Sen i musztardówka, czyli druga połówkaPrawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

– Nie no! Ale ja jestem niesamowity! – nie mogłem wyjść z podziwu nad swoją osobą. Pierwszy raz ugotowałem sobie kisiel i sam wtrąbiłem cały rondelek. Cytrynowy kisiel. Gładziłem się po brzuchu, a językiem oblizywałem swoje usta. Od ucha do ucha. – Super kisielunieczek!

Wstawiłem rondelek do zlewu. Miałem zamiar potem go umyć, ale na razie kontemplowałem swoją błogość. Zwaliłem swoje cielsko na wersalkę i włączyłem muzę z lat osiemdziesiątych. Na laptoku. To było coś, co mnie kręciło pozytywnie. Oczęta moje piękne na chwile zamknęły się i odpłynąłem. Spałem tylko chwilę, ale przyśnił mi się dziwny sen.

Byłem w jakimś starym, zapyziałym domu. Siedziałem przy stole w obskurnej kuchni, gdzie firanki nosiły ślady smażonej jajecznicy z boczkiem i szczypiorkiem, a na podłodze wielkie karaluchy sprzeczały się o kawałek zeschłego sera. Na stole stał popielaty metalowy kubek z obitym bokiem, na zakrętce od słoika leżał zapleśniały ogórek, noszący ślady konsumpcji. Obok stała musztardówka z nalanym do połowy płynem i prawie pusta butelka po wódce.

– Twoojeee zdrrrrowię! – usłyszałem chrapliwy głos, który najwyraźniej nie miał już siły być głosem, a przeradzał się w bełkot.

W tym samym momencie kudłata, brudna ręka chwyciła za szklankę i podniosła ją do sinych, spieczonych ust, których nie powstydziłby się niejeden nieboszczyk. Nad ustami tkwił pękaty czerwony nos, przecięty na skos, ale już zabliźniony. Wystawały z niego paskudne kłaki. Po jego obu stronach błyszczały przekrwione ślepia, wybałuszające się i cofające w jakimś niepojętym rytmie.

Osobnik o pękatej, nieogolonej i brudnej twarzy wlał w siebie płyn i chrząknął przeraźliwie, krzywiąc się przeokropnie i ziejąc niczym smok. Otarł usta równie brudnym rękawem i wykrzywiając twarz w wielkim bólu stwierdził:

– Pierrrdole… Wiencej nie pijeeee… Hyyyp! ­– zawył i czknął przeraźliwie. Po czym jego czaszka stuknęła o blat stołu, aż szczypiorek wystraszony spadł był z firanki.

Trwało to krótka chwilę, gdy ów jegomość nagle poderwał się na równe nogi i chwycił za stojącą na stole flaszkę i wlał do szklanki pozostałą odrobinę wódki. Przymrużył jedno oko i spojrzał na zawartość. Przekrzywił nos to w jedną, to w drugą stronę, przyjrzał się butelce i wymamrotał:

– Nooo niiii ma, kruca fuks. Znooowu ni maaaa! – krzyknął, ale zaraz ściszonym głosem dodał: – Pieerdole takie życie. Znowuuu ni ma drugi połówki… No i co teroz będzie… To kuniec…

Usiadł zrezygnowany. Odstawił butelkę i spojrzał na mnie z wielkim wyrzutem. Jego świdrujący, czerwony wzrok przeszył mnie na wskroś. Czułem, jak wysysa ze mnie moją dobrą energię. Złapał mnie za rękę. Poczułem jego szorstką dłoń, która mocno objęła mój nadgarstek. Aż do bólu. Wyrwałem się z jego uścisku. On cofnął rękę i spokojnie powiedział:

– Nie mij nigdy taki sytuacji, kiedy braknie ci drugi połówki, bo wtedy to już kuniec… A ty mosz drugo połówke? – zapytał podnosząc głos i przekrzywiając głowę. – No mosz jo?

– Nie wiem… – wycedziłem. – Chyba nie mam…

– No to zapierd…aj po połówke i bez ni nie wracoj! – wrzasnął na mnie. – Bez drugi połówki to nie jest życie…

Wypowiedziawszy te słowa walnął mocno głową o blat stołu, że huk tego obudził mnie. Od razu siadłem na łóżku i przez chwile nie wiedziałem, o co chodzi. Byłem co prawda w swoim pokoju, ale nadal miałem obraz tej obskurnej kuchni przed oczami. W uszach grzmiał mi jeszcze chrapliwy głos pijaczyny.

– Koszmarek jakiś mieliśmy? – JAM stał w drzwiach z rondelkiem w ręku i palcem wygrzebywał resztki kisielu. – Rzucałeś się i gadałeś coś o drugiej połówce. Czyżbyś chciał pogadać o znajdywaniu partnerki, która mogłaby nosić miano twojej drugiej połówki?

Był wyraźnie rozbawiony i żartował ze mnie. Przypomniałem sobie dokładnie mój sen i wiedziałem, że nie chodziło w nim o taką „drugą połówkę”. Chociaż… mogłem się mylić. Sny mówią do nas bardzo dziwnym językiem i zwykle to, co wydaje się oczywiste, takie nie jest. Zawsze jest druga strona snu. Zakamuflowana, jakby przykryta woalem. Zupełnie tak, jakby sen chciał, abyśmy się trochę namęczyli przy odczytywaniu go.

– Nie – JAM wszedł w moją myśl. – To nie sen chce się przed nami ukryć, tylko nasza podświadomość nie mówi logicznym językiem świadomości i to, co się z niej wydobywa we śnie jest zwykle niespójne. To jak rozrzucone puzzle, których kształty pasują do siebie, ale nie obrazki. Te muszą być już ułożone zgodnie z odpowiednim założeniem.

­– Czyli sen nie był o wódce, tylko o kobiecie? – zdziwiłem się.

– W sumie też nie o kobiecie, ale zahaczył o tak zwaną „drugą połówkę jabłka”, czyli o coś, czego ludzie poszukują w swoim życiu. Jest to zwykle partner, z którym chcemy spędzić resztę życia. Z którym chcemy być.

– No dobra… Ale zwykle tak jest, że jak poznajemy jakąś osobę, w której się zakochujemy, to chcemy z nią jak najdłużej być. Jednak to nie zawsze wychodzi…

– No właśnie. Nie zawsze wychodzi. A dlaczego? – zapytał.

– No nie wiem… Z początku jesteśmy zauroczeni, bardzo zakochani i chyba… zaślepieni, bo nie widzimy wszystkich stron naszej miłości i nie postrzegamy realnie partnera.

– Tak. Masz rację. Mówi się nawet, że miłość jest ślepa. A jeśli taka jest, to jest ułomna, bo nie dostrzega wszystkiego. Jednak nie o to chodzi, aby czegoś nie widzieć, coś pomijać, coś przemilczać, coś wybaczać, chociaż też się mówi, że miłość wszystko wybaczy. Taka miłość od podstaw już jest niedoskonała i nie daje szans powodzenia na dłuższą metę. W prawdziwej miłości nie chodzi o wybaczanie, ale o niedoprowadzanie do sytuacji zmuszających do wybaczania. Nie chodzi o przymykanie oczu na pewne czynniki, czy cechy osobowości partnera, ale o zaakceptowanie ich, lub o doprowadzenie do ich zmiany. Prawdziwa miłość to uczucie, które nie toleruje niedoskonałości i niedomówień. To uczucie, które ma powodować radość, a nie ból. Ma sprzyjać rozwojowi, a nie sprawiać uwstecznienie i destrukcję. Ma powodować wzrost, a nie zanik. Ma sprawiać dobrobyt, a nie zmuszać do wyrzeczeń. Nie może tak być, że kochające się osoby szukają w pewnej chwili odpoczynku od siebie, że chcą choć prze chwile pobyć same. W miłości takie zdarzenia nie mogą mieć miejsca, bo to już nie jest miłość. To uczucie wywodzi się z jedności, jaką kiedyś dwie dusze partnerów stanowiły. Coś, co jest jednakie, nie może chcieć być choć przez chwilę inne. Nie można chcieć odpoczywać od osoby, z którą chce się spędzić resztę życia. To tak jakby mówić, że chce się jechać samochodem, a idzie się obok. W prawdziwej miłości, choć to może wydawać się niemożliwe, dąży się do jak najczęstszego przebywania z drugą osobą i to w każdej możliwej sytuacji…

– Ale w każdej sytuacji nie jest możliwe. Sam się spotkałem z zarzutem, że za często dzwonię i że przeszkadzam. I że zabieram wolność…sen, druga połówka, prawo przyciągania, Jarosław Kosela, Jarkos, sekret, wrzechświat

– I już nie jesteś w tym związku, bo to nie był dobry związek. Nie miał prawa przetrwać. Jak i każdy temu podobny. Choć w pewnych sytuacjach można było domniemać, że jest szansa na powodzenie, ale inne za tym nie przemawiały. W związku opartym na prawdziwej miłości obie strony chcą być ze sobą w każdej sytuacji. One cierpią, gdy nie są razem, gdy nie rozmawiają, gdy nie myślą o sobie. Tacy partnerzy sami rezygnują ze swojej wolności, bo czują i wiedzą, że prawdziwa wolność, to obcowanie z ukochanym partnerem. Dzieje się tak dlatego, że ich dusze w systemie energetycznym Wszechrzeczywistości były obok siebie i mają identyczne energie. To jakby wyciąć dwa kawałki kolejne z tego samego tortu. Te dwie dusze rozumieją się na każdej płaszczyźnie i dążą do wzajemnego uzupełniania się. W pewnych okolicznościach mogą nawet odczuwać, że atomy ich ciał przenikają się, wzajemnie wypełniając swoje puste przestrzenie. Nie ma złych myśli między nimi, nie ma podejrzeń, nie ma ograniczeń, a jest wszelka radość wypływająca z każdej sytuacji. To przepiękne odczucie móc współistnieć z inną osobą, która jest taka sama jak my, która śmieje się z tego samego i wzrusza w tych samych momentach. To jest właśnie nasza druga połówka…

– Czyli, że jeśli w jakiejś sytuacji nie zgadzamy się z naszym partnerem, bo mamy inne zdanie, to nie jesteśmy z tego samego jabłka?

– Nie o jedność zdań tu chodzi, bo odpowiednie logiczne argumenty mogą ją wypracować, ale o jedność odczuć. O identyczne postrzeganie waszej rzeczywistości.

– Czy moja druga połówka musi mieć tyle samo lat co ja? Bo skoro jesteśmy z tego samego jabłka…

– Absolutnie nie. To nie tak działa. Twoje ciało znajduje się w czterowymiarowej przestrzeni i nie dostrzegasz czasu, bo teraźniejszość praktycznie nie istnieje. Nie istnieje też już przeszłość i jeszcze nie istnieje przyszłość. Nie sposób dostrzec czwartego wymiaru będąc w nim zanurzonym. Natomiast w piątym wymiarze, gdzie jestem teraz ja, twoją rzeczywistość można postrzegać, jako jednolity ciąg zdarzeń. Może to teraz wydaje ci się skomplikowane, ale nie będziemy się w to zagłębiać. Chodzi o to, że dusze mogą wnikać w różne okresy czterowymiarowej przestrzeni i choć w piątym wymiarze zrobią to jednocześnie, to tam mogą się pojawić w odstępie np. sześciu, czy piętnastu lat. I to też będą te połówki jabłka, choć w różnych czasach narodzone.

– A czy dobrze rozumiem, że takich połówek może być wiele? Bo przecież te kawałki tortu mogą być podzielone na wiele sposobów i wiele może pochodzić ze swej bezpośredniej bliskości.

– Tak. „Dwie połówki tego samego jabłka” to tylko slogan. W rzeczywistości pasujących do nas istot może być wiele. Ale jak sam wiesz znalezienie choć jednej graniczy niemal z cudem. Toteż, gdy już się jakąś znajdzie, to zalecam robić wszystko, aby ją pielęgnować i nie zrazić niczym do siebie. Bo choć jest prawie identyczna z nami, to jednak jej uczucia mogą być ciut bardziej wrażliwe. Szukanie innej, gdy się posiada tą wymarzoną, jest co najmniej nierozsądne, bo w obecnym życiu można jej już nie znaleźć.

– A jak poznać, że to już ta osoba?

– To proste. Ty i ona tęsknicie za sobą, gdy się nie widzicie. Ale tęsknicie radośnie, myśląc o chwili, gdy będziecie razem. Wasze myśli zapełnione są radością wynikającą z waszego obcowania ze sobą. Nie ma między wami tematów tabu i wszystkie sytuacje są radosne, bez względu na ich naturę. Cieszycie się każdą wspólna chwilą. Możecie jednak w tym czasie zajmować się różnymi sprawami. Np. ty piszesz bloga, a twoja połówka pracuje nad jakimś projektem potrzebnym jej do pracy. Jednak macie pełną świadomość, że należycie tylko i wyłącznie do siebie, bo sami indywidualnie tak zdecydowaliście. I z tego wyboru czerpiecie nieopisaną radość. Macie identyczne poglądy na wiele spraw, chcecie rozmawiać ze sobą o wszystkim i o wszystkim potraficie milczeć. Rozumiecie swoje potrzeby i wzajemnie je zaspokajacie. Potraficie dawać siebie i brać dla siebie. Jednak, aby być siebie całkowicie pewnym, trzeba poznać się w różnych, czasem bardzo ekstremalnych sytuacjach. I zawsze się wzajemnie wspierać. Prawdziwa miłość nie żąda odpoczynku od partnera. Ona delektuje się i upaja jego obecnością. Nie każdy ją przeżyje, bo nie każdy jest świadom jej natury. W związku z drugą połówką, nie ma potrzeby podsycać miłości, bo ona sama się napędza. Każda sytuacja sprzyja jej umocnieniu, każda chwila powoduje zwiększenie jej jasności i każda myśl jest jej udziałem. Nie każdy ją przeżyje, bo nie każdy jej szuka. Nie każdy wierzy, że jest możliwa. A to według wiary naszej nam się dzieje. Jeśli wierzymy, to przyciągamy obiekt swej wiary. Jeśli szukamy, to i znajdziemy. Jeśli kołaczemy, to otworzą nam. Zaniechanie poszukiwania jest samodestrukcją. To świadome zrezygnowanie z poszukiwania swego szczęścia. Jeśli zwątpimy, to zmieni się nasza pierwotna wibracja i gdyby nawet nasza połówka przechodziła obok, to jej nie dostrzeżemy, bo nasze częstotliwości będą inne… Nie ma więc co się załamywać, gdy nasz związek, chociażby nawet małżeński, rozpadł się, bo to tylko bodziec do kolejnych poszukiwań. I nie ma co zwlekać, nie ma co płakać, tylko z radością i wiarą zacząć nowe poszukiwania. Jeśli nie będziemy szukać, to nie będziemy znajdować. Jeśli znajdziemy, to musimy wypróbować partnera w każdej sytuacji. Jeśli okaże się nie tym, którego chcemy, to szukamy dalej. Aż do skutku…

– I pomału stajemy się seksoholikami… – wtrąciłem.

– Jeśli szukamy w związkach seksu, to jest to bardzo możliwe. Jeśli szukamy swego odpowiednika, to po znalezieniu go seks będzie tylko bardzo miłym i równie niezbędnym dodatkiem, jak poranna kawa do łóżka, czy całowanie obolałych stóp. Taki zbudujemy związek, jaką mądrość zdobyliśmy w poprzednich. Jeden może być już mądry po jednym związku, drugiemu potrzeba piętnaście. I nie dlatego, że jest głupszy, ale dlatego, że każdy z nas ma inne potrzeby i inny związek pragnie zbudować. Prawdziwa miłość, to równowaga zrozumienia, empatii, czułości, rozmów, milczenia, kąpieli, seksu, czytania, pocałunków, drapania, smelania, masowania, jajecznic na winie, dżemów malinowych, dokręcanych gniazdek, kąpieli w basenach, zaufania i wszystkiego, czego tylko ona potrzebuje. Bez ograniczeń i bez warunków.

– A gdyby moja wibracja i wibracja mojej drugiej połówki zniekształciły się pod wpływem przeżyć, to jest możliwość odnalezienia się?

– Zapewne myślisz o obniżeniu wibracji na skutek pesymistycznych myśli i przeżyć?

– No tak.

– Wtedy nie jest możliwe odnalezienie się, nawet gdy tylko jedna strona ma zmienione wibracje. Trzeba powrócić do pierwotnych swych energii, które są jak najbardziej pozytywne i radosne. A przynajmniej zbliżyć się do nich znacząco. Wtedy można się odnaleźć. Negatywne wibracje, nawet bardzo podobne u potencjalnych partnerów nie służą odnalezieniu właściwej osoby.

– Zdarza się jednak, że jedna pozytywnie nastawiona osoba odnajduje drugą pesymistyczną i tworzą udany związek.

– Czy jesteś tego pewien, że udany? Czy jesteś pewien ich myśli i przeżyć? Nie można osiągnąć rezonansu, gdy kamertony mają inną częstotliwość. To podobne przyciąga podobne i daje gwarancję trwałości. Odmienności się nie przyciągają.

– No to co? Skoczyć po połówkę?

– Ale przecież ty nie pijesz.

– No tak. Poczekam, aż sama do mnie przyjedzie, bo przecie już mi usta z suchości popękały i trzeba je zwilżyć…

Bogu (Największej Możliwej Wibracji) nie zależy na naszych sukcesach, czy porażkach. On daje nam całą swoją szczęśliwość i zaprasza do korzystania z niej. Od nas tylko zależy, czy i w jakim stopniu z tego zaproszenia skorzystamy. Jeśli chce się przyciągnąć i pozostawić przy sobie partnera z jego własnej i nieprzymuszonej woli, to trzeba mu stworzyć takie warunki, aby nie chciał od nas odejść, aby nawet nie pomyślał o pozostawieniu nas. Tak samo wychowując dzieci nie trzeba ich wcale ograniczać, ale umożliwić tylko korzystanie z radości, jaką wokół siebie roztaczamy. Wszelkie ograniczenia powodują pęd odwrotny, ku wolności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret