Spis treści
Spis Wpisów
Spis Wpisów

Na początku lutego zamówiłem u Pambuka wiosnę, aby rozsiadła się u mnie pod koniec lutego. Mija pierwszy tydzień marca, a jej nie ma. Co prawda były może ze dwa dni w końcówce lutego prawie wiosenne i tyle wszystkiego. Tak jakby Pambuk rzucił mi ochłap i powiedział: „Spieprzaj dziadu, nażryj się tym, bo ja mam tu do roboty straszenie ludzi wirusami i wojnami, a nie jakąś wiosnę!” No i tyle w tej kwestii. Wiosna zatem prędko może nie przyjść.

Jak mawiał mój dziadek, Pietrek Wolski „Jak nie urok, to sraczka”. I zdaje się, że jest dużo w tym prawdy. Jak nie srandemia, to wojenka. A najdziwniejsze jest to, że chyba urok i sraczka nie mogą występować jednocześnie, bo gdy zaczęła się wojenka, to srandemia zniknęła jak nożem odciął. Zniknęła z mediów, bo tylko tam istniała. Jeden strach został zastąpiony innym. Przynajmniej w naszym rejonie.

Ciekaw jestem dlaczego wybuchają wojny. Nie chodzi mi o to, że jeden chce coś od drugiego, a ten drugi nie chce tego oddać po dobroci i dlatego ten pierwszy zabiera mu to siłą. Ciekaw jestem głębszego poziomu takiej rozgrywki. Nasunęło mi się porównanie wojny do stresu, czy też toksyn, które wnikają do ciała ludzkiego, a potem bakterie i wirusy muszą to sprzątać, aby doprowadzić ciało do normalności.

W tym momencie moje rozmyślania przerwał tętent końskich kopyt, który dobiegał z przedpokoju. Brzmiało to tak, jakby tabun koni galopował po moim pięciometrowym korytarzu. Nagle tętent ustał i do pokoju wjechał JAM na koniu na biegunach. Na plecach miał skrzydła, ale nie anielskie, tylko takie jakieś gupkowate, a w ręce szabelkę i nią wywijał w powietrzu. Zatoczył trzy kółka wokół ławy i zsiadł z konia, który zaczął nerwowo grzebać kopytem po panelach podłogowych.

– Iiiiiiiiiichaaachaaaa! ­– Z ust Jama wyrwało się pozdrowienie.

Wybałuszyłem oczy, bo miałem wrażenie, że mojej Istocie Wyższej doszczętnie odbiło. Nie dość, że galopował w moim mieszkaniu na koniu na biegunach, to teraz jeszcze rżał jak koń! No koniec świata!

– JAM! A Ty się dobrze czujesz? – zapytałem zaniepokojony.

– Wyśmienicie! Jestem zdrów jak koń! – ten głos natomiast dobył się z pyska konia, który na chwilę przestał grzebać kopytem.

– Coś ty się z… koniem na łby pozamieniał?!! – moje zdumienie było bez granic. Patrzyłem to na JAMa, to na konia na biegunach i aż druciki w zębach mnie zabolały. Takich cudów JAM jeszcze nie wyczyniał.

– Nie cieszysz się, że jestem? – JAM wypowiedział te słowa już swoją głową, a koń na biegunach odwrócił się i pogalopował gdzieś tam tak prędko, aż bieguny mu się odwróciły. Takie zjawisko zwane jest chyba przebiegunowaniem, albo jakoś tak.

– Pewnie, że się cieszę! Kawki?

– A juści, że tak.

– Z Telegrama, czy mojej?

– A juści, że twojej – i nim skończył mówić, już pił moją kawę głębokimi haustami. Nic się nie odezwałem. Zapewne kurz podczas galopowania sprawił, że tak mu się pić chciało. Wypił, otarł usta rękawem mojego bezrękawnika i rozsiadł się wygodnie w fotelu.

– To teraz zapewne porozmawiamy o wojnie?

– I owszem. Ale najpierw uściślijmy kwestię tak zwanych wirusów, bo już przyszła pora na to. Dotąd pisałeś, że wirusy pomagają w sprzątaniu organizmu, a ja ci przytakiwałem, bo jak zwykle mówię ci tylko to, na co jesteś gotowy, albo mówię tak, abyś lepiej coś zrozumiał. Otóż wirusy jako takie, organiczne, w formie, w której mogłyby coś działać, nie istnieją, a są to tylko pozostałości po zmarłej komórce. I nie ma co już w tej kwestii drążyć tematu. Pojęcia wirus możesz używać odnośnie człowieka jako przenośni, na przykład, że wirus strachu drąży umysł. Gdy będziesz myślał o wirusie grypy, czy innym, to miej na uwadze rzeczywiste przyczyny, jakie dany organizm doprowadziły do stanu zdrowienia, czyli tak zwanej choroby. Wirusy są martwe, nie mogą mutować, rozmnażać się i nic robić…

– No to po co pisałem, że wirusy pomagają w sprzątaniu, że są przyjazne i tego typu rzeczy? To ja też wprowadzałem w błąd ludzi!

– Gdy zaczynałeś stwarzać tego bloga dziesięć lat temu, o wielu rzeczach nie miałeś pojęcia, a wiele rozumiałeś opacznie. Wtedy też uważałeś, że gdy zmarzniesz, to zachorujesz. Gdybym ci wtedy powiedział, że choroba jest zdrowieniem, to na pewno byś tego nie przyjął ze zrozumieniem. Gdybyś wtedy się dowiedział, że twoje życie to symulacja komputerowa, to też tego nie przyjąłbyś ze zrozumieniem. Nie zrozumiałbyś też istnienia Świata Dusz i Istot Niskowibracyjnych. Gdybyś wtedy przyjął te wszystkie wiadomości, które teraz posiadasz, to głowa by ci eksplodowała. To jak z nurkiem powracającym z głębin. Gdy za szybko się wynurzy, to będzie miał tak zwaną chorobę kesonową. Albo ze skokiem z dachu. Bezpieczniej jest zejść z niego po drabinie. Wszystko trzeba odpowiednio dawkować, nawet wiedzę. Ale przecież nadal możesz myśleć, że wirusy pomagają w sprzątaniu, bo pokazują bakteriom i grzybom, która komórka jest martwa i którą trzeba sprzątnąć. To tylko delikatne zmienienie paradygmatu. Wirusy zatem nie są sprzątaczami, a chorągiewkami służącymi do oznakowania miejsca, które trzeba sprzątnąć.

– Podejrzewam, że to też nie jest ostateczna informacja dla mnie na temat sprzątania ciała, chorób i zdrowienia?

– Ano nie jest. Na wszystko jest odpowiednia pora.

– I w sumie dobrze, bo to byłoby ze szkodą dla mnie, gdyby mi łeb eksplodował – zaśmiałem się. – To teraz może o wojnach? Czy moje porównanie wojny do toksyn wnikających do ciała jest słuszne?

– Nie za bardzo. Ja bym powiedział, że konflikt zbrojny jest bardziej formą sprzątania niż infekowania na poziomie energetycznym.

– Czyżbyś sugerował, że wojna jest formą oczyszczania?

– Tak sugeruję, ale i tak nie powiem ci wszystkiego, bo jak wiesz na wszystko…

– Jest odpowiednia pora. Tak wiem. No to dawaj, co możesz.

– Wojna jawi się powszechnie jako zjawisko negatywne. Także tak zwana  choroba jeszcze jest w tych kategoriach postrzegana. Ty jednak chorobę pojmujesz już odmiennie. Wojna to gorący konflikt, burzliwy, śmiercionośny. Można ją porównać do wysokiej gorączki, która pomaga bakteriom sprzątać organizm ze zbędnych substancji, albo z substancji niepożądanych. Przyczyną wojny jest zwykle duże nagromadzenie niskich wibracji na ograniczonym terenie, które nawarstwiały się przez lata. To zazwyczaj jest niska energia strachu, a to o życie, a to o zdrowie, a to o przyszłość. W człowieku zaś jest to skumulowanie toksyn, ale też pozbywanie się zbędnych komórek, które powstały dla jakiejś misji. Jak na przykład tak zwana gruźlica, która jest objawem usuwania z organizmu zbędnych komórek płuc, które były stworzone do asymilowania większej ilości tlenu podczas stresu związanego z przeżyciem organizmu. Wojna jest gwałtownym rozładowaniem energii, a także wyeliminowaniem tych istnień, które generują zbyt dużo niskich wibracji. To tak jak wrzód, który pęka, gdy ropy jest w nim za dużo. Z czasem po takim wrzodzie nie pozostaje ślad.

– Ale wojna to zabijanie niewinnych ludzi! – zaprotestowałem.

– Uwierz mi, że nikt nie jest bez winy. Wina, to w tym przypadku produkcja niskiej energii. I wiem, że to bardzo brutalnie i niehumanitarnie brzmi z punktu ludzkiego patrzenia, ale tak samo eliminowane są zbędne komórki w płucach, o czym podobnie, że to zabijanie niewinnych komórek, mogą wyrazić się inne komórki, które nie rozumieją swojej roli w organizmie. Bo pojedynczy człowiek jest jak pojedyncza komórka, która ma swoją rolę do odegrania w organizmie. Każdy człowiek odgrywa też rolę dla swojej Istoty Wyższej. A ona doskonale rozumie te wszystkie zawiłości. I zaręczam, że żadna Istota Wyższa nie czuje żalu z powodu czyjejś śmierci. Nie dlatego, że jest nieludzka, bo przecież jest nieludzka, ale dlatego, że rozumie istotę życia i śmierci. Stare dusze, czyli inkarnacje, które grają w Grę w Życie Na Ziemi mnóstwo razy, też to rozumieją. Sam to widzisz po sobie, że strach jest ci obcy. Notoryczny strach jest ci obcy.

– Raczej nie obawiam się o nic. W miarę rozumiem tą rzeczywistość i czym więcej rozumiem, tym jestem spokojniejszy.

– Dokładnie. Im jesteś spokojniejszy, tym jesteś zdrowszy i żadne wielkie sprzątanie nie jest ci potrzebne. Oczywiście kurz ścierać powinieneś na bieżąco, bo i gdy jego będzie za dużo, to i generalne porządki też będą konieczne.

– A powiedz mi jeszcze, jak to się dzieje, że jeden człowiek może, jak to się mówi, pociągnąć za sobą cały naród i sprawić, aby przyzwalał mu na różne rzeczy? Tak jak na przykład Hitler.

– Do takiej reakcji społeczeństwa potrzebne jest odpowiednie podłoże. Jeśli społeczeństwo jest spełnione, szczęśliwe i kochające się, to nie namówisz go do udziału w wojnie. Jeśli zaś społeczeństwu dzieje się krzywda, jeśli jest ono uciemiężone przede wszystkim strachem, to można mu wszystko wmówić i można nim łatwo manipulować. Roztaczanie przed nim wizji świetlanej przyszłości, bo zniszczenie wroga, który jemu zagraża jest taką wizją, powoduje, że naród sięga za oręż i słucha bezkrytycznie swego wodza. Jest on jak magnes, który przyciąga opiłki. Gdy się magnes zlikwiduje opiłkowa rzeczywistość wraca do normy. Zwykły magnes nie przyciąga na przykład złota. Zatem tego, kto ma dobre myśli, taki wódz nie przyciągnie do siebie.

– Czyli wojny to pożyteczne zjawisko?

– Z perspektywy czasu tak się okazuje. Po wojnie wszystko się odradza zwykle w lepszej formie, bo zła energia, która do tej pory krążyła po danym terenie już nie istnieje. Gdy spłonie las, to na jego terenie wyrasta inny, bardziej bujny. Gdy zawali się dom, to na jego miejscu buduje się nowy, piękniejszy i bardziej funkcjonalny. Jednak do wszystkiego potrzebne jest odpowiednie podejście. Gdy dom się zawala, niszczy to, co w nim było. Meble, sprzęty i inne rzeczy. W pierwszej chwili człowiek płacze. Nierozumny człowiek będzie płakał długo i przez lata wypominał, jakie to mu się nieszczęście przydarzyło. Rozumiejący rzeczywistość  zobaczy w tym szansę na zrobienie czegoś lepszego. Bardzo często tak jest, że strata czegoś popycha nas do działania, którego w marazmie dnia codziennego nie chciałoby nam się zrobić. Tak przecież ty miałeś dwa lata temu. Odwlekałeś robienie remontu łazienki i dopiero gdy urwałeś sufitową suszarkę do prania, wtedy zmusiłeś się do remontu. A potem poszło już całe mieszkanie.

– Jak to mawiał mój dziadek, Pietrek Wolski, „poszła krowa, niech idzie i cielę”.

– A gdybyś nie urwał tej suszarki, to dalej twoje mieszkanie byłoby takie nijakie.

– Ale to chyba nie znaczy, że nakłaniasz do wojny?

– A niech mnie Pambuk broni! Wojna powstaje tam, gdzie jest jej energetyczna potrzeba. Gdzie nagromadziło się za dużo złych wibracji, które w jakiś sposób przeszkadzają Matce Ziemi. I albo ona sama je niszczy, na przykład wybuchem wulkanu, powodzią, czy tornadem, co można porównać do operacyjnego usunięcia guza, albo organizm, jakim jest cała ludzkość ziemska, sam pozbywa się tego, co w nim zbędne, co można porównać do gorączki, kaszlu, czy kataru.

– Mimo wszystko, choć to rozumiem, to odczuwam delikatny dyskomfort przy takim postrzeganiu wojny. Niemniej jednak przemawia to do mnie. A jak w takim razie uniknąć wojny?

– Aby uniknąć wojny, to trzeba myśleć o tym, czego się chce, a nie o tym, czego nie chce. Należy wyzbyć się strachu, złości i innych negatywnych emocji. W przypadku sytuacji dla nas nieodpowiedniej dobrze jest dociec, z jakiego powodu nam się ona przydarzyła i jakie mieliśmy myśli  i emocje, którymi przyciągnęliśmy dane zdarzenie do siebie. Bo myśl ogniskuje przyciąganie, a emocja daje myśli siłę. Jeśli zrozumiemy dlaczego coś się dzieje, to uzyskamy spokój i akceptację zdarzeń. I nie dopuścimy do kumulacji złych wibracji, bo one spłyną po nas, jak woda po kaczce. Nie będziemy też musieli zdrowieć. Gdy jednak już dojdzie w naszym organizmie do sytuacji ekstremalnej, gdzie zdrowienie jest konieczne, to powinniśmy organizmowi dać się regenerować i nie przeszkadzać mu w tym. Można to porównać do zamieszek na ulicach pod wpływem niepopularnych decyzji rządu. Rząd się trochę nagnie, manifestacje ustaną i życie wróci do normy. Wojnę można porównać do sytuacji, gdy organizm podejdzie zbyt gwałtownie do zdrowienia, które może być również zabójcze. Gdy masz zbyt wysoką gorączkę, to zbijasz ją odpowiednimi farmaceutykami, bo one wtedy mogą pomóc, albo wchodzisz do wanny z lodowatą wodą. Temperatura twego ciała się obniża i gwałtowność zdrowienia maleje i rozciąga się ono w czasie.  Gdy wybucha wojna, jej gwałtowność można zbić rozmowami, negocjacjami, pertraktacjami. Może nastąpić rozejm na jakiś czas, co pozwoli walczącym odetchnąć i ocenić trzeźwo sytuację. Po rozejmie nastąpią dalsze walki, albo pokój, gdy okaże się, że napięcia energetyczne zniknęły lub obniżyły się do akceptowalnego poziomu.

– A gdy się wojna nie skończy?

– Ludzie i tak będą żyć, tak jak żyją długo z licznymi dolegliwościami.

– A co, gdyby wszyscy ludzie zginęli i nie pozostał nikt żywy.

– To wtedy byłaby dobra sytuacja do odpalenia nowej Gry w Życie na Ziemi. Obecna wersja jest chyba dwudziesta trzecia. Zatem nastąpiłoby wdrożenie wersji dwudziestej czwartej. I cywilizacja zaczęłaby się od nowa. Nie wiem jakby wyglądała, bo jeszcze nie wezwano mnie do jej opiniowania, nie znam zatem szczegółów. Wiem jednak, że prace nad nią trwają. Ale zapewniam Cię, że każda kolejna symulacja okazywała się bardziej dopracowaną, bardziej ciekawą i dającą więcej nowych doświadczeń Istotom Wyższym, niż poprzednie. Do dzisiaj archeolodzy odkopują pozostałości po tamtych symulacjach, które nijak nie synchronizują się z obecną. A są to po prostu niewykasowane kody, objawiające się w postaci na przykład szkieletów gigantów, starożytnych ruin, czy tym podobnych. Zwie się to zakazaną archeologią, bo ciężko ją wyjaśnić. Archeolodzy głowią się, jak zbudowano piramidy i wymyślają, że ciągnięto bloki podkładając pod nie drewniane bale. Jak wciągano je na wyższe stopnie piramidy, o tym już milczą. A sprawa jest prosta. W innych symulacjach dostępne były inne technologie, czyli tamci budowniczowie mieli odpowiedni sprzęt do wykonania danych budowli. W żadnej z symulacji człowiek nie budował z rzeczy, których nie mógłby w łatwy sposób przemieścić, czy obrobić. Ty, gdybyś miał budować na nowo swoją Chatkę Kopulatkę na działce, to nie zbudowałbyś jej z wielkiej płyty, bo nie masz odpowiedniego dźwigu. Za to z cegły, czy z pustaków pójdzie ci łatwo. Każda symulacja rozwija się inaczej i można by rzec, że jest lepsza od poprzednich. Doświadczenia z poprzednich wykorzystywane są w następnych, ale nie wszystko się w nich powiela.

– Trening czyni mistrza!

– Dokładnie. Nawet Stwórca tej rzeczywistości  uczy się na własnych błędach, a skoro wy, ludzie jesteście ponoć stworzeni na jego obraz i podobieństwo, to i wy uczcie się na swoich błędach.

– Ale przecież Stwórca, to nie jedna istota, a zespół wielu programistów.

– No tak. Ale to szczegół. – JAM nagle wstał z fotela i bez słowa udał się do przedpokoju.

– A Ty gdzie idziesz? – zawołałem tracąc go z oczu. Myślałem, że za potrzebą wyszedł, ale on udał się w stronę wyjścia. Z przedpokoju dobiegł mnie znajomy tętent końskich kopyt. Po chwili JAM wjechał do pokoju na bujanym koniu, stanął dęba, podniósł w górę rękę z szabelką i zakrzyczał:

– Za rodinu! Za Stalinu!  – i tyle go widziałem.

*
111 views
Wnuczka Emilka
Jarkosowa Dusza
*
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
"Jarkosowe Malowanki"
"Jarkosowe Wschody i Zachody"
Jarkosowe Pińczowskie Zachodzenia
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret