Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

 

Byłem wczoraj na grzybkach. W skrzypiowskim lesie. Tam, jak się jedzie na Młodzawy. Po drugiej stronie parkingu. Była godzina około trzynastej. Gdy wyszedłem z samochodu, zagadnął mnie grzybiarz, który właśnie zakończył na dzisiaj zbieraczą przygodę i pakował swe trofea do auta. Zapytał, czy nie za późno przyszedłem, bo przede mną właśnie odjechała rzesza Krakusów, którzy skutecznie przetrzebili las i zapewne nic już nie znajdę. Ja na to, ze wystarczą mi dwa grzybki, które gdzieś tam na mnie czekają. Na to drugi grzybiarz stwierdził, że myślał, iż przyjechałem sadzić grzyby. Nie skomentowałem tego, tylko poszedłem w las.

Z początku był tylko urodzaj na niejadalne grzyby, których nazw nawet nie znam. W sumie to nawet nie wiem, czy są niejadalne. Jednak ich obfitość świadczyła o tym, boć nawet Krakusy na nie się nie połakomiły. Szedłem głębiej w las. Z doświadczeń lat ubiegłych miałem prawo domniemywać, że czym głębiej w las, tym łatwiej znajdę oczekiwane grzyby. Mój wzrok ślizgał się po kapeluszach przypominających kurki i innych grzybach, uporczywie wypatrując podgrzybków. W skrzypiowskim lesie zawsze jest ich mnóstwo.

I w końcu znalazłem. Małego podgrzybka na długim trzonie schowanym w gęstym i miękkim mchu. Opodal był drugi. W sumie już znalazłem to, co w żartach zadeklarowałem znaleźć i mogłem wracać. Jednak nie śpieszyło mi się nigdzie, więc szedłem coraz głębiej, przedzierając się przez jeżyny. W wyobraźni zwizualizowałem sobie kapelusze podgrzybków wystające z mchu. Słońce, przedzierające się przez gałęzie sosnowego lasu, utrudniało obserwację ściółki. W jego jasności trudno było odróżnić łepek grzyba od liścia. Miałem wrażenie, że i grzybki chowały się przed nim. W zacienionych miejscach zacząłem znajdować najpierw pojedyncze egzemplarze, a potem małe skupiska podgrzybków. Trafił się także kozak. Nieliczne tylko były robaczywe. W większości były dorodne i zdrowe.

Idąc do lasu o tak, wydawałoby się, późnej porze na grzybki, wierzyłem, że nie idę tam na darmo. Znalazłem ich wystarczającą ilość, aby mnie ta wyprawa usatysfakcjonowała. Pomimo, że na jej wstępie odezwały się głosy odwodzące mnie od niej.

– Czyli twoja wiara wzięła górę nad podszeptami innych. – JAM siedział obok i przyglądał się jak nawlekam grzybki na nitkę. Część się ususzy, a reszta pójdzie na jutrzejszy sos.

– Wiesz, to była bardziej pewność niż wiara, bo zawsze, gdy szedłem do tego lasu, to coś znajdowałem. Jednak ci grzybiarze, których spotkałem na początku sprawili, że moja pewność przerodziła się bardziej w wiarę. Ale zaraz… Czy to znaczy, że wiara kończy się tam, gdzie zaczyna się pewność?

– Dokładnie. Jeśli jesteś czegoś pewien, to nie musisz w to wierzyć. Ty po prostu wiesz. Ale póki coś nie zaistnieje, nie jesteś do końca pewien. Zawsze temu towarzyszy wiara. Dopóki kromka chleba nie znajdzie się w twoich ustach, to nie masz stuprocentowej pewności, że ją zjesz. Zawsze może się tak zdarzyć, że kromkę ci ktoś wytrąci, albo coś, co cię odwiedzie od zamiaru zjedzenia. Między ustami a brzegiem pucharu dużo się może wydarzyć…

– Ty zawsze mi powtarzasz, że najważniejsza jest wiara, wiara w moje możliwości.

– Najpierw jest wiara, a potem jest pewność. Bo bez wiary w siebie nic się nie powiedzie. Jeśli podejmujesz się czegoś, czego wcześniej nie robiłeś, to wierzysz, że ci się to uda zrobić. Wierzysz, udaje ci się i masz pewność, że potrafisz to zrobić. Nie wierzysz, nie udaje ci się i pewności nie masz, że potrafisz. Każdy sam musi dojść do swojej pewności. Jeśli tego nie uczyni, zawsze pozostanie mu tylko wiara. Niekiedy jednak ona sama wystarczy. Załóżmy, że mówisz małemu dziecku, aby nie dotykało ognia, bo się oparzy i będzie go bolało. Dziecko, które ci uwierzy, nigdy nie dotknie ognia specjalnie i świadomie nie sprawi sobie bólu. To, które będzie chciało samo doświadczyć prawdy twoich słów, dotknie ognia i prawdopodobnie się oparzy. Zostanie już na długi czas zaprogramowane, że ogień może sprawić ból i będzie wtedy unikało ognia jak ognia. Będzie się starało już więcej go nie dotykać. To pierwsze dziecko, pomimo uniknięcia bólu, będzie pozostawało w sferze wiary dopóty, dopóki przypadkowo nie doświadczy cierpienia z powodu gorąca ognia. Wiara jest zawsze przed zaistnieniem faktu. Po zaistnieniu jest pewność. Dlatego np. niektórzy ludzie wierzą, że na śmierci ich egzystencja się nie kończy, ale ci, którzy wrócili po swojej śmierci do swoich ciał, np. po śmierci klinicznej, i doświadczyli innych stanów świadomości, mają pewność, że śmierć nie jest ostatecznym zakończeniem, że istnieje coś więcej niż tylko obecna ich rzeczywistość. Tacy ludzie nie skupiają się więcej na przyziemnych swoich problemach, gdyż wiedzą, że są one nieistotne w ogólnej ich podróży na Ziemi. Oni wiedzą, że te ich problemy są tylko po to, aby mieli wielką satysfakcję z rozwiązania ich. Nie traktują problemów, jako czegoś złego. Nie ma czegoś takiego jak zło w czystej postaci. Jest ono pojęciem względnym. Dla jednego pizza z chili będzie okropieństwem, a dla drugiego umiłowaną potrawą. Zło, to tylko mniej dobra. Wszystko jest energią. Nasze myśli i doświadczenia, nasza cała rzeczywistość. Energia nie może być zła. Może być jej więcej lub mniej. Energia, jaką czerpiemy z różnych rzeczy, z różnych wydarzeń, może być większa lub mniejsza i tylko w odniesieniu do pewnego punktu można ją postrzegać, jako zło lub dobro. Jeśli ktoś zawsze miał mało pieniędzy, to dla niego 100 zł jest ogromnym dobrodziejstwem sprawiającym mu olbrzymia radość. Dla człowieka majętnego te same pieniądze nie zawsze niosą tyle radości. Chociaż ci, którzy zdobyli bogactwo swoją mądrością, cieszą się ze złotówki tak samo, jak z kolejnego miliona. Tylko idiota gardzi groszem, z którego składa się każdy milion.

– Masz rację – potwierdziłem. – Ludzie skupiają się za bardzo na swoich problemach, a nie na szukaniu rozwiązań.

– Niektóre nacje tak mają. Wyssały takie nastawienie niejako z mlekiem matki. W domach, gdzie jest tylko narzekanie i wypominanie niedogodności, nie może pojawić się dobro. Kto jest nastawiony na cierpienie nie może oczekiwać radości. Cieszenie się z cierpienia innych sprawi, że w końcu i ono pojawi się u tego, kto się z niego cieszy. Każdy ma prawo cieszyć się z tego, z czego chce. Byle nie krzywdził tym innych. Prawo Przyciąganie działa zawsze i wszędzie w naszym Wszechświecie. To wszak podobne przyciąga podobne. Radość przyciągnie szczęście. Marazm przyciągnie smutek. Każdy może sam zdecydować z czego będzie się cieszył i z czego smucił. Mamy wolną wolę i możemy robić, co chcemy bez żadnych ograniczeń. Jednak zawsze musimy się liczyć z konsekwencjami naszych myśli i czynów i to tylko powinno nas ograniczać w działaniu. Wszelkie zewnętrzne ograniczenia nie muszą służyć dobru jednostki, ale mogą być dobre dla ogółu. I odwrotnie. To co dobre dla wszystkich, nie musi być dobre dla jednego człowieka. Naczelną zasadą życia na Ziemi winna być własna radość wynikająca z radości innych i dająca radość innym. Postepowanie według tej zasady nie stworzy nic złego, bo człowiek sam będzie się kontrolował. Nie da się jednak wszystkich zadowolić naszym działaniem. Dlatego każdy ma też możliwość wyboru, czy chce być w restauracji dla palących, czy dla niepalących. Nie można mieć pretensji do kogoś, kto pali w miejscu dozwolonym, bo to niepalący wszedł do jego rzeczywistości i jest tam gościem. Nie można też wszystkich mierzyć własną miarką. Nie każdy jest dobry, co chodzi do kościoła i nie każdy zły, co do niego nie chodzi. Każdy ma prawo czerpać radość ze wszystkiego, co go otacza i nikt inny nie może mieć mu tego za złe. Mądry człowiek będzie czerpał korzyści z odmienności innych ludzi. Głupi będzie ich zwalczał.

– A co powiesz o aborcji? Co sadzisz o tym procederze?aborcja, eutanazja, prawo przyciągania, Jarosław Kosela, Jarkos, sekret, wrzechświat

– Usuwanie ciąży jest jak najbardziej indywidualna sprawą i decyzja o tym należy wyłącznie do matki spodziewającej się dziecka.

– Ale czy to jest niemoralne? Czy to jest złe?

– A co oznacza moralność? Czyż to nie są zasady dobre dla ogółu, ale nie koniecznie dobre dla jednostki? Każdy człowiek powinien decydować o swoim życiu, bo to on czerpie radość z niego. Kobieta będąca w ciąży musi sama decydować o donoszeniu jej lub nie. Tylko ona może podjąć taką decyzję beż żadnej presji z zewnątrz. Pytasz, czy przerwanie ciąży jest złe? A czy dobre jest urodzenie niechcianego dziecka i obarczenie go brakiem akceptacji i miłości? I to tylko dlatego, że ktoś inny nam mówi, że to jest złe?

– Ale to jest niejako zabicie człowieka!

– A któż to jest człowiek? Czy to istota, która emanuje bezinteresowną miłością na cały wszechświat? Czy też to istota, która dla własnych korzyści manipuluje świadomością innych? Czy człowiekiem jest ledwie podzielona komórka nie zdolna do wyrażania swych myśli? Ciało to tylko opakowanie na duszę. Co prawda dusza uczepia się już zygoty, ale ona nie ma żadnych praw o decydowaniu o swoim urodzeniu. Ona jedynie wierzy, że się urodzi. Jeśli dziecko zostało poczęte w odpowiedniej atmosferze, gdy i rodzice i ono chce się urodzić, to do tego dojdzie. W przypadku aborcji o przerwaniu ciąży decyduje wyłącznie matka. Nie można tego nazwać zabijaniem. To tylko unikanie nieodpowiednich sytuacji, które mogą zaważyć na szczęśliwości dalszego jej życia. Każdy ma prawo dbać o swoją radość. Dusza z unicestwionego ciała albo wejdzie w inne maleństwo, albo poczeka na lepszy moment i znów spróbuje narodzić się z tej matki. Nikomu tu się krzywda nie dzieje, bo nic nie zdarza się na złość nam, a wszystko dla naszego dobra. Gdy zwierzę zabija drugie zwierzę, to tłumaczy się to jego chęcią przeżycia. Matka, która dokonuje aborcji też robi to z chęci przeżycia. Ona ma prawo przeżyć swoje życie tak, jak sama chce. W przypadku, gdy dochodzi do zabójstwa istoty świadomej, czyli już narodzonej, musi być obopólna zgoda na śmierć. Czyli i zabójca i ofiara muszą myśleć o tym samym. Nie ma śmierci bez przyzwolenia na nią. Następuje ona zawsze wtedy, kiedy Istota Wyższa danego bytu podejmie decyzję o wyjściu z ciała. Kiedy uzna, że wystarczy już ziemskich doświadczeń. Forma śmierci jest zjawiskiem bardziej teatralnym, niż niosącym jakieś wartości. Jeśli zależy ci na definitywnym zgaszeniu światła, to nie ważne, czy odetniesz dopływ prądu wyciągając wtyczkę, używając wyłącznika, czy tłukąc żarówkę. W każdym przypadku efekt zostanie osiągnięty. Śmierć jest niedobra dla żyjących, którzy nie rozumieją jej istoty. Tak samo eutanazja jest dobrodziejstwem. Człowiek, który nie może sam zakończyć życia, prosi o nią, ale w myśl ogólnie pojętego „dobra” odmawia mu się jej i sprowadza się dalsze cierpienie na tego człowieka. Czy aborcja, czy eutanazja to takie samo czynienie dobra. Pierwsze czyni się osobie, która chce dalej szczęśliwie żyć, a ciąża może jej w tym przeszkodzić, a drugie daje radość osobie, która chce zakończyć doświadczenie życia na ziemi, bo już w nim wszystko wypełniła. I nikt bezpośrednio zainteresowany nie powinien oceniać i decydować o słuszności tych kroków. Jeśli ktoś kołacze, to otwórzcie mu. Nikt nie kołacze bez ważnego dla siebie powodu. Jeśli możemy pomóc, to pomóżmy i czerpmy z tego radość. Żadna instytucja nie powinna decydować o drodze innego człowieka ku osiąganiu szczęścia.

–  Ale przecież i państwo i Kościół i inne organizacje narzucają swoje postanowienia.

– Tylko dlatego tak się dzieje, że człowiek jako zwierzę jest wysoko rozwinięty, ale jako człowiek jest bardzo prymitywny. Świadomość ludzka od wieków poddawana jest ograniczeniom i z dnia na dzień nie da się tego zastąpić całkowitą wolnością. Rodząc się w danym miejscu godzimy się na warunki w nim panujące i czym one są gorsze, oczywiście to pojęcie względne, tym większa radość potem, jeśli uda się nam ponad nie wybić. Jeśli zdamy sobie sprawę z ograniczeń, jakie zostały nam nałożone przez innych i zdołamy się im przeciwstawić i pozbyć ich, to tym większa satysfakcja z tego, im większe były trudności w ich pokonaniu. Jednak pokonywać trudności nauczymy się jedynie stawiając im czoła. Jeśli będziemy zawsze bazować na doświadczeniach innych, to tak naprawdę nie przeżyjemy własnego życia właściwie. Każdy powinien doznać bólu, aby właściwie docenić dobry stan zdrowia. Niekiedy rodzice chcą uchronić swoje dzieci od krzywd, jakie niesie im otaczający świat. Ale to właśnie oni czynią im największą krzywdę, ochraniając i zabraniając robić różne rzeczy. Jeśli dziecko za młodu czegoś nie doświadczy, to skąd potem będzie wiedziało czy to jest rzeczywiście dla niego złe? Bo to, że coś jest złe dla jego rodziców, nie znaczy, że takie będzie i dla niego. Każdy indywidualnie powinien wyznaczyć ramy swego dobrego i złego świata, wtedy będzie miał pewność, że właściwie spełnia swoją misję na ziemi. Pomagać i chronić innego człowieka można tylko na wyraźną jego prośbę. Pomagając i chroniąc na wyrost można go unieszczęśliwić, wbrew pozorom. To tak jak z motylem, któremu starzec pomógł uwolnić się z kokonu, przecinając go. Motyl później nigdy nie rozwinął skrzydeł, bo właśnie trudności z wydostaniem się z kokonu miały mu wyćwiczyć skrzydła i dać siłę później je rozprostować. To, co dla nas dobre, nie musi być dobre dla drugiego. Miejmy to na uwadze, żyjmy i pozwólmy żyć innym. Zdaję sobie sprawę, że rodzice bardzo chcą chronić swoje dzieci, gdyż sami doświadczyli krzywd i wiedzą, jakie związane są z nimi cierpienia. Wiedzą, bo je przeżyli. Ale czy ich dzieci będą mogły pomóc własnym dzieciom, gdy napotkają podobny problem, skoro same go nie przeżyły? Chronienie swoich dzieci, to tak naprawdę zabezpieczanie siebie przed dyskomfortem rozwiązywania późniejszych problemów, jakie przyciągną do siebie dzieci. To nie jest nauczanie ich życia, ale chronienie siebie przed niedogodnościami. Jeśli chcesz nauczyć dziecko wbijać gwoździe, to daj mu odpowiednie narzędzia i powiedz o dobrodziejstwach związanych z tą umiejętnością, ale i o zagrożeniach. Dziecko niech samo ćwiczy. Jeśli skrzywi gwóźdź, naucz je go wyprostować. Jeśli uderzy się w palec, pokaż co robić, aby tego uniknąć. Ale nie zabraniaj dziecku wbijać gwoździ! Czy zabronisz dziecku jeździć samochodem tylko dlatego, że sąsiad zginął w wypadku samochodowym? Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra.

– Nawet przedwczorajsza ulewa przy otwartym dachu na stadionie narodowym była dla naszego dobra?

– Oczywiście. Gdyby nie otwarty dach i gdyby się mecz wtedy odbył, Polacy przegraliby z Anglią 7:0.

– Czyli to organizatorzy uratowali Polskę przed porażką?

– Tak można by rzec, a nie wieszać na nich teraz psów. We wszystkim trzeba się dopatrywać dobra, a nie zła. Ale cóż. Polacy, jako naród, wybitnie widzą wszędzie tylko zło i cierpienie. – JAM ściągnął ostatniego łyka kawy i poczułem między zębami jej fusy. On miał radość z kawy, a ja ją miałem z fusów… No. Ale  w końcu nic nie dzieje się na złość mnie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret