Spis treści
Spis Wpisów
Spis Wpisów

Życie jest piękne. I dobrze pomyślane. Struktura tego, co nazywamy materią, jest przemyślana i sprawdzona w najdrobniejszym szczególe. Niektóre programy, napisane eony lat temu, które stwarzają daną materię, nie są modyfikowane, gdyż sprawdziły się i nie ma potrzeby nic zmieniać. Tak na przykład program stwarzający próżnię nie był modyfikowany od bardzo dawna i próżnia jest takim artefaktem, który „pamięta” początki stwarzania symulacji.

Ktoś może zapytać: Po co pisać program dla próżni? Przecież to nicość, to stan, gdzie nie ma żadnego programu. Otóż nie. Wszystko, co istnieje w naszej symulacji, w naszej rzeczywistości posiada swój kod. W żadnym programie komputerowym nie istnieje nic bez kodu, nic się nie dzieje bez kodu. I tak samo jest w Grze w Życie Na Ziemi.

Każdy program zawiadujący materią zawiaduje właściwościami tej materii. Określaj jej kolor, gęstość, wagę i wszystkie inne parametry w zależności od okoliczności, w jakich znajdzie się materia. Programy opisują też wzajemne oddziaływanie między materiami. Która ściera którą, a której nie ściera. Która może odkształcić którą, a która jej nie odkształci i tym podobne.

Program Naszej Rzeczywistości jest jednak ciągle udoskonalany tam, gdzie zachodzi tego potrzeba. Dodawane są nowe elementy, a usuwane te, które zostały sprawdzone w danych warunkach i z jakiegoś powodu nie pasują. Pojawiają się nowe gatunki zwierząt, odkrywane w różnych częściach świata, a inne znikają bezpowrotnie. Niekiedy zmienia się koncepcja Programistów, zwanych też Stwórcą, co do wyglądu świata i usuwają całe partie zwierząt, czy roślin.

Tak zniknęły dinozaury. Zostały skasowane, bo człowiek, który żył równocześnie z nimi, nie mógł się w pełni rozwijać, gdyż nie był na górze łańcucha pokarmowego. Dinozaury zostały przekodowane do postaci innych zwierząt. Powstały z nich ptaki i ssaki, albo zminiaturyzowano je do postaci nie dominującej nad człowiekiem. Takie przeprogramowywanie nazywa się ewolucją. Etapy dopisywania kodu dobrze widać w rozwoju zarodka ludzkiego, gdy z postaci jednokomórkowej wykształca się w formę ostateczną.

Na początku, gdy zaczęto eksperymenty z Grą, odkryto, że Istoty Wyższe mogą niejako częścią siebie wnikać w elementy Rzeczywistości i integrować się z Grą do tego stopnia, iż generowane w Grze emocje, Istota wyższa w pełni transponuje na siebie. Czyli to, co się dzieje w Grze, emocje, które także zostały napisane, są odczuwane na poziomie Istot Wyższych.

Po niezliczonych próbach, eksperymentach osiągnięto obecny stan Rzeczywistości, który wydaje się być najnowszym, ale który jest jeszcze ciągle rozwijany. Z naszego punktu widać ten rozwój, te zmiany właśnie w pojawianiu się nowych gatunków zwierząt, roślin, czy w nowych minerałach, czy w nowych właściwościach istniejącej materii, czy też w efekcie Mandeli…

– To nie tak – JAM nagle wycisnął się z pod mojego fotela stojącego przy Chatce Kopulatce, w którym teraz siedzę i piszę te słowa. Był bardzo plaskaty, bo fotel stoi na ledwie centymetrowych nóżkach i ciężko mu było się wydostać. – To nie tak, że obecna wersja Gry, w której Ty teraz jesteś jest najnowsza. Patrząc kategoriami czasowymi, które w Świecie Dusz nie istnieją, obecna wersja symulacji jest bliższa końcowi niż początkowi.

– Czyli nastąpi koniec Gry w Życie na Ziemi?

– On już nastąpił z mojej perspektywy. Istnieją już wszystkie, kompletne wersje Gry i projekt nie jest już rozwijany. Stwórca zajął się już innym projektem.

– Czyli jednak koniec świata nastąpi…

– Końce świata są bardzo liczne w Grze w Życie na Ziemi. Dany świat się kończy, gdy jego koncepcja została już wyczerpana. Twój świat też się skończy, ale nie za obecnej inkarnacji.

– Czyli te końce świata świadczą o nieudolności Stwócy, że on jeszcze nie wie wszystkiego, że się uczy?

– Stwórca cały czas się uczy. Cały czas poznaje nowe. Ale końce danych światów nie świadczą o nieudolności Głównych Programistów. To zakończenia pewnych wariantów, w które Istoty wyższe mogą inkarnować w różnych okolicznościach.

– Czy te warianty, to rzeczywistości równoległe?

– Nie. To jakby komnaty w grze, w których można wcielić się w inną postać i przeżyć coś innego. W obecnej twojej komnacie nie można się wcielić w faraona, czy dinozaura. Tu są inne możliwości, niedostępne w innych komnatach. Światy równoległe to inne warianty danych komnat, różniące się drobiazgami. W twojej komnacie przechodzi się na zielonym świetle, a w jednej z rzeczywistości równoległych na przykład na czerwonym.

– Rozumiem. A czy aby być w danej komnacie, to trzeba zaliczyć poprzednią?

– Nie ma takiego wymogu, ale lepiej, gdy Istota Wyższa pozna komnaty o mniejszym stopniu trudności przed zagraniem w te o wyższym poziomie skomplikowania i interakcji. Gdy młoda dusza, czyli Istota Wyższa o niższych wibracjach, zagrałaby w grę z Atlantydą, to ze względu na brak pewnych predyspozycji pozyskałaby więcej niskich wibracji niż wysokich i taka inkarnacja z punktu jej rozwoju byłaby bezsensowna. Gdy stara dusza chce grać w grę o niskim poziomie trudności i wybiera komnatę z epoką kamienia, to także może pozyskać więcej złej energii niż dobrej i to też może wydawać się bezsensowne. Ale każda Istota Wyższa ma swój cel w każdej inkarnacji i to ona decyduje, co ma sens.

– Czy komnaty się zazębiają, czy jedna od drugiej jest odcięta?

– Przejścia raczej są płynne, zauważalne z poziomu inkarnacji jako zmiany na przykład w postaci upadku jednego systemu politycznego, a wypłynięciu innego, ale są też komnaty odizolowane od innych.

– A czy istnieje komnata, w której Ziemia się rozpada?

– Tak. Istnieje taka komnata, a została napisana po to, aby Istoty Wyższe inkarnujące w Ciało Ziemi mogły doświadczyć jej śmierci. Istnieją komnaty z potopem, morderczym słońcem, ucieczką atmosfery, wypadnięciem księżyca z orbity…

– Czyli istnieją te warianty, które znamy z filmów sf?

– Dokładnie. Avatar, najazdy kosmitów, epoka lodowcowa, era dinozaurów, Gwiezdne wojny i tym podobne, to wszystko mniej lub bardziej udolne obrazy innych komnat, które ich twórcy podświadomie pamiętają z innych wcieleń. Sami z siebie nie wymyśliliby nic takiego. Nie można wymyśleć niczego, co nie istnieje, na co nie został napisany program.

– Kurcze! Gdy obejrzałem pierwszy raz Avatara, to miałem odczucie, że to mój świat, że ja kiedyś w nim żyłem! Jeszcze teraz, gdy piszę te słowa przechodzą mnie przyjemne ciarki.

– Tak. Lubimy tą komnatę i wielokrotnie w niej inkarnowaliśmy, choć ona nie należy do głównego ciągu Gry w Życie na Ziemi. Główny ciąg, to te światy, w których „akcja” dzieje się głównie na Ziemi. Avatar, Gwiezdne wojny to ciągi poboczne, które Istoty Wyższe również penetrują z zaciekawieniem. A ciarki na ciele potwierdzają twój żywy związek z tamtym światem. Wiele osób ma takie odczucia…

– Bardzo fajne to jest, bardzo dla mnie budujące i uspakajające. Gdy myślę o tym, że nasz świat, to symulacja komputerowa, to jestem bardziej spokojny. A przystępując do pisania nie wiedziałem, że na taki temat zejdziemy. Nigdy o koncepcji komnat nie rozmawialiśmy.

– Na wszystko jest odpowiednia pora. A o czym chciałeś pisać?

– O tym, że coraz bardziej czuję, że przyciągam więcej ludzi, którym mogę pomóc zmienić myślenie na takie, z którym lepiej się czują, które pozwala im wejść na odpowiednią dla nich drogę życia. Taką, która da im więcej radości.

– Z niektórymi ludźmi umówiłeś się przed urodzeniem, że gdy będą potrzebowali pomocy, to cię znajdą. I znajdują cię sami lub przez innych ludzi. I dzieje się to na poziomie podświadomości. Podświadomie wychwytują twój azymut i tak cię odnajdują. Nie wszystkim możesz pomóc całościowo. Niektórych tylko muśniesz i pokazujesz im lepszy tor. A czy oni z niego skorzystają, to już ich wola. Potrafisz pod hipnozą to zrobić, a także bez hipnozy. Z kontaktem fizycznym, albo bez kontaktu fizycznego, choć kontakt fizyczny z tobą jest o wiele przyjemniejszy, gdyż następuje wtedy bezpośrednie uzdrawianie na poziomie subtelnym. Jest ono od razu zauważalne lub zadziewa się w czasie, zależnie od potrzeb.

– A co z tymi, którym nie mogę pomóc, którzy oczekują pomocy, bo są i tacy?

– Wszystko zależy od tego, co ich Istota Wyższa zaplanowała na daną inkarnację. Jeśli chce pozyskiwać radość, a jej symbiont sobie nie radzi w tym zadaniu, to takiej osobie możesz pomóc, oczywiście, jeśli ona oczekuje pomocy i jest gotowa ją od ciebie przyjąć. Gdy Istota Wyższa zaplanowała doświadczanie cierpienia, to takiej osobie nie pomożesz, bo ty słaby z cierpienia jesteś. Tu raczej pomoże kościół katolicki, który w nauczaniu cierpienia jest dobry.

– Sarkazm?

– Delikatny.

– Po zakończeniu kursu hipnoterapii miałem ochotę otwierać gabinet w którym pomagałbym ludziom.

– Ale to zły pomysł, bo ty jesteś zbyt empatyczny i odczuwałbyś złą energię ludzi, którzy przyszliby do ciebie przyciągnięci nie energią twoją, ale szyldem.

– Też tak myślę. To byliby ludzie przypadkowi, a nie właściwi. Nie wszystkim mogę pomóc.

– Powiem więcej. Nie wszystkim powinieneś pomagać. Gdy uczeń jest gotowy, pojawia się mistrz. To miejsce, w którym jesteś, słusznie ostatnio nazwałeś miejscem mocy, bo ono jest przesiąknięte twoją dobrą energią. Nie tylko ty czujesz się w nim dobrze.

– Ludzie czują tu panujący spokój, choć niedaleko jeżdżą samochody, hałasują kosiarki i inne sprzęty motorowe. Ale doświadczy tego chyba tylko ten, kto jest na to gotowy.

– Na wszystko jest odpowiednia pora. Niekiedy trzeba przeżyć coś, aby móc bardziej doświadczyć czegoś innego. Niekiedy doświadczenie czegoś zaburza pełne poznanie czegoś innego. Ale to człowiek sam decyduje o tym, którą drogą idzie. Nikt nie może go zmusić do czegokolwiek, jeśli on tego nie zaakceptuje swymi myślami, czyli nie pomyśli o tym z emocjami. Ty tylko pokazujesz możliwości. Uświadamiasz, czy lepiej jest danej osobie żyć z jej negatywnymi myślami, czy lepiej się czuje z taką wersją rzeczywistości, jaką ty przedstawiasz.

– Niektórzy nie wierzą w lepsze wersje.

– Pomożesz tylko tym, którzy akceptują pozbycie się złego wariantu swojego życia i przejście na lepszy. Ten lepszy póty jest dobry, póki jest dobry. Potem może się to zmienić i trzeba będzie poszukać innego, lepszego od aktualnego. Człowiek, który jest świadomy tego, że sam stwarza swoje życie i ma wolny wybór wariantu, poradzi sobie doskonale. Inny, jeśli zechce, skorzysta z podpowiedzi przyjaciela.

– Wiesz? Fajne jest to wcielenie. Wyluzowane, radosne. Ale kiedyś było inaczej. Kiedyś byłem innym człowiekiem, o wiele gorszym. Wielu ludzi mnie pamięta jako zadufanego mądralę i pyskacza.

– Niekiedy piękny motyl powstaje z brzydkiej gąsienicy. Nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla twojego dobra.

– A to jeszcze jedna, zupełnie inna kwestia. Gdy idę ulicą i patrzę na ludzi, to mam wrażenie, że niektórym powinienem powiedzieć dzień dobry, ale nie jestem pewien, czy jesteśmy na tym etapie, bo mam słabą pamięć do twarzy i mam wrażenie, że ci ludzie odbierają mnie jako zadufanego dupka.

– Przecież możesz wszystkim ludziom mówić dzień dobry, nawet tym, których nie znasz. Ale to by bardzo utrudniło życie. W takim małym Pińczowie twarze się opatrzają i gdy kogoś nie znasz ciut bliżej, to nie pamiętasz w jakich relacjach jesteście. Nawet zapominasz twarze tych, z którymi cię coś bardzo dawno łączyło. Oni ciebie poznają, a ty ich nie. Ale nie przejmuj się tym. Jeśli ktoś oczekuje od ciebie powiedzenia dzień dobry, to najpierw niech sam ci to powie. Żeby coś dostać, trzeba najpierw coś dać.

– Masz rację. Są osoby które bez względu na płeć swoją i wiek, gdy mnie pierwsze zauważą, pierwsze mnie pozdrawiają i to jest takie fajne, bo nie wyczuwam w nich wymuszonego oczekiwania. Wiem, że nauczycielki mają taką manierę i zwykle oczekują, że ich uczniowie, pomimo, że są już bardzo dorośli, pierwsi je pozdrowią. Ale to już inna chyba relacja. No to dobra. Kawa wypita, wpis na bloga napisany, to tera na obiadek. Pora na chwilę zamknąć Chatkę Kopulatkę.

– Spoko. To se ić. Ja tu zostanę, bo w tej Chatce jest mnóstwo dobrej energii. Się wytarzam we niej.

– Ok. To nara!

– I tobie też niech się darzy! – odparł JAM tarzając się w Chatce Kopulatce, owijając ją wokół siebie, przenikając ją, delektując się dachem i mikrofalą, a także kocami i łapciami, wnikając w komin od kozy i wywołując dżina z pustych butelek. Ma gościu radochę. Ja też mam. Ale nie ma dziwne, wszak ja to on, a on to ja.

*
167 views
Wnuczka Emilka
Jarkosowa Dusza
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret