Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Z oddali dobiegł mnie głuchy odgłos burzy. Na wschodzie zobaczyłem ciemną chmurę, którą co jakiś czas przecinały błyskawice. W mojej okolicy burza ze wschodu jest rzadkością, a jeśli się pojawia, to jest niebywale intensywna. Przyśpieszyłem kroku. Nie dlatego, że bałem się burzy, bo uwielbiam to zjawisko. Chciałem jak najszybciej być w mieszkaniu, aby zrobić zdjęcia pięknym błyskawicom. Jestem częścią Ziemi i nie obawiam się, że ona zrobi mi krzywdę, bo i ja jej nic złego nie robię. A wręcz przeciwnie. Staram się jak mogę rozsiewać pozytywną energię, która naszej Planecie jest teraz bardzo potrzebna.

Dotarłszy do mieszkania szybko przebrałem się i przygotowałem aparat. Ustawiłem go na statywie na parapecie okna balkonowego, aby jak największą przestrzeń móc ogarnąć. Czas ustawiłem na nieograniczony i z wężykiem spustowym w dłoni czekałem. Burza zbliżała się. Błyskawice stawały się coraz wyraźniejsze, a grzmoty coraz bardziej silne. Ich odgłosy przeszywały moje ciało, dodając energii i tak już bardzo rozedrganym atomom. Czułem w sobie tą moc, jaką włada moja przyjaciółka Ziemia. Zapomniałem o robieniu zdjęć, a wpadłem jakby w trans, który z każdym piorunem pogłębiał się. Byłem tymi piorunami. Byłem Matką Ziemią…

Nagle błyskawica dotknęła ziemi bardzo blisko mnie. Prawie tuż pod balkonem. Poczułem jej ostre krawędzie i determinację, i w tym momencie… wszystko znikło. Nie byłem już na balkonie, a jakby w środku burzy. Jakbym stał w środku ogromnej trąby powietrznej, której ściany wirowały z ogromną prędkością. Zjawisko było majestatyczne, ale nie tchnęło grozą. Pod bosymi stopami poczułem mokrą trawę, która najwyraźniej cieszyła się, że jestem. Choć wokół szalał żywioł, mnie nawet włos się nie ruszył. Stałem w oku cyklonu objęty ciszą i spokojem. Żaden dźwięk nie docierał do mych uszu.

W pewnym momencie poczułem pod stopami miarowe drżenie. Coś jakby tętent konia. Rozejrzałem się i w oddali ujrzałem galopującą na koniu piękną kobietę o długich, ciemnych włosach. Wyraźnie widziałem jej jasność na tle granatowych ścian wiru. Coraz bardziej zbliżała się do mnie, a ja coraz lepiej widziałem bijące od niej światło. W pewnej chwili pomyślałem, że to chyba anioł i że zapewne nie żyję, bo mnie piorun trafił. Zatrzymała się przede mną i zobaczyłem, że jest naga… Była bardzo piękna. Tak. To musiał być anioł. Poczułem jej zapach. Niczym mieszanka ozonu z lawendą z nutką jaśminu… Nie. To było coś innego. Bardzo zmysłowego.

Zsiadła z konia i podeszła do mnie. Prawie płynęła w powietrzu. Była doskonała. Była piękna i delikatna. Czułem, że moja energia urasta do niebotycznych rozmiarów, że prawie ocieram się o Boskość. Niesamowita radość, dobroć i błogi spokój napełnił moje serce. Wszystkie moje smutki zniknęły i nawet okruch po nich nie pozostał. Objęła mnie ramionami i wtuliła się we mnie. Dopiero wtedy zauważyłem, że i ja też nie mam ubrania.

– Jestem… – wyszeptała mi do ucha. Jej usta musnęły delikatnie jego wnętrze.

W tym momencie ściany tornada zatrzymały się, jakby w stopklatce. Zaczął padać deszcz. Ciepły deszcz. Spływał po naszych ciałach, które stopiły się w jedno. Przeniknęliśmy się kosmykami strun drgającymi w nas. Odczuwałem to, co mój anioł czuł, a ona to samo, co ja. Tego się nie da z niczym porównać. Leżeliśmy splątani w trawie, która przylepiała się do naszych ciał, jakby chciała też mieć udział w naszej radości. Obydwoje czuliśmy się wyzwoleni i wiedzieliśmy, że nasze życie się wypełnia. Już nigdy żadna pustka miała nie zagościć w naszym życiu. Staliśmy się częścią siebie nie tylko cieleśnie, ale i duchowo. Byliśmy jedną duszą w dwóch ciałach…

Błyskawice, jakby odłączyły się od chmur i rozświetlały wnętrze wiru, a grzmoty kanonadą oznajmiały nasze zespolenie. Ziemia cieszyła się. Nagle deszcz przestał padać, a sceneria raptownie zmieniła się. Świeciło jasne słońce, a my leżeliśmy na polanie. Obok pasły się sarny, a wiewiórki goniły się po drzewach. Świergot ptaków napełniał gorące powietrze. W oddali kukała kukułka.

– Jeden, dwa, trzy, cztery… ­– zacząłem liczyć jej kukniecia. – Pięć, sześć…

– Co liczysz mój skarbie cudny? – zapytał mój anioł i odgarnął kosmyk włosów ze swego czoła.

– Ile lat będziemy ze sobą… – odparłem smutnie. – Tylko sześć..

– A gdy Ci powiem, że to nie będą lata, a eony?

Pochyliłem się nad nią by ją pocałować i wtedy…Prawo Przyciągania

– Tadam! – usłyszałem nad głową i otworzyłem oczy. Leżałem we własnym łóżku, a nade mną majaczyła, równie paskudna jak moja, twarz JAMa.

– Odbiło Ci? – wrzasnąłem. – Dlaczego przerwałeś mi tak piękny sen?!

– A skąd wiesz, że to był sen? – JAM ściszył głos i zagadkowo uśmiechnął się.

– No jak, skąd wiem? – uniosłem się na łokciach i rozejrzałem po pokoju. – No przecież przed chwilą był przy mnie mój anioł, a teraz leżę w łóżku i ledwo jestem obudzony! To chyba wiadomo, że to był sen?

– Niby tak. Ale może to, co jest teraz, jest snem, a tamto było jawą?

– WoW! – zawołałem i na chwilę się zamyśliłem. – To byłoby świetnie, aby tamten sen był rzeczywistością. Ale jak mam odróżnić, co jest prawdziwe, a co nie, bo w obydwu przypadkach wszystko było takie realne?

– A po co odróżniać? Jeśli będziesz marzył intensywnie i z wiarą w spełnienie marzeń, to te dwie rzeczywistości się przenikną i sen jawą się stanie. Tylko nie wątp w to. Bo wtedy marzenia się nie zmaterializują. Wątpiąc myślisz o braku obiektu swych marzeń i ten brak przyciągasz. Po co marzyć, jeśli się nie wierzy w spełnienie marzeń? To tak jakby chcieć się napić z pustej butelki. Nie ma rzeczy niemożliwych, jeśli się wierzy w ich spełnienie. To nasze myśli tworzą naszą rzeczywistość i jeśli chcesz, aby twój sen się spełnił, to cały czas czuj jego atmosferę i przeżywaj to w myślach, jakby było już rzeczywistością. A swoją drogą miałeś piękny sen… I do cholery zrób wszystko, aby on się spełnił, prostaku!

– Nie krzycz – przyniosłem sobie kawę z kuchni i postawiłem na ławie. JAM od razu zamoczył w niej swego niematerialnego dziuba i siorbnął. – Łatwo ci powiedzieć zrób wszystko, ale co mam zrobić?

– Po prostu bądź sobą i wierz w siebie. Anioł w twoim życiu niebawem się pojawi i czy to będzie blondynka, brunetka, czy rudą, to nie istotne. Będzie piękna i będzie miała anielska duszę. A wtedy wszystko pójdzie na maksa.

– Wiele osób po niepowodzeniach w kolejnych związkach, zamyka się w sobie i rezygnuje z szukania odpowiedniego partnera.

– To tak jakby do kadzi z grochem wpadło nam 5 złotych i wymieszało się z nim, a my po pewnym czasie przestalibyśmy go szukać. Przecież to 5 złotych się nie rozpłynęło, ono cały czas w tej kadzi jest, tylko trzeba cierpliwie szukać. W końcu się je znajdzie. Ludzie szukając partnera skupiają się głównie na cechach, jakich by nie chcieli widzieć u niego. Nie chcą pijaka, palacza, kłamcy, zdrajcy itd. I co się dzieje?

– Przyciągają to, o czym myślą…

– Dokładnie. Przyciągają kolejnego nieudacznika do kolejnego nieudanego związku. Zamiast nie chcieć pijaka, niech myślą o trzeźwym partnerze, niech myślą o wiernym i szczerym. I co najważniejsze niech wierzą, że on już jest przy nich. Niech poczują w myślach jego obecność, zapach, smak. Niech pozwolą Wszechświatowi spełnić ich marzenie, bo on przecież aż dygocze, aby sprawiać nam radość. Czy wiara we własne szczęście jest bardziej skomplikowana niż w nieszczęście? Może trudniejsza, gdy się go nie doświadczyło. Ale jakże przyjemniej jest wyjść z dołu i stanąć na szczycie, niż całe życie przechadzać się po równinie? Zło istnieje tylko po to, aby lepiej smakować dobro. Nie ma innej roli dla zła. Zło to tylko mniej dobra, a wszystko w naszym życiu przydarza się dla naszego dobra. Jeśli to zrozumiemy, to będziemy odpowiednio interpretować kłody, jakie sobie sami do życia przyciągamy. I nauczymy się myśleć pozytywnie.

– Ktoś mi dzisiaj powiedział, że „gniew jest niezbędny, że bez ujawniania i wyrażania złości i gniewu nie da się funkcjonować normalnie. Nieumiejętność jego wyrażania prowadzi do głębokich zaburzeń. Umiejętnością wielką jest jego okazywanie w takiej formie, która jest możliwa do przyjęcia i nie rani”. Co o tym sądzisz?

­– Gniew jest niezbędny tylko po to, aby zasygnalizować nam, że coś nie jest zgodne z naszym myśleniem. Owszem, ta osoba ma rację, że nie należy tłumić swych uczuć, bo mogą się źle dla naszego zdrowia psychicznego skończyć. Gniew to tylko sygnał i jako taki powinien być krótki. Nie można gniewu pielęgnować i zamieniać go w chęć zemsty, bo to już jest destruktywne.  Niczemu dobremu to nie służy, a przecież ludzie rodzą się po to, aby doświadczać dobra. Myślenie w gniewie przyciąga nam gniewną rzeczywistość. Myślenie w miłości takie doświadczenia nam przyciągnie. Nie ma innej opcji. Podobne przyciąga podobne. Tak stanowi Prawo Przyciągania. Pogrążanie się w złych myślach niechybnie może doprowadzić do złej samooceny i depresji. A przecież każdy człowiek jest wspaniały, tylko jego złe myśli wszystko psują. Depresję mogę porównać do chodzenia po zatłoczonej ulicy w kożuchu w 40 stopniowym upale, podczas gdy pod kożuchem jest się nagim. Człowiek cierpi z gorąca, ale nie chce zdjąć kożucha, aby nie narazić się na wstyd i coraz bardziej cierpi, bo uważa, że nie może nic z tym zrobić. W depresji podobnie. Utwierdzamy się w beznadziejności swojej sytuacji i pogrążamy się coraz głębiej. Sami nakręcamy się swymi złymi myślami i dusimy się. Niekiedy nawet może dojść do resetu. Do samobójstwa. A wystarczy wtedy oderwać podszewkę od kożucha i nią się okręcić. Od razu zrobi się nam chłodniej i bez głębokiego wstydu dotrzemy do domu, gdzie się ubierzemy normalnie. Może nas ktoś postrzeże, jako dziwaka, ale to chyba mniejszy wstyd, niż latać na golasa po ulicy?

– Powiedziałeś o samobójstwie jakby to nie było coś złego.

– Żadna śmierć nie jest zła, bo każda wynika z naszych myśli. Człowiek ma wolną wolę i sam decyduje o swoim życiu, a także o śmierci… Powtarzam, że żadna śmierć nie jest zła, gdyż jest suwerenną decyzją człowieka. Nie ma różnicy, czy człowiek powiesi się, czy zginie na wojnie, czy trafi w niego piorun, czy rozjedzie go tir. Wszystko to dzieje się za przyzwoleniem zainteresowanego. Śmierć następuje zwykle wtedy, gdy indywidualna Istota Wyższa uważa, że człowiek już na Ziemi zrobił wszystko, po co się na niej zjawił. Nie nam oceniać, ile ktoś miał do przeżycia. Dlatego umierają noworodki, małe dzieci, nastolatki, młodzież, dorośli i starcy. Gdyby wszyscy mieli tyle samo dobrej energii do pozyskania, wszyscy umieraliby w jednakowym wieku. Niektórzy rodzą się na chwilę, bo tylko takiej chwili im do szczęścia brakuje. Inni chcą dłużej żyć. I to nie Bóg odbiera nam życie, bo on nie ma w tym żadnego interesu. Każdy z nas jest wolnym człowiekiem i sami o sobie decydujemy. Nie można mówić, że ktoś mógł więcej żyć, że nie dobrze, że umarł młodo. My nie wiemy, jaką rolę miał ten ktoś do spełnienia. Wie to tylko jego Istota Wyższa. Rodzice zwykle załamują się po stracie dziecka. Szczególnie, gdy ginie ono w wypadku. Przepełnia ich żal i nawet złorzeczą swojemu Bogu. Przez długie lata nie mogą dojść do siebie i rozpadają się ich związki. Jeśli ktoś podejdzie do śmierci w ten sposób, jak ja to tłumaczę, zaoszczędzi sobie wiele przykrości i nie zmarnuje swojej pozytywnej energii, po którą w końcu przyszedł na ten świat. Śmierć jest wpisana w nasze życie. Jeśli ktoś bliski umiera, nie smućmy się. Podziękujmy mu, że mieliśmy zaszczyt żyć obok niego i że przyczynił się do naszej radości. Śmierć to tylko zakończenie pewnego etapu. Wielokrotnie się rodziliśmy i wielokrotnie umieraliśmy. Nie tylko, jako ludzie, ale jako rośliny, zwierzęta, a nawet na innych planetach, jako kosmici. W wielu miejscach i z różnych perspektyw zbieraliśmy pozytywne wibracje po to, aby podnosić się do poziomu Największej Możliwej Wibracji. Wszystko dzieje się dla naszego dobra. Nie ma innej opcji. Ale interpretacja zdarzeń jest już indywidualną sprawą.

– Ale jak rodzice mają to zrozumieć, gdy ginie ich ukochane dziecko? Jak mogą się z tym pogodzić? Przecież mieli z nim związane takie nadzieje…

– Tak jak napisałem. Jeśli będą podchodzili do życia w takich kategoriach, jak ja to mówię, będzie im łatwiej. Ale nic na siłę. Każdy ma prawo tak żyć, jak chce. Jeśli komuś dobrze z cierpieniem, to może cierpieć. Dziecko na pewno by nie chciało, aby rodzice smucili się. Ale też smutek rodziców nie może go zatrzymać na Ziemi, gdyż być może ono ma już inną misję do spełnienia. Zapewniam, że smutek, stres jeszcze niczego dobrego nie zbudowały. To, o czym myślimy, to przyciągamy…

­– To ja pomyśle teraz o moim Burzowym Aniele, który gdzieś tam jest i tylko czeka, aby zaistnieć w moim życiu – rozmarzyłem się i znów zatonąłem w anielskich ramionach… Marzenia, śmierć… Jakby na to nie patrzył dla naszego dobra wszystko się dzieje…

– A zrobisz mi jeszcze kawę? – JAM od razu uskoczył, bo przecie wiedział, że go w łeb trzepnę, bo mi marzenia piękne przerwał…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret