Zazdrość i tolerancja. Jak zapisywać promienistą kulkę.Prawo Przyciągania w praktyce wg Jarkosa
Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Szedłem wąska ścieżką, wijącą się wśród traw i polniaków. Była ledwo widoczna, tak jakby dopiero niedawno powstała lub ktoś nią rzadko chodził. Biegła szczytem pagórka, z którego roztaczał się malowniczy widok na równinę przeciętą błękitną wstęgą rzeki. W oddali majaczyły wyniosłe drzewa, zebrane w kępę, jakby odbywające jakąś ważną naradę. Nad rzeką pasły się sarny i dostrzec można było parę bocianów, majestatycznie brodzących w wysokiej trawie. Nad horyzontem odpoczywały dwa kłębiaste obłoczki, jakby mówiące, że za kilka chwil popłyną dalej. Gorąco falowało pokazując, że rzeczywistość jest inna, że można ją zniekształcić…

Ścieżka dalej biegła i gdzieniegdzie chowała się pod drzewami, jakby chciała chwile odsapnąć od upału, który sączył się z nieba. Przedzierała się też przez zarośla złożone z kolczastych krzewów i tam jakby stawała się ostrożniejsza, jakby zwalniała. Niekiedy, jak mała dziewczynka, zbiegała z pagórka, by po chwili znów się nań wdrapać. Momentami czuło się jej radość i wesołość tego, kto ją wydeptał. Przechodziła przez łany zbóż, gdzie czerwone maki pozdrawiały ją obsypując płatkami. Przystanęła na chwilę wśród czerwonych porzeczek i prędziutko pobiegła do rozłożystego dębu i tam… nagle się skończyła. Dochodziła do pnia i koniec. Wkoło drzewa żadnych śladów, jakby ciągnęła się dalej w górę po pniu. Jednak pierwsze gałęzie były zbyt wysoko, by móc na nie się wdrapać. Przyglądałem się korze drzewa i na wysokości mojego barku dostrzegłem okrągły otwór. Coś jakby dziurka od klucza.

Nie miałem nic, co mógłbym w niego wsadzić, więc odłamałem kawałek gałązki. Weszła w otwór na jakieś dziesięć centymetrów, gdy poczułem opór. Nacisnąłem bardziej i wtedy coś szczęknęło i słychać było szmer obracających się kół zębatych. Drzewo zaczęło się obracać, a jego rozłożyste gałęzie zdawały się nakręcać na siebie niebo. Wykonało dwa obroty i zatrzymało się. Na jego korze pojawił się prostokątny zarys drzwi, jakby wychodzący z mgły. Drzwi delikatnie, bezszelestnie uchyliły się i wszedłem do środka. Pomieszczenie zalane było jasnoniebieskim światłem, a pod ścianami stały…

…Otworzyłem oczy. Jasne światło słońca łaskotało mnie po policzku. Był czwartkowy ranek i rześkie powietrze napływało przez uchylone okno. Upały już ustąpiły. Przeciągnąłem i rozłożyście ziewnąłem. Byłem wyspany. Wstałem z łóżka lewą nogą, bo ona zawsze pierwsza dotykała podłogi i nie dlatego, że była dłuższa. U mnie takie wstawanie oznaczało początek radosnego dnia. Wiem, że inni ludzie to sobie zgoła odmiennie tłumaczą. Ale w ich świecie zasady mogą być odmienne od moich.

Poszedłem do kuchni i nastawiłem wodę na kawę. JAM siedział przy stole i oglądał liście storczyka stojącego na parapecie. Jakieś robaczki na nim się zagnieździły, a JAM je delikatnie zdejmował.

­– Wyspany? – zapytał.

– Tak! – odziewnąłem. – Zalej kawę, a ja zabiorę prysznic.

– Ok.

Gdy wyszedłem z łazienki, kawa stała na stole, posłodzona i zamieszana trzy razy w prawo i raz w lewo oraz dwa razy w górę i raz w bok. Zanurzyłem w niej swe królicze zęby i zagaiłem:

– Co to jest zazdrość? Skąd się ona bierze?

JAM podniósł zdziwione brwi znad szklanki. Rozejrzał się po kuchni i zapytał:

– Do mnie to mówisz serdeńko?

– Tak. Do Ciebie. A do kogo? Przecież nie ma tu nikogo innego.

– No mnie przecież też tu nie ma – zauważył.

– Odpowiesz?

­– Zazdrość to uczucie niższe, negatywne, które pojawia się wtedy, gdy sami nie jesteśmy pewni swojej wartości i możliwości. Można podzielić ją na materialną i uczuciową. Ta pierwsza jest wtedy, kiedy nasz sąsiad jeździ wypasioną BMWicą, a my tylko rowerem i mamy mu za złe, że my jesteśmy biedni, a on sobie lepiej radzi. Ta zazdrość jest zmieszana z nutką zawiści i szczyptą nienawiści. Jest to bardzo prymitywna mieszanka, ale za to bardzo destruktywnie wpływająca na naszą psychikę. Drugi rodzaj zazdrości, uczuciowy, pojawia się, gdy jako partner w związku nie jesteśmy pewni swojej atrakcyjności i obawiamy się, że nasz towarzysz może swoją uwagę skierować na kogoś bardziej od nas przebojowego. Pojawia się ona szczególnie u ludzi małej wiary, którzy swego partnera traktują jako swoją własność. Takie myślenie jest pozostałością instytucji małżeństwa, które z założenia zniewala dwoje ludzi i jedno drugiemu oddaje na własność. Zazdrosnymi są zwykle ludzie, którzy za największy swój sukces uznają posiadanie partnera. Taka zazdrość jest objawem chorobowym, gdyż jest ona jak najbardziej stresotwórcza, a co za tym idzie negatywnie odbija się na zdrowiu. Zazdrośnik najczęściej podejrzewa partnera o takie działania, które są mu znane z autopsji, czyli, jeśli on zdradzał żonę, to i ją o to podejrzewa, gdy ta wyjeżdża w podróż służbową.

– Mówi się niekiedy, że szczypta zazdrości nie zawadzi…

– To tak jakby powiedzieć, że odrobina bólu głowy jeszcze nikomu nie zaszkodziła. I to jest racja, tylko do czego jest potrzebny ból głowy? A do czego jest potrzebna zazdrość?

– Kobiety mawiają, że jak mąż nie jest o nią zazdrosny, to jej nie kocha.

­– Skoro tak mawiają do męża, to go tak programują i słowa ciałem się stają. Zazdrość jest uczuciem negatywnym, obniżającym nasze wibracje. Można przetransponować to powiedzenie i stwierdzić, że ten, kto naprawdę kocha, nie jest zazdrosny. Już o tym pisaliśmy. Związek powinien być taki, że jedno daje wolność drugiemu, a mimo to oni sami rezygnują z pewnych rzeczy, które dla dobra ich związku nie są potrzebne. W sytuacjach, kiedy obydwoje partnerzy rzadko się widują ze względu np. na charakter pracy, miłość powinna być silniejsza, podparta zaufaniem. Wtedy obydwie strony związku powinny zabiegać o to, aby tak postępować, jakby się chciało, aby partner postępował. Nie zbuduje się trwałego uczucia, kiedy dopuści się wyjątki od tej zasady. Jeśli każde będzie robiło to, co jemu pasuje, bez uwzględnienia w tych czynach wartości partnera, to drogi ich niebawem się rozejdą. Jeśli nie fizycznie, to psychicznie na pewno.

– A jak sobie z tym uczuciem poradzić?

– Ty sobie poradziłeś z tym wybornie. Powiedz co zrobiłeś.

– Hmmm… Wniknąłem w swoją głowę i zobaczyłem, jak wyglądają moje myśli, gdy jestem zazdrosny. Było to kłębowisko pnączy i chwastów, które jak węże wiły się nieustannie, zabierając światło i tlen pozytywnym myślom. Wziąłem duży sekator i odciąłem tą plątaninę od gleby mego mózgu i wrzuciłem do ognia. Spryskałem to miejsce preparatem przeciwko złym myślom i wtedy autentycznie poczułem ulgę, a uczucie zazdrości odeszło. Ale skoro ono u mnie się pojawiło, to znaczy, że jestem człowiekiem prymitywnym i małej wiary? Że jestem prostakiem?

– Wyrywanie chwastów z własnej głowy nie jest procesem szybkim i jednorazowym. Niekiedy może trwać latami, nim człowiek pozbędzie się większości zbędnych programów, uniemożliwiających mu radosne życie. Jeszcze dwa lata temu ten proceder u ciebie trwałby bardzo długo, a dziś wystarczyła chwila. Do wszystkiego trzeba dojrzeć i na wszystko jest odpowiedni czas. Poczułeś ulgę, gdy się od tego uwolniłeś?

– Tak. Jakby mi odpadła kolejna kula przyczepiona do mych pleców na łańcuchu, a którą wszędzie ze sobą targałem. Niepotrzebnie.

– Oczywiście, że niepotrzebnie! Jeśli chcesz z kimś być na długo, to daj mu wolność, a on niech korzysta z niej wedle swojego uznania. Niech doświadcza wszystkiego, co jest mu dane doświadczyć. Tego złego i tego dobrego. Po to każdy z nas się rodzi na tym świecie, aby samodzielnie przeżyć każdą chwilę i każdej chwili skosztować. Każdy z nas ma wolną wolę i sam powinien decydować, w jakim związku chce żyć. Jeśli dasz swojej partnerce wolność i pozbędziesz się całkowicie zazdrości, wtedy będziesz mógł żyć u jej boku w pełnej radości, aż zdecydujesz się zakończyć swoją wędrówkę na Ziemi. I ona będzie miała tak samo. Jednak taki związek jest możliwy tylko między kochającymi się i rozumnymi istotami. Tak jak zakochać się jest łatwo, tak zdobywanie rozumu może trwać latami. Mądrości nie można się nauczyć. Ją trzeba zdobyć, przeżywając doświadczalnie wszystkie zdarzenia na własnej skórze. Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra. Z perspektywy czasu każdy może dojść do takich wniosków.

– Czyli należy tolerować, to co nasz partner robi?

– To nie tak. Świadomy swojej miłości i mądry partner nie zrobi niczego, co zaszkodziłoby jemu i jego drugiej połówce. Tolerancja zaś oznacza godzenie się na pewne poczynania, z którymi tak do końca się nie zgadzamy. Polacy chełpią się swoją tolerancyjnością, a w gruncie rzeczy jesteśmy obrzydliwymi rasistami. Nie lubimy grubych, chudych, rudych, kalekich, blondynów, czarnych, innowierców, Murzynów, Ruskich, Arabów, Czechów, homoseksualistów, piłkarzy drużyny przeciwnej i ich kibiców, przeszkadzają nam bogaci i biedni, wysocy i mali, leworęczni, jąkający się i sepleniący. Dużo można by wyliczać. Nawet w kościele jedni na drugich patrzą podejrzliwie i z nienawiścią, bo ktoś założył jesionkę ciut ładniejszą od ich jesionek. Przekazując sobie znak pokoju, niekiedy przyczepiają do niego myśl: „bodaj by cię posr… za to, żeś lepszy ode mnie”. A Chrystus biedaczysko patrzy z krzyża i pluje sobie w brodę, że dla takich empatycznych ludzi dał się ukrzyżować. No cóż. Ludzie sami nie potrafią żyć i nie pozwalają żyć innym. Myślą, że wszystko, co obowiązuje w ich świecie, musi obowiązywać w świecie innych. Nie jest to prawdą, bo myśli każdego człowieka tworzą indywidualny świat, który z pozoru może się wydawać podobny. Nie można żądać, aby ktoś inny żył według naszych reguł, gdyż one nie muszą u niego działać poprawnie.

– A karma? Co to jest karma?

… szafy pełne kryształów, na których zapisywane są ludzkie doświadczenia. Na długim stole stał rząd pionowych szklanych rur, w których środku obracały się kryształowe kulki zawieszone w polu siłowym. Od każdej kuli wychodziły białe promienie, a one same były otoczone delikatną mgłą. Niektóre obracały się regularnie, inne podskakiwały. Zawieszone były na różnych wysokościach, a niektóre rury były już puste.

W głębi sali dostrzegłem smukłą istotę, która skinęła na mnie trójpalczasta dłonią. Miała dużą głowę osadzoną na cienkiej szyi i wielkie, ciemne oczy. Wskazała długim palcem jedną z rur, w której kulka była mniej więcej w jednej trzeciej wysokości i emanowała jasnoniebieskim, prawie turkusowym światłem.

– „To twoje życie” – usłyszałem w głowie. – „Jeszcze masz dużo do przeżycia i nie spieprz tego. Po tym życiu przeniesiecie się w wyższy wymiar”

Dopiłem spokojnie kawę. JAM siedział obok i dalej oglądał storczyka.

– Napisz jeszcze, że cały powyższy tekst nie jest poparty dowodami naukowymi i nie jest zaczerpnięty z żadnych książek, a jest tylko twoim subiektywnym odczuciem swojego świata. Każdy ma prawo identyfikować się z nim lub nie.

– A po co to?

– Żeby znów nie wyszło, że masz coś zablokowane…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret