Spis treści
Spis Wpisów
Spis Wpisów

Kilka dni temu rozpoczął się u mnie proces oczyszczania organizmu z nawarstwionych toksyn, które spożyłem w pokarmach, w płynach i które dostały się do mnie wraz z powietrzem. Zaczął się on wysoką gorączką, ponad 39 stopni, obfitym poceniem, delikatnym kaszlem i katarem. Następnego dnia gorączka spadła, a katar i kaszel nasiliły się. Pocenie było bez zmian. W trzecim dniu oczyszczania gorączka ustąpiła całkowicie, a nawet za bardzo się wahnęła, bo rano miałem niecałe 36 stopni. W południe temperatura była już 36,6 i ciągle się utrzymuje. Katar i kaszel się zintensyfikowały, a pocenie zelżało. W moim głosie słychać jeszcze proces oczyszczania.

Nawet w takim małym Pińczówku trudno jest utrzymać się z dala od toksyn, które są w żywności kupowanej w sklepach, w napojach, czy w wodzie kranowej. Owszem można jeść zdrowo wyszukując odpowiednie pokarmy, pić wodę ze źródła wypływającego u stóp Góry Zamkowej, ale lenistwo utrudnia prowadzenie takiego stylu życia. Równie trudne jest oddychanie świeżym powietrzem, bo wszędobylskie spaliny również zatruwają nam organizm, a i inne toksyny są rozpylane w powietrzu. Nawet mieszkańcy wsi nie są wolni od spalin. Co prawda w lasach ich nie ma, ale ilu z nas mieszka w głębi lasu?

Gorączka, która mnie powaliła i zakazała wszelkiej aktywności, powodowała odseparowanie toksyn z komórek i uwolnienie ich do krwioobiegu, który przekazał je do nerek, gruczołów potowych i do płuc. Gruczoły potowe, jako najbardziej szybkie w usuwaniu toksyn, zaczęły swą pracę od razu. Na bieżąco usuwały zbędne naleciałości. Płuca chciały zdobyć więcej tego materiału, aby ostrzej i jeszcze skuteczniej usuwać większe ilości toksyn na raz.

Wziąłem sobie urlop na czas zdrowienia. Oczywiście, że mogłem iść, czy zadzwonić do lekarza, aby dał mi zwolnienie. Bo lekarstw mi żadnych nie potrzeba. Choć planowałem ciut inaczej spędzić urlop i w nieco późniejszym terminie, to jednak zdecydowałem się na taką formę wypoczynku. I jakoś to oczyszczanie nie doskwiera mi znacząco. Nawet wysoka temperatura mnie nie przerażała. Gdyby podniosła się wyżej 40 stopni, to wtedy wszedłbym do wanny z zimną wodą. A gdyby moje ciało przesadzało dalej z temperaturą, to wtedy sięgnąłbym po środki zbijające gorączkę.

W stanie podwyższonej temperatury przyszła mi do głowy taka opowiastka: Rzecz dzieje się w równoległej rzeczywistości, w bliżej nie określonej krainie. Do sklepu wchodzi kaszlący mężczyzna i smarkający co chwila w szmacianą chusteczkę. Bierze jabłka w rękę, po chwili odkłada i bierze inne. Wkłada do koszyka cebulę, mleko, dżem i inne, potrzebne mu produkty. Przy sąsiednim regale stoi kobieta, która z dezaprobatą przygląda się kaszlącemu mężczyźnie. W końcu nie wytrzymuje i mówi:

– Dlaczego pan przychodzi do sklepu chory i zaraża innych ludzi???

– Ale ja nie jestem chory… – odpowiedział zaskoczony mężczyzna.

– Jak to nie jest pan chory? Przecie widzę, że pan kaszle i smarka na potęgę!

– Ale powtarzam pani, że ja nie jestem chory. I na pewno nikogo nie zarażam.

– Co pan za bzdury opowiada??? Na pewno rozsiewa pan tu mnóstwo wiraasów i zaraża tu wszystkich!

– A skąd pani to wie, że zarażam?

– No jak skąd? Przecie to jest wiadome, że jak się kaszle, to się zaraża.

– Ok. A czy uważa pani, idąc pani tokiem myślenia, że wszyscy w tym sklepie mogą się zarazić ode mnie w identycznym stopniu.

– No może nie wszyscy. Bo niektórzy zapewne są odporni. No ja na pewno nie jestem odporna!

– A dlaczego część ludzi nie jest odporna?

– No bo stres im układ odpornościowy rozwalił! – Kobieta już miała dość polemiki z mężczyzną. Zamiast odpierać jej ataki, zadawał jej pytania i to on przejął inicjatywę. Nie odpuszczał. Pytał dalej.

– A skąd ten stres?

– A ze strachu przecie!!!

– A czego się pani boi?

– No zachorować! I śmierci się boję!!! – kobieta prawie wyła z wściekłości.

– A kto panią straszy?

– Nikt mnie nie straszy! Przecie wszędzie mówią, w telewizji mówią, że choroby grasują, żeby się izolować, robić to i tamto jeśli nie chce się zachorować.

– I zapewne strasząc panią, namawiają panią do brania jakichś preparatów…

W tym momencie obudziłem się zlany potem i musiałem się przebrać. Tym razem przebrałem się za marchewkę w sosie truskawkowym.

W czasie mojego wypoczynku, leżąc wygodnie, prażony ciepłem i obmywany wodą, pochodzącymi z mojego ciała, zrobiłem sobie maraton filmowy. Wszystkie filmy ujęte w maratonie oglądałem już wielokrotnie, ale teraz utkwiło mi przesłanie zawarte w Godzilli z 2019 roku. Ogólnie rzecz ujmując, chodzi tam o to, że Matka Ziemia ma swój system obronny w postaci tytanów, czyli olbrzymich zwierząt, które, gdy zachodzi potrzeba, przywracają równowagę na Ziemi.

Tytani budzą się, gdy na Ziemię przybywa ktoś obcy, kto chce jej w jakiś sposób zaszkodzić i walczą z nim. Czyli, gdy toksyna dostaje się z zewnątrz. Ze szkodnikami, jakimi są ludzie, Matka Ziemia radzi sobie samodzielnie powodziami i innymi kataklizmami. W filmach, szczególnie tych sf, ukrytych jest dużo prawd, które ze mną rezonują, a ja potrafię je dojrzeć. W filmie Godzilla kontra King Kong poruszona jest hipoteza pustej Ziemi, którą pierwszy raz poznałem w dzieciństwie, czytając książkę Juliusza Verne Podróż do wnętrza Ziemi.

Hipoteza fascynująca, a moja intuicja mi podpowiada, że to nie tylko hipoteza. Jednak chyba nie jest tak, jak obiło mi się o oczy, że Ziemia, to taki balon, który w środku jest pusty i tam toczy się inne życie.

– Oczywiście, że nie jest tak – to JAM wychynął z mojego marchewkowego przebrania. Był trochę upaprany sosem truskawkowym i papryczką chilli, którą w ilościach żadnych dodałem do przebrania.

– Czyli pusta Ziemia to bajka?

– A niech Pambuk broni! To żadna bajka. Tyle, że nie jest tak, że Ziemia cała jest pusta. Bardziej przypomina ser szwajcarski. W środku jest gorące, płynne jądro, a w ciele Ziemi jest mnóstwo ogromnych jaskiń z własnymi ekosystemami. Wiele jaskiń jest ze sobą połączonych, a mnóstwo odizolowanych. Na „naukowych” przekrojach Ziemi pokazane jest, że górny płaszcz i strefa przejściowa są lite. W rzeczywistości są one podziurawione.

– Mówi się, że we wnętrzu Ziemi żyją inteligentne cywilizacje…

– Owszem. Żyją we własnym świecie od milionów lat.

– A wiedzą o nas?

– Niekiedy wychodzą na powierzchnię i sprawdzają, czy jeszcze istniejecie.

– Czy istniejemy?

– Wiedzą, że jesteście wrzodem na tyłku Ziemi i sprawdzają, czy już wrzód pękł.

– Znam teorię, która mówi,  że w wewnętrznej Ziemi mają swoje słońce, podobne do naszego, tylko mniejsze. Jak sobie radzą z ciemnością?

– Różnie. Ale nie mają słońca podobnego do tego na zewnątrz. W jednych światach wewnętrznych nie mają światła w ogóle i posługują się echolokacją dźwiękową. Zresztą widzenie światła odbitego od przedmiotów, to też echolokacja, tylko świetlna. Widzenie dźwiękiem jest identyczne z widzeniem światłem, tylko odbywa się na innej częstotliwości. W innych światach wykorzystują bioluminescencję, promieniowanie kryształów lub mają urządzenia przetwarzające ciepło na światło. Ogólnie mówiąc radzą sobie wyśmienicie.

– A dlaczego nie jest to publicznie wiadome, a skrzętnie skrywane, że pusta Ziemia, w sensie, że we wnętrzu Ziemi toczy się życie, to nie mit?

– Ludzie nie są gotowi na takie wiadomości i nigdy w tej odsłonie nie będą. Oczywiście poza wyjątkami. Istoty Niskowibracyjne są bardzo destrukcyjne, zachłanne i samolubne. Ich symbionty takie są. To nie są osoby empatyczne, czujące, świadome czegoś więcej. Gdyby byli pewni, że we wnętrzu Ziemi coś się dzieje, to poszliby tam i zniszczyli tamte światy dla własnych korzyści. Tak jak niszczą swoje środowisko. Dlatego lepiej jest utrzymywać taką wiedzę w kanonach teorii spiskowych, wymysłów folarzy i oficjalnie wyśmiewać ją. Dla dobra światów wewnętrznych. Ci, którzy usilnie chcą udowodnić, że we wnętrzu Ziemi jest życie, lepiej żeby przestali to robić. Dla dobra tego życia. W filmach, które oglądasz, też jest pokazane, że zawsze znajdzie się ktoś, kto chce dla własnych korzyści zniszczyć coś, co zostało odkryte. Hiszpanie wybili Inków dla ich złota. W imię Boga ich wybili. Ludzie nie są gotowi. Zdecydowana większość nie jest gotowa.

– A co z płaską Ziemią?

– Kiedyś powiedziałeś, że wierzą w nią istoty dwuwymiarowe, które ewoluowały do trzech wymiarów. Skoro tak powiedziałeś, to taka opcja też istnieje. Jednak Płaska Ziemia, to jedna z tych odizolowanych komnat, które nie mają kontynuacji. Inkarnacje w niej są koliste, czyli czas tam leci po okręgu, czyli odległa przyszłość, to także odległa przeszłość. Są Istoty Wyższe, które lubią tam inkarnować, ale nie są one starymi duszami. Inkarnując w naszej rzeczywistości mają one naleciałości z tamtej komnaty i dlatego propagują tu tą teorię płaskiej Ziemi, która tu jest fikcją. W komnacie Płaskiej Ziemi teoria Ziemi kulistej jest fikcją.

– Przecież mogą to łatwo sprawdzić, czy ta Ziemia jest płaska, czy kulista. Niech wszyscy wyznawcy prawdziwości teorii płaskiej Ziemi zbiorą kasę, wyznaczą kilku delegatów i zapłacą Elonowi Muskowi, a on z chęcią ich wyśle w kosmos na taką odległość, że sami albo potwierdzą swoją wiarę, albo jej zaprzeczą.

– To by było najłatwiejsze. Jednak istnieje dla nich ryzyko, że ich religia by padła, a wahadło nie miałoby pożywki. Póki jest karma w postaci wiary i walki o tę wiarę, póty wahadło się buja. Choć jak zwykle ci, którzy są na szczycie każdej ideologii, każdej religii, każdego systemu, wiedzą jaka jest prawda. Nie przekazują jej w dół, bo odetną się od niskiej energii kłamstwa, a z energią prawdy nie potrafią żyć.

A teraz z innej beczki. Napisała do nas Ines:

” Witaj Jarku, po odsłuchaniu ostatniego nagrania, przesłuchałam już z 4 razy, zazwyczaj tak robię wsłuchując się i po to, aby zrozumieć jak najlepiej, nasunęło mi się pytanie. Co prawda już słyszałam o tym kilka razy, ale gdyby Jam też mógł mi to wyraźnie wytłumaczyć była bym wdzięczna. Czy prawdą jest to, że osoby, ,,dusze” wokół nas, nasza rodzina, znajomi są tymi duszami z którymi już reinkarnowaliśmy,  że zazwyczaj to te same dusze tylko zmieniamy postać?? Słyszałam kiedyś, całkiem niedawno, jak mały kilkuletni chłopiec powiedział do swojej cioci, czy kuzynki, nie pamiętam dokładnie, że w innym życiu byli razem, że się kochali i on obiecał jej, że jej nie zostawi. Dlatego znowu jest tutaj. Jak to jest …..? Ja mam wrażenie, uczucie, że mojego męża znam od zawsze. Pomimo tego, że czasem jestem na niego ciut zła i różnie to między nami bywało, to uczucie i ta świadomość jest zawsze. Gdzieś tam głęboko. Bardzo proszę o podpowiedź w tej kwestii. Pozdrawiam.”

– Życie to teatr. Albo inaczej. Życie to przedstawienie, które jest odgrywane w teatrze dusz. Istnieją grupy Istot Wyższych, które od dawna współpracują ze sobą i spędzają razem większość inkarnacji. Tak, jak i w ziemskim teatrze role w poszczególnych przedstawieniach się zmieniają. W jednym dwie dusze są kochankami, małżeństwem, a w innym grają role swoich wrogów. Albo są rodzeństwem lub jedno jest ojcem, a drugie córką. Nie zawsze grają też w tej samej płci. Jedna inkarnacja toczy się dla danej Istoty Wyższej w ciele kobiety, a inna w ciele mężczyzny. Co do płci, to Istoty Wyższe mają swoje preferencje i w jednej czują się lepiej, a w drugiej mają dyskomfort. Dlatego często ich symbionty decydują się na zmianę płci. Albo mają skłonności homoseksualne. Zmiana ról służy lepszemu doświadczaniu aspektu ziemskiego. Istoty Wyższe dogłębniej mogą penetrować energię w Grze w Życie na Ziemi, a tym samym więcej doświadczać. Doświadczać z różnej perspektywy. Gdy kiedyś Istota Wyższa grała rolę kalekiego dziecka, którym opiekowała się matka, to w innej inkarnacji wciela się w rolę matki, która opiekuje się kalekim dzieckiem, aby poznać emocje z obu stron. Istoty Wyższe przez wspólną grę zbliżają się do siebie i niekiedy zawiązuje się między nimi więź, którą można porównać do ziemskiej miłości, choć to nie to samo. Takie pary często grają role partnerów, choćby tylko przez część inkarnacji, i wtedy mają wrażenie, że znają się od dawna. Inkarnacja bez swego wybranka ze świata dusz jest bardzo ciężka dla obu partnerskich Istot Wyższych i dlatego takie więzi nie są popularne, choć i nie są rzadkie. Gdy inkarnacja przechodzi bez partnera, bez bliskiego kontaktu z partnerem, bez grania w niej roli pary, to jednak daje Istocie Wyższej więcej nowych doświadczeń. Zdarza się, że kochankowie grają rolę matki i syna lub ojca i córki. Wtedy taka relacja objawia się nadopiekuńczością i niechęcią rodzica do posiadania przez potomka jakiegokolwiek partnera. Często partnerskie Istoty Wyższe nie pojawiają się w jednej inkarnacji i wtedy taka inkarnacja jest spokojniejsza. Gdy dusza wie, że jej partner jest gdzieś w jej obecnej inkarnacji, to podświadomie dąży do znalezienia go. Tęskni za „prawdziwą” miłością i ciągle jej szuka. Czuje się niespełniona, a nawet nieszczęśliwa. Gdyby człowiek zrozumiał, że to tylko gra, że życie to tylko przedstawienie, to skupiłby się na prawidłowym odgrywaniu swojej roli i pozyskiwaniu doświadczeń, po które jego Istota Wyższa go wybrała. Ale to człowiek decyduje o swojej inkarnacji i jej przebiegu.

– A co z tym chłopcem, o którym Ines pisze?

– Istoty Wyższe często inkarnują w rodzinach swych partnerów, aby wspomagać inkarnację. Często pojawiają się jako dobrzy ludzie, ale często też w epizodycznych rolach, które mają dać partnerowi kopniaka, aby on, jako człowiek, coś zrozumiał i wybrał odpowiednią drogę. Na taką ingerencję Istoty Wyższe umawiają się przed inkarnacją. Pomoc nie zawsze objawia się jako pomocna dłoń. Pomoc to też solidny cios w twarz, albo kopniak. To też kradzież tego, na czym nam za bardzo zależy. Pomoc, to też śmierć ukochanej osoby. Jeśli człowiek potrafi tak odczytać to, co go dotyka, to znaczy, że wraca na swoje tory. Bo nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra. Jeśli potrafimy patrzeć na swoje życie z perspektywy świata dusz, to mamy lżej w życiu, bo więcej rozumiemy. A zrozumienie rodzi spokój.

– Witek napisał, że zajmuje się programowaniem zawodowo i w tej rzeczywistości jak najbardziej widzi realizację kodu.

– Ci którzy wiedzą więcej, to i więcej widzą. Widząc więcej, wiedząc więcej, więcej rozumieją. A…

– …zrozumienie rodzi spokój.

– I niech to będzie dla ciebie kolejną mantrą. I dla tych wszystkich, którzy wiedzą.

*
224 views
Wnuczka Emilka
Jarkosowa Dusza
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret