Mój YouTube
Pierwszy wpis na blogu
Prawo Przyciągania, the secret

Kiedy człowiek doświadcza zła, kiedy nie może sobie z niczym poradzić, wtedy dopadają go czarne myśli. Kolory tego świata gdzieś odpływają, a otoczenie staje się bezbarwne i przygnębiające. Czego się nie tknie, to mu nie wychodzi. Coraz bardziej się pogrąża, traci wiarę i popada w depresję. Coraz ciężej mu się podnieść, gdyż nie widzi szansy dla siebie. I tak się zapętla. Ten fragment zna z autopsji ogromna większość ludzi, ale tylko niewielu udało się przezwyciężyć swoje słabości. Wielu poddało się i zresetowało. Wiele dopuściło się czynów, o które nigdy by siebie nie podejrzewali. A przecież zło, to tylko mniej dobra. Wszystko zależy, jak na daną sprawę spojrzymy. Tyle, że niekiedy będąc w dole, nawet fragmentu nieba nie można zobaczyć, gdyż jest on tak głęboki. Ono mimo wszystko jest u góry i nie zniknęło. Człowiekowi będącemu w depresji wydaje się jednak, że świat się dla niego zawalił. Że nic dobrego już mu się nie może przydarzyć. Ale dobry świat cały czas istnieje. Zło, które trapi nieszczęśnika istnieje tylko w jego głowie, gdyż dał się ponieść innej fali i ciężko mu się wydobyć z tych odmętów.

Wiem coś wszakże na ten temat, bo przez jakiś czas sam wpadałem w różne dołki, ale zawsze udawało mi się z nich wyjść. Głównie dzięki zmianie swojego myślenia. To, że dzisiaj jest źle, jest wynikiem naszych wczorajszych myśli. Jeśli będziemy ciągle myśleć o złych chwilach, to dobre się nie pojawią. Chociaż o wiele łatwiej nakręcać się negatywnie, gdy jest się w tym stanie, niż myśleć o pozytywach, gdy się nie ma grosza przy duszy, a rachunki się drą o płacenie. Pewnie, że przestawić się na lepsze myślenie bez dobrych bodźców jest ciężko. Ale to wiara czyni cuda. Wiara przede wszystkim w siebie, wiara w jakiegokolwiek Boga, że on nam pomoże, wiata w talizmany, amulety i inne tego typu rzeczy. Bo nie jest ważne, w co się wierzy. Ważna jest sama wiara w nasz sukces, a nie kto, czy co nam w tym pomoże. Wierząc, że nam się uda, tworzymy w naszej głowie obraz sukcesu, który generuje pozytywne myśli, a z kolei te kształtują naszą rzeczywistość. Jeśli postaramy się, mimo wszelkich przeciwności, naprowadzić nasze myślenie na pożądane tory, to nasz świat ukształtuje podług naszych myśli. One są wibracjami. Czym pozytywniejsza myśl, czyli taka, która sprawia nam autentyczną radość, tym wibracja większa. Świat materialny to też wibracje, które odbieramy naszymi zmysłami. W myśl zasady, że podobne przyciąga podobne, myśl mająca daną wibrację przyciąga odpowiednią rzeczywistość. Myśl o biedzie nie przyciągnie bogactwa, a myśl o chorobie nie doprowadzi do wyzdrowienia.

Niekiedy jednak dzieje się coś takiego, czego nie można w żaden sposób zrozumieć. Pomimo dobrych myśli nic się nie udaje. „Przeciwność losu” jest wręcz namacalna na każdym kroku. Cokolwiek człowiek by zrobił, to wychodzi nie tak, jak się planowało. Tak, jakby ktoś niewidzialny robił nam na złość. Niektórzy mówią, że to klątwa działa, którą ktoś na nas, albo na naszego przodka rzucił. Sam czegoś takiego doświadczyłem. Ale co to takiego ta klątwa? Jak może coś takiego na nas działać, skoro tylko my mamy wpływ na nasze życie?

– Heloł! JAM! Choć no tu do mnie Mysiu-Pysiu – zawołałem bezgłośnie w przestrzeń. Wiedziałem, że JAM gdzieś tam jest, a miałem do niego kilka pytań.

Przez dłuższą chwilę nic się nie działo, aż spod sufitu zaczęła się ulatniać mgła. Najpierw ledwo zauważalne smużki, które z czasem gęstniały i kłębiły się. Róg sufitu stał się niewidoczny, a we wnętrzu tej mgły pojawił się jakiś migoczący kształt. Stawał się coraz intensywniejszy i bardziej migotliwy. Żółto-niebieskie światło przedzierało się przez mgłę, która objęła już pół sufitu i dwie ściany. Słychać było delikatne brzęczenie, podobne do dźwięku świetlówki. Coraz jaśniejsze światło i donośniejszy dźwięk kłębiły się we mgle, z której poczęły wylatywać różnokolorowe malutkie iskierki. Krążyły w powietrzu, jakby czegoś szukając.  Siadały na meblach, firankach i podłodze. Zdawały się żywo ze sobą dyskutować, a nawet spierać się. Niektóre przenosiły się na inne miejsce, jakby poprzednie było mniej wygodne. Mgła kłębiła się przyjmując konsystencje dymu. Jednak nie miała żadnego zapachu. Kształt we mgle stał się na tyle wyraźny, że rozpoznawałem w nim jakąś postać. Niskiego wzrostu, o baryłkowatym tułowiu, dużej głowie i wielkich czarnych oczach. Skórę, czy ubranie miała szare, jakby wpadające w błękit. Krótkie nóżki były zakończone płaskimi stopami,

– „Jezusie Pacanoski” – pomyślałem trochę wystraszony. – „Ufok!”

Co u diabła robił u mnie ufok? Zeskoczył z sufitu i wolno zbliżał się do mnie, wyciągając swoją trójpalczastą dłoń, zakończoną przyssawkami. Wyglądało to tak, jakby chciał mnie złapać za szyje i wypić mi krew. No takie miałem odczucie! Siedziałem na wersalce i mocniej wbijałem się w jej oparcie, czując się coraz mniej komfortowo. Jego przeraźliwie czarne oczy wpatrywały się we mnie, a w ich głębi zdawałem się widzieć cały Wszechświat. Podszedł do mnie i położył swoje obślizgłe macki na moim ramieniu. Przezroczysty, meduzowaty śluz ubrudził mi koszulę.

– Wołałeś mnie Jarku? – z drobniutkich ust Ufoka wydobył się mój głos, który mógł być tylko głosem JAMa. – Oto jestem.

– To ty? – groteskowo musiałem wyglądać z wybałuszonymi oczami. – No niezłe jaja sobie ze mnie zrobiłeś! Co ci odwaliło, żeby mi się w ten sposób pokazać? Ja tu odchodzę od zmysłów, że inwazja ufoków i mnie na narządy chcą zabrać, a ty uradowany cudujesz jak potłuczony! Już zapomniałem, żeś zdolny do takich pierdół!

Trochę mnie zdenerwował, ale w końcu nie powinienem się dziwić. Jest mną a ja, jak i on, też niekiedy robiłem niezłe jaja. Jest moją Istotą Wyższą, która ja wyobraziłem sobie na swój obraz i podobieństwo. Albo on mnie sobie wyobraził… Już nie wiem, kto kogo…

– Po pierwsze primo – zaczął JAM – nie pisałeś nic od ponad miesiąca i wypadało coś ciekawego na powitanie dać. Po drugie primo, to nie ja sobie jaja z ciebie robię, tylko ty sam. Przecież ja to ty, a ty to ja. Tyle, że ja jestem w innym wymiarze, a ty na ziemskim łez padole.

– No tak, no tak, no tak – odparłem. Byliśmy jednym, ale jakby rozdwojonym bytem.

­– Czego więc pragniesz? Jakie masz do mnie pytania?

– Zupełnie zapomniałem, co chciałem od ciebie…

– To przeczytaj to, o czym wcześniej pisałeś.

– Tak… – przewinąłem ten tekst, który obecnie piszę do góry i znalazłem interesujący mnie fragment. – Powiedz mi, na czym polega klątwa. Ciągle mi mówisz, że tylko ja mam wpływ na swoje życie i nikt nie może mi nic w nim zmienić bez mojego zezwolenia, a tu dowiedziałem się, że nade mną wisi klątwa, która wszystko mi psuje w życiu.

– I nadal to podtrzymuję. Nikt nie może zmienić twojego życia bez twojej zgody. Nie będę tu wyciągał szczegółów twojej klątwy, ale ty doskonale pamiętasz słowa, które cię przeklęły i wiesz, kto to zrobił.

– Tak. Pamiętam, ale nie przywiązywałem do tego wielkiej wagi.

– Jednak oddźwięk słów, ich waga i ton, w jakim były wypowiedziane, sprawił, że wbiły się głęboko w twoją pamięć. Od chwili ich wypowiedzenia twoje życie zaczęło się pogarszać, choć ty świadomie niczego złego nie robiłeś. Nawet starałeś się je polepszyć podejmując różne decyzje, które z biegiem czasu okazywały się jednak chybione. To program klątwy, który sam sobie wgrałeś tak kierował twoim postępowaniem, aby w końcu nic ci się nie udawało. Praca, związki wszystko brało w łeb. A to tylko dlatego, że podświadomie działał ten program. To ty sam tak robiłeś, aby nic ci się nie udało. Nawet twoje malowanie nie przynosiło oczekiwanych efektów. Dosięgnąłeś swojego dna, bo dla ciebie jest to dnem, gdy po zapłaceniu ZUSu zostaje ci 4 złote w kieszeni, a ty nie masz żadnej pracy i twoja działalność daje tylko straty. Skoro jednak osiągnąłeś dno, to znaczy, że poczułeś grunt pod nogami i możesz się od niego odbić. Wiele osób dotykając dna, siada na nim i płacze. A dno, to przecież idealna odskocznia! To moment, kiedy można zmienić swoje życie! To rzeczywista szansa, ale tylko dla ludzi, którzy wierzą w siebie. Człowiek małej wiary siądzie na dnie, będzie lamentował, narzekał i grzebał nogą w piachu, mącąc dalej swoje życie. Inny dostanie wiatr w żagle i poszybuje ku niebu. Nigdzie nie jest powiedziane, że jeśli człowiekowi jest źle, to zawsze tak być musi. To człowiek decyduje o swoim życiu, a jakie ma myśli, takie ma życie. Tyle, że można odnieś wrażenie, że niektórzy uwielbiają się umartwiać, a w rzeczywistości oni nie potrafią sami z tego wyjść i potrzebują pomocy. Chyba, że taką pomoc odrzucą, to będą się kisić dalej w swoim mule. Ale to jest ich życie i ich wola. Każdy jest wolnym człowiekiem i ma takie życie, jakie ma myśli.

– Ale taką klątwę można zdjąć. Jak to się dzieje, są osoby, które tego dokonują? Przecież klątwa, z tego, co mówisz, to moje myśli zapisane w podświadomości.

– Jak sam powiedziałeś klątwa, to twoje myśli. Myśli to zaś wibracje w tym przypadku o bardzo niskiej częstotliwości. Są osoby, które wyczuwają te skupiska niskiej energii i mogą określić różne ich szczegóły. Niektóre z nich widzą aurę i na jej podstawie określają przypadłość. Mogą powiedzieć np., czy klątwę rzuciła bliska, czy obca osoba. Jednak same z siebie nie mają mocy zdjęcia klątwy. To ty decydujesz, czy wierzysz w zdjęcie klątwy i odwrócenie pecha, czy nie. To ty decydujesz o swoim życiu, a osoba zdejmująca klątwę ma ci w tym pomóc. Tak samo jak talizman czy Bóg. Ty sam kasujesz program klątwy i ty sam go wgrywasz. Jeśli uwierzysz w zdjęcie klątwy, to po krótkim czasie odczujesz poprawę. To jest siła wiary. Zakończysz nieodpowiednie aspekty swego życia, a zaczniesz nowe, pozytywne. Jeśli tylko będziesz myślał pozytywnie, to twój świat stanie się lepszy i pojawią się radośni ludzie. Ci nieprzychylni i ściągający cię w dół, znikną ze zgrzytaniem zębów. Daj czas czasowi, a wszystko wróci do normy.

­– Co w przypadku klątwy dziedziczonej?

– Tu jest trochę inaczej. Jeśli przeklęty został nasz przodek i klątwa nie została zdjęta to ta zła energia niejako doczepia się do nowonarodzonych. Jest powielana w ich ciałach i taki człowiek poniekąd skazany jest na niepowodzenie. Ale z drugiej strony dusza wybiera świadomie takie „przeklęte ciało”, aby mogła zyskać więcej pozytywnej energii zrzucając klątwę i czerpać radość. Jednak w czasie życia dusza zapomina, po co się urodziła i tłamsi się swoimi niepowodzeniami. I jeszcze jedno na marginesie. Ważna jest względna wartość energii, która się pozyskuje w ciele. Jeśli dusza wejdzie w ciało kalekie, albo przeklęte i poradzi sobie z „nieszczęściem” uzyskując za życia radość, to jej bilans energetyczny będzie większy, niż gdyby się urodziła zdrowa i w bogatej rodzinie. Czyli wbrew pozorom osoby od urodzenia obarczone jakimś ujemnym fatum są w lepszej sytuacji, gdyż, jeśli same to zrozumieją i zawalczą o siebie, mogą o wiele więcej zyskać w takim życiu. Ludzie jednak wolą płakać i narzekać, niż podnieść się i czerpać radość. Ale każdy ma indywidualny sposób na życie i ma do niego prawo.

– Są jeszcze jakieś byty, które egzystują w nas i coś nam złego robią. O co tu chodzi?

– To trochę inna sprawa. Nie są to jednak byty w potocznym rozumieniu, ale pozostańmy przy tej nazwie. Są to skupiska energii, nie koniecznie złej, które przylepiają się niejako do człowieka, potęgując jego własną energię. Jeśli człowiek jest smutny i wysyła niskie wibracje, to podobne byty przyciąga, które jeszcze pogarszają jego nastrój. Jeśli jest radosny, to odwrotnie. Przyciąga byty o wysokiej wibracji. Zauważyłeś zapewne, że jak ktoś ma pecha, to niekiedy tak notorycznego, jakby rzeczywiście ktoś mu w życiu mieszał. Jeśli ktoś ma zaprogramowaną klątwę, to i jakieś złe byty też do niego przylgną. I wtedy już jest amelus (jak mawiał kolega Klakier). Taki człowiek tak się pogrąża, że ostatecznie skłonny jest się zresetować, czyli popełnić samobójstwo. Z drugiej strony jak to mówią: bogatemu diabeł dzieci kołysze. Bogaty człowiek powinien być szczęśliwy, choć często tak nie jest, tak jak i biedny nie musi być koniecznie nieszczęśliwy. Jeśli człowiek nie ma podstaw do złych myśli, a do tego może przyczynić się posiadanie odpowiedniej ilości pieniędzy, to u niego sukces goni sukces. Dzieje się tak dlatego, że jego pozytywne myśli przyciągają coraz więcej pozytywnych bytów i jego rzeczywistość jest tylko pozytywna. U takich ludzi nie ma miejsca na porażkę. Ona się u nich źle czuje i dlatego się nie pojawia. U pesymisty dobro się źle czuje i nie ma się czemu dziwić. Tak działa Prawo Przyciągania. Podobne przyciąga podobne.

– A co to jest „złe oko”? To też w jakiś sposób oddziałuje źle na człowieka pomimo, że nie ma tu słownego kontaktu. Osoba urzeknięta nawet nie wie, że ktoś na nią źle spojrzał.

– Wszystko jest wibracją. Ludzie nie porozumiewają się tylko werbalnie. Kontakt następuje też na planie niematerialnym, wibracyjnym. Często się zdarza, że gdy widzisz jakiegoś człowieka pierwszy raz i nawet nie rozmawiając z nim, czujesz sympatie lub antypatię. To właśnie wibracje, jakie emanuje dany człowiek, dają takie odczucia. Są ludzie, którzy podświadomie wysyłają „złe oko” powstające wskutek ich złej myśli o danym człowieku. Jest to potężna dawka niskich wibracji, która zakłóca pole zaatakowanego. Objawia się to u niego bólem głowy, czy nawet nudnościami. Stosowane w tym przypadku odczynianie uroku, polegające na otarciu bielizną osoby bliskiej, przynosi ulgę, jeśli bielizna jest nasączona pozytywna energią właściciela. Zamiast bielizny może to być też położenie dłoni na ramieniu.

– Niekiedy ciężko jest to pojąć, że wszystko w naszym życiu zależy tylko i wyłącznie od nas.

– A to dlatego, że od maleńkości człowiek jest programowany w ten sposób, aby przynosił zyski określonym elitom, a nie sobie. Jest szczepiony, aby potem zachorował na inne choroby i dał zarobek lobby farmaceutycznemu. Człowiek jest odciągany od wiary w siebie, bo utłamszony życiem jest łatwym obiektem do manipulacji. Dlaczego tępiło się medycynę tak zwaną „niekonwencjonalną? Bo propagowała leczenie bez lekarstw, a tym samym zmniejszała zyski odpowiednich osób. Niekiedy trutka na szczury nie działa po jej połknięciu, albo zwykła herbata może wywołać niestrawność.

– Idziemy się kapać? Już wieczór – przerwałem JAMowi, bo zauważyłem, że się nakręcał i gotów był jeszcze komuś tyłek obsmarować.

– Ja nie idę. Ty jesteś materialny, to i się zawsze w czymś upaćkasz. Ja tam jestem nieskazitelnie czysty. Tylko ty, jako moja końcówka w materialnym świecie jesteś ubrudzony i musisz się kapać.

– No nieźle! Twoja końcówka!

– Oj tam, oj tam. Czepiasz się słów. Ale zapewniam cię, ze wiele istnień chciałoby mieć taką dobrą końcówkę.

– Gdzie chciałoby mnie mieć???

– Ha!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wnuczka Emilka
*
Stock Photos from 123RF
Prawo Przyciągania
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
Jarkos, YouTube
Jarkos, YouTube
"Pocztówki Myślowe"
"Prawo Przyciągania w praktyce"
"Pińczów w 3D"
"Pińczowskie Artały"
"Jarkos Foto Art"
ebook JAMCITO
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret