jest też względny. Nasz ułamek sekundy, to dla atomu setki lat. Nasze miliardy lat, to dla istoty, której jesteśmy częścią, to zaledwie kilka sekund. I wszędzie jest ta sama zasada. Na wszystkich poziomach toczy się normalne rzycie. W naszej rzeczywistości podobne przyciąga podobne. Istnieją też inne rzeczywistości, gdzie takie fraktale rządzone są innymi zasadami.

– Kudre mol! – zakrzyczałem.

– Co się stało? – JAM się trochę wzdrygnął i spojrzał na mnie zdziwiony.

– Ale dupek ze mnie! Piszemy tu już kilka godzin, a ja zapomniałem zrobić kawę!

– Przez grzeczność nie zaprzeczę… – skwitował JAM.

Spojrzałem na niego i roześmiałem się. Lubię go. Fajny z niego facet…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret