Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Upały ustąpiły i przyszło ochłodzenie. Można już swobodniej oddychać i tak jakby deszcz się wahał: spaść, czy nie. Mam nawet wrażenie, że padał, ale w połowie drogi rozmyślił się i wrócił do chmury. Nie żebym narzekał na upały, bo i one w gruncie rzeczy są przyjemne, nawet na dłuższą metę. Każda aura jest na swój sposób dobra i każda ma swój cel. Nigdy nie trwa dłużej niż potrzeba. Nie chcę się tu rozwodzić nad celowością ulewnych deszczy, które powodują powodzie, czy długotrwałych susz. Nic nie dzieje się bez przyczyny, a wszystko dla naszego dobra. Już słyszę głosy, które protestują, że przecież powódź niszcząca dobytek nie dzieje się dla niczyjego dobra, a przynajmniej nie dla dobra bezpośrednio dotkniętych powodzią, czy inną klęską. Jednak gdyby się zagłębić w przyczyny tych zdarzeń, to zawsze ich źródło tkwi w poszkodowanych. Podobne przyciąga podobne. Jeśli myśli się o stratach, takowe się przyciągnie, jeśli myśli się o nieszczęściach, one przyjdą, jeśli myśli się o biedzie, ona się pojawi, jeśli życzy się źle innej osobie, to myśli się o jej niepowodzeniu i w rezultacie takowe przyciąga się do siebie. To, o czym myślimy, to przyciągamy.

Jednak nie o tym chciałem pisać. Obiecałem kilku osobom, że zapytam JAMa o małżeństwo. Dlaczego ono istnieje, dlaczego zawiera się je na piśmie i dlaczego po jakimś czasie ludzie będący w związku nie mogą już na siebie patrzeć i z najbliższych sobie osób stają się zaciekłymi wrogami. Tak się składa, że mam paru przyjaciół, którzy albo są jeszcze w związku, który jednak jest tylko na papierze, albo już złożyli wniosek o rozwód, albo są już po nim. We wszystkich tych przypadkach czują oni jakiś dyskomfort. Dlaczego?

– Pytasz? – JAM oglądał moje nowe obrazki. Były jeszcze mokre od werniksu i nieopatrznie zostawił swój odcisk na jednym. Odłożył je delikatnie na biurko, a ja udałem, że tego nie zauważyłem.

– Tak. Opowiedz mi o tym, co to jest właściwie małżeństwo i dlaczego ludzie rozstają się po jakimś czasie, choć było im ze sobą dobrze?

JAM sięgnął do blaszanego pudełka i wyjął z niego ostatnią miętową landrynkę i włożył do ust. Nawet nie zapytał, czy może ja wziąć i czy ja jej nie chcę. Ale z drugiej strony, po co miał pytać? Jest mną, tak jak ja jestem nim. Tylko istniejemy w różnych wymiarach.

– Nie będę to mówił o historii małżeństwa i skąd się ono wzięło, bo nie o to chodzi. Faktem jest, że to jak najbardziej sztuczny twór, który ma na celu przyporządkowanie sobie dwojga osób i niejako uczynienie jednego właścicielem drugiego i odwrotnie. Papier, który jest podpisywany, czy to w kościele, czy w Urzędzie Stanu Cywilnego, jest de facto zrzeczeniem się własnej wolności, na rzecz współmałżonka i złożeniem przysięgi, że nie wyjdzie się poza obręb pola ogrodzonego elektrycznym pastuchem. W kościele przysięga się dożywotnie ubezwłasnowolnienie. Tylko po co? Po co przysięgać sobie cokolwiek, jeśli nie jest się pewnym siebie, a tym bardziej drugiej osoby? Po co składać deklaracje, które jutro mogą okazać się przesadzone i z jakichś względów nie możliwe do spełnienia? Owszem. Gdy łączy się dwoje zakochanych ludzi, to swoją przyszłość widzą w różowych barwach. I słusznie! Tylko dlaczego tego widzenia nie utrzymują przez jak najdłuższy czas? Dlaczego z byle powodu zaczynają wątpić w swoje możliwości, a tym samym w swoje uczucie? Dlaczego nie słuchają swego serca i głosu intuicji, a kierują się tym, co radzą im inni? Proza życia. Zwykle kłopoty materialne powodują dysfunkcje w małżeństwie i miłość pryska. Ale przecież przed urodzeniem każdy świadomie wybiera narodziny w tym świecie, gdzie głównym Bogiem jest pieniądz i każdy ma zamiar pokonywać wszelkie trudności na swojej drodze życia. Po to się rodzimy, aby je pokonywać. Kiedy mamy przy sobie kochającą nas osobę, to o wiele lepiej nam to wychodzi. Jednak zwykle, gdy pojawiają się kłopoty w małżeństwie, miłość słabnie. Zapomina się o poczynionych deklaracjach, gdyż one się dezaktualizują. Pojawiają się pretensje, żale, złorzeczenia, groźby. I już bardzo ciężko jest doczekać do śmierci, która rozwiąże małżeństwo. A przecież „co Bóg złączył…”. Tylko po co Wszechwiedzący i Wszechmocny Bóg miałby łączyć małżeństwo, o którym z góry wiedział (bo przecież wiedział, bo wie wszystko), że jest skazane na niepowodzenie? I po co ten miłosierny Bóg z premedytacją skazywałby ludzi na cierpienie aż do śmierci? Bogu, czyli Najwyższej Możliwej Wibracji nie zależy wcale na jakimkolwiek kierowaniu ludzkimi losami, a tym bardziej na ustanawianiu jakichkolwiek zakazów czy nakazów. Człowiek rodzi się wolny i takim powinien być całe życie. Nie oznacza to jednak, że nie może być w żadnych związkach. Nie jest też nigdzie powiedziane, że każde małżeństwo zawarte w kościele, jest skazane na niepowodzenie. Nie! Bo przecież całe nasze życie zależy od nas samych i od tego, czy ulegniemy czyjejś presji, czy nie. A nawet jak ulegniemy, to czy czerpiemy z tego radość, czy nie. Nie jest ważne, co robimy w życiu, tylko czy mamy z tego autentyczną radość i zadowolenie. Każdy człowiek ma prawo być wolnym, ale i ma prawo sam z własnej woli ograniczać sobie tą wolność. Jeśli dwoje ludzi się kocha i chce być ze sobą, to logiczne jest, że nie chcą się skrzywdzić. Znaczy to, że jeśli wcześniej chłopak był bawidamkiem i kobieciarzem, to po wyznaniu swej partnerce miłości sam dobrowolnie rezygnuje z dawnego stylu życia, bo zachowując go, krzywdziłby ukochaną osobę. A tego nie chce. Ludzie, którzy pragną być ze sobą powinni się wyzbyć wszelkich nawyków, które mogłyby ranić ukochaną, ale i ukochana osoba nie powinna rygorystycznie domagać się ich usunięcia. Z jednej strony nie wolno krzywdzić partnera, ale i nie można też krzywdzić siebie rezygnując z wszystkich upodobań. Jednak prawdziwa miłość po stokroć wynagrodzi nam nasze wyrzeczenia. Nie zaborcza, nie egoistyczna, nieubezwłasnowolniająca i niepodyktowana nakazami z zewnątrz. Prawdziwa, partnerska, przyjacielska, dojrzała miłość jest w stanie zapewnić nam pełną wolność. Jeśli chce się przywiązać do siebie partnera, trzeba mu ofiarować wolność. Nieliczni to rozumieją. Jeśli ktoś chce nurkować w głębinach, musi się zaopatrzyć w odpowiedni sprzęt. Jeśli ktoś chce być z kochaną osobą jak najdłużej, to musi się też do tego odpowiednio przygotować. Związki zawierane na siłę, gdy partnerzy ledwo odrośli od ziemi, zwykle nie są udane, gdyż bazują na doświadczeniu innych, a nie własnym. A jak wiadomo, każdy ma inne życie i to, co dla niego jest dobre, dla kogoś innego może okazać się niewygodne…

– A dlaczego ta miłość wygasa? Powiedziałeś wszak, że to ze względu na trudności…Prawo Przyciągania

– Poczekaj! Nie przerywaj, bo jeszcze poprzedniego wątku nie skończyłem. Ależ ty raptus jesteś…

– No sorry Wodzu! ­– skuliłem uszy i przycupnąłem pod miedzą…

– Wiele małżeństw jest zawieranych, gdy w drodze jest dziecko. Rodzice naciskają na młodych, aby wzięli ślub, bo przecież to nie uchodzi, aby we wsi była panna z dzieckiem! Przecież to grzech przeokrutny i jaki wstyd od ludzi! I tu jest pies pogrzebany, że gro osób przykłada większą wagę do tego, co powiedzą inni, a nie co sami czują i co im serce dyktuje. Wychodzi na to, że żyją oni dla sąsiadów, znajomych, kierowników, dyrektorów, księży i biskupów, ale nie dla siebie samych. A przecież ani sąsiad, ani ksiądz nie wie, co jest dobre dla poszczególnych osób. Im tylko może się coś wydawać, ale pewni nigdy nie będą. Trochę to dziwne też jest, że Kościół rości sobie prawo do nauczania życia w rodzinie. Przecież w służbie kościoła w większości są księża, którzy sprzeciwili się woli Stwórcy i nie używają swego ciała w celu, do jakiego im zostało ono dane. Gdyby Bogu zależało na ich wstrzemięźliwości seksualnej to dałby im ciała eunuchów. Zarówno księżom, jak i zakonnicom. Jednak co niektórzy już idą z postępem i nie zasypiają gruszek w popiele. I chwała im za to. Ale to było tylko na marginesie. Jeśli człowiek żyje dla innych, a nie dla siebie, to skazany jest na niepowodzenie, bo nie dogodzi wszystkim. Pytałeś dlaczego miłość wygasa…

– Tak. Dlaczego się pojawia, płonie i wygasa?

– Miłość, to uczucie, które powoduje wysoką wibrację w ludzkich ciałach. Miłość szczera, bezwarunkowa i świadoma. Jej wibracja jest nieco tylko większa od wibracji orgazmu, który jest niewyobrażalnie wielkim narzędziem do podnoszenia wibracji. Jednak jest on krótkotrwały. Miłość może trwać wiecznie. Gdy połączy się miłość i satysfakcjonujące życie erotyczne i dużą dozą orgazmów, wtedy obydwoje partnerzy dosięgają najwyższych szczytów wibracji w ich doczesnych ciałach. Miłość bez orgazmów, to jak gramofon bez głośników. Zauroczenie inną osoba, zainteresowanie nią pojawia się, gdy wibracje obiektu zainteresowań w jakiś sposób odpowiadają naszym myślom o nim. Czyli gdy przyciągniemy do siebie obiekt naszych marzeń, który choć w pewnym stopniu im odpowiada. Niekiedy uczucie rodzi się powoli, a niekiedy już po kilku dniach partnerzy czują, że są dla siebie stworzeni. Jeśli obydwoje to czują, to zaczynają postępować tak, aby im obojgu było dobrze. Jeśli jedno zacznie skupiać się tylko na sobie, to w pewnym momencie zacznie krzywdzić partnera i miłość szybko wygaśnie. Uczucie rozwija się, kochankowie się poznają coraz lepiej i jeśli chcą nadal być ze sobą, to dalej robią wszystko, aby im obojgu było dobrze. Kiedy w pewnym momencie następuje jakiś rozdźwięk i pojawiają się pierwsze zgrzyty, to znak, że miłość słabnie i jeśli się nie wprowadzi korekty, to zakończy się. Ale nawet zakończenie miłości może być wspaniałą sprawą! Oczywiście, jeśli się odpowiednio na to spojrzy. Ludzie nie zawsze mogą dawać sobie więcej niż sami mają. Jeśli osiągają ten limit, to uczucie wygasa i to jest naturalne. Różowe okulary znikają, bo spełniły już swoją rolę. Czas dla nich się skończył. Człowiek ma szukać własnej drogi do szczęścia i szukać jej tam, gdzie jest radość. Jeśli miłość wygasa i związek rozpada się, to partnerzy powinni sobie podziękować za wspólnie spędzony czas i za to, że mogli być razem i uczyć się życia przy sobie. Obydwoje dali już sobie to, co mogli i więcej dla siebie nie mają. Rozstają się w przyjaźni i zgodzie. To tak fajnie mi się mówi, ale miłość i związki są dla inteligentnych ludzi. Zwykle rozstania kończą się łzami, wyzwiskami i innymi tego typu ekscesami. Ale to tak, jakby psioczyć na to, że wypiło się już wszystką wodę z butelki i więcej w niej nie ma. Co wtedy zrobić? Nie płakać tylko sięgnąć po drugą butelkę i zaspokoić swoje pragnienie. Żyjemy po to, aby czerpać radość z życia, a nie smutek! Jeśli jeden związek się wypalił, szukamy następnego, który już będzie lepszy, mądrzejszy i bardziej radosny. Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra. Rozstanie, to tylko zamknięcie jednego etapu, aby zaczął się kolejny. Trwanie w związku, w którym nie ma miłości, a tylko złość i nienawiść jest bardzo nieodpowiedzialne i wręcz szkodliwe. Jak najszybciej należy zakończyć taki stan, a nie obawiać się skutków jego zakończenia. Czy gdy wyjmiemy drzazgę z palca, to ból nie ustąpi? Są związki, które trwają od dziesięcioleci i miłość w nich ciągle rośnie, ale one są tylko po to, aby dać świadectwo niedowiarkom. I teraz wychodzi nienaturalność związków małżeńskich, które są tworami wymuszonymi i sztucznymi. Małżonkowie, którzy mieli wpojone do swoich pustych łbów, że jedno jest własnością drugiego, nie mogą się pogodzić z kwestią rozwodu i wpadają w szał. Piana im się z pysków obojga płci toczy, bo nie mogą zrozumieć, jak to możliwe, aby ich prywatne majtki nagle chciały odzyskać wolność i same decydować na czyim tyłku będą leżeć… Takie rozumowanie, to wina systemu, w jakim żyją. Jeśli im w takim systemie dobrze, to ok. Niech czerpią z niego radość. Żadnych krucjat więcej, bo niejedno tsunami Saharę stoczyć może. Nie wiadomo, kto z nich pierwszy z brzegu i komu w niebie za grzechy z torby strzelą. Niech każdy żyje własnym życiem, ale niech nie nakłania innych do tej samej drogi. Nie na siłę i nie pod groźbą kary. Każdy sam musi wybrać swoją drogę i może być ona zbieżna z drogami innych. Najważniejsze, aby była wybrana samodzielnie, dobrowolnie i świadomie.

– Tylko jak to ma się do Prawa Przyciągania? Gdzie w upadającym związku podobne przyciąga podobne? Przecież obydwoje chcą by ich szczęście wiecznie trwało?

– Jeśli pojawiają się jakieś zgrzyty, jakieś niedomówienia, jakieś delikatne niedopasowania, to w podświadomości one urastają do rangi destrukcji i zakończenia związku. Człowiek zaczyna tak postępować, aby zgodnie z sugestią podświadomości związek zakończył się. Podobne przyciąga podobne. Ludzie niby chcą czegoś innego, a robią coś innego. Ale to tylko dlatego, że wyczuwają, iż nie mają już sobie więcej do zaoferowania. Nic poza tym. Każdy wtedy winien iść w swoją stronę i szukać swego szczęścia. Nikt nie jest własnością nikogo i żaden system nie może przymusić nikogo do tego. Każdy ma wolną i ta zasada również obowiązuje w tym i wielu innych Wszechświatach…

– I nie ma to tamto…

Jedna odpowiedź na 23. Szukanie swego szczęścia, czyli małżeństwo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret