Spis treści
Spis Wpisów
Spis Wpisów

Było wcześnie rano, bo dochodziła piąta, a ja jeszcze smacznie spałem, gdy obudził mnie łomot otwieranych delikatnie drzwi harmonijkowych do mojego pokoju. Zerwałem się na równe nogi, a raczej otworzyłem szeroko oczy i w nikłym świetle zobaczyłem ciemną postać w kapeluszu ze świecącymi oczami, która wpłynęła nad moje łóżko. Minę miała nie tęgą, jakby bardziej się wystraszyła ode mnie.

– Któżeś zacz tyś, któryś mię ze rana we ciemnościach nawiedził? – zapytałem pewnie, udając brak strachu, zdziwienia i elokwencję.

– JAM ci to żem jam jest, którym cię to we ciemnościach ze rana nawiedziłem ja – odparła równie dyplomatycznie zjawa. – A ze kimżesz mam ci ja zaszczyt, że ja to tu ten teges?

– No ja pierw w dole! JAM! Co ci odbiło, aby mnie budzić w sobotni ranek tak wcześnie i to tak głupkowato?

– Jarenia??? – zawołał zdziwiony. – To ty! Nie poznałem cię w tym półmroku. Włosy masz jak piorun w rabarbar, gały wytrzeszczone, zęby plastikowe na stole…

– A jakże mam wyglądać o tej porze?? Przecie zawsze tak atrakcyjnie rankiem wyglądam, to co się czepiasz?

– No wiem. Chciałem tylko uatrakcyjnić twoje pisanie i powrócić do naszych fikuśnych gadek, bo coś za bardzo ostatnio poważnie piszesz.

Spojrzałem na niego z dezaprobatą i wstałem z łóżka, bo przecie już było po spaniu. Poprawiłem uczesanie, wcisnąłem oczy na swoje miejsce, a i zęby wskoczyły generując charakterystyczny trzask zasuwania zamka błyskawicznego. JAM usiadł w fotelu i skinieniem głowy pokazywał na ławę.

– Co?

Dalej wskazywał głową na ławę.

– No cooo? Mówże!

A on dalej swoje. Gęba zamknięta i tylko kiwa głową.

– Coooo? Ze obrus brudny?

Pokręcił głową.

– Że piloty porozrzucane? Że książki leżą? No że co wkońcu???

– A to, że nie ma kawy! – wyszeptał.

– Jezusie Pacanoski! I dlatego taka szopka? Za wcześnie na kawę. A zresztą sam sobie możesz zrobić.

Nic nie odpowiedział, tylko wziął moją komórkę, odpalił Telegrama, wpisał „kawa” i wybrał odpowiednią emotkę. Zaczerpnął łyk kawy i uśmiechnął się. Podsunął sobie krzesło i położył na nim nogi wygodnie.

– No dobra. Co masz mi do powiedzenia, bo przecie musisz coś mieć?

– A bajkę ci chciałem opowiedzieć. – W sumie to niczym już nie powinienem się dziwić. Z JAMem rzeczywistość jest i pokręcona i o wiele prostsza zarazem. I spokojniejsza.

– A bajek to się nie opowiada na dobranoc?

– To ci ją powiem na dobranoc.

– Ale przecie ranek jest.

– Nie widzę przeciwwskazań. Opowiem bajkę i powiem Ci dobranoc.

– To do nocy mi ją będziesz opowiadał???

– Śśś ty gupi jest. Bajka będzie krótka i po niej powiem ci dobranoc.

Nastała chwila milczenia. Jam pił kawę, a ja złożyłem łóżko. Nakarmiłem rybki w akwariach i zrobiłem sobie herbatę owocową. Usiadłem na wersalce i patrzyłem wymownie na JAMa.

– I co się tak gapisz?

– Czekam na bajkę.

– Ano tak!

Na skraju lasu pasł się kozioł. Stary, brodaty kozioł. Miał duże powykręcane rogi i jasnopopielatą sierść, zwisającą z brzucha prawie do ziemi. Skubał sobie trawę tak spokojnie, jakby zapomniał o całym świecie. Delektował się jej smakiem. Niekiedy skubnął mlecyka i zawsze robił to z takim namaszczeniem, jakby to był ostatni mlecyk na świecie. Był wdzięczny za to, że jest. Był wdzięczny sobie za to, że taki jest. W pewnym momencie w pobliskiej kępie trawy dostrzegł szarobrązową kulkę.

– Cześć mały. A co ty robisz tak daleko od domu? – zapytał, przeżuwając trawę. W kępie schował się mały zajączek i udawał, że go nie ma. – Nie bój się. Przecie ci krzywdy nie zrobię.

Zajączek poruszył się i wysunął pyszczek z łapek. Spojrzał przestraszonymi oczami na kozła. Uszy położył po sobie i milczał, tylko patrząc.

– Możeś głodny? A obok ciebie rośnie szczawik pychota. Nie zauważyłeś go?

Zajączek rozejrzał się i dostrzegł listki szczawiu. Sięgnął po nie pyszczkiem i zjadł ze smakiem. Rzeczywiście był głodny, ale o tym zapomniał. Sięgnął po kolejny listek, ale był za daleko, więc musiał się podnieść. Przez chwilę jadł w milczeniu, a obok kozioł przyglądał mu się uważnie.

– Coś mi wyglądasz na wystraszonego. Co się stało? Powiesz mi?

– Nooooo… – wycedził zajączek niepewnie. Stanął na dwóch łapkach, rozejrzał się i znów schował się w trawie. – No bo ja nie zdążyłem wczoraj do domu i całą noc przesiedziałem w tej kępie. I nic nie spałem ze strachu.

– A czego się bałeś?

– Jak to czego? Ciemności, wilków, lisów, orłów, sokołów i tego wszystkiego, co mnie może zjeść! A i zamartwiałem się, że rodzice pewnie umierają ze strachu o mnie… Nigdy tak mi się nie przydarzyło, abym nie zdążył do domu przed nocą…

– Hmmmmm… – kozioł spojrzał przed siebie niewidzącym wzrokiem. – Ten wszędobylski strach! Gdzie się nie odwrócisz, wszędzie strach. Strach o swoje życie, zdrowie, o to, czy się jutro coś zje, czy się zdąży do domu… Wszędzie strach.

– No a jakże inaczej? Przecie trzeba się o wszystko bać, bo jak się nie będziesz bał…

– To będziesz wiódł spokojne życie – dokończył kozioł.

– Ale to niemożliwe, żeby się nie bać!

– Owszem. Nie jest możliwe, aby się nie bać. Ale jest możliwe, aby ciągle nie żyć w strachu. Nie po to się rodzimy, aby się bać.

– A po co? – zajączek wyraźnie nabrał śmiałości.

– A po to, aby cieszyć się życiem, uczyć się życia i zdobywać nowe doświadczenia i umiejętności. Strach istnieje tylko po to, aby zwrócić twoją uwagę, że coś jest nie tak w twojej rzeczywistości.

– Ze istnieją wilki? Bo to jest nie tak w mojej rzeczywistości.

– Nie. Nie o to chodzi, że istnieją wilki. Chodzi o to, że ty nawet na samą myśl o wilku czujesz strach.

– A jakżeby inaczej?

– Strach czuj tylko przez chwilę, gdy zobaczysz wilka. A po tej chwili obmyśl dla siebie jak najkorzystniejsze wyjście z sytuacji. Strach powinien być tylko w chwili zagrożenia, a nie ciągle. Ciągły strach i ciągła obawa prowadzi do depresji, która pogłębia się jeszcze bardziej, gdy przestaniesz wierzyć w siebie.

– Ale jak zwalczyć ten ciągły strach? Jak się go pozbyć. On jest jakby wrośnięty w moje kości!

– Strach wypija się z mlekiem matki. Czyli przesiąka się energią strachu od rodziców. I to już w życiu płodowym. Gdy rodzice sami nie potrafią niwelować swego stresu, to nie nauczą tego swoich dzieci. Nawet gdy dziecko samo z siebie będzie się wzbraniało przed irracjonalnym strachem, to rodzina będzie go usilnie przekonywała do bania się. A to bania się miłosiernego Boga, który może sprawić wpierdziel, gdy coś zrobisz wbrew jego myślom, a to bania się o przyszłość, a to bania się choroby, gdy na przykład wyjdziesz nieubrany na zimno.

– Pamiętam, jak przed moim urodzeniem mama straszyła mnie tym zimnem i ciągle mówiła, abym nie zapomniał założyć futra, gdy będę się rodził. No i ten strach we mnie pozostał. Nie ściągam nigdy futra. Nawet latem.

– Miałem tak samo jak ty. Aby pozbyć się ciągłego strachu, trzeba nauczyć się rozumieć rzeczywistość. Bo nic nie dzieje się przypadkiem, a wszystko dla naszego dobra. Trzeba nauczyć się to dobro odnajdywać. Ty bałeś się całą noc, że cię coś zje. Nie zmrużyłeś oka ze strachu. A zapomniałeś, że zające są bardzo czujne i każdy szelest je zbudzi. Zające muszą się w ciągu życia nauczyć rozróżniać szelesty obojętne od nieprzyjaznych. A nie nauczą się tego siedząc w domu. Gdybyś to twoje nocne zdarzenie potraktował jako swoją naukę życia, to i przespałbyś się i nie miałbyś stresu. A gdyby twoi rodzice znali taką zasadę, to nie zamartwiali by się o ciebie. No i ty byś inaczej teraz myślał.

– A co, jeśli rzeczywiście zostałbym zjedzony?

– No cóż. W naszej rzeczywistości zawsze ktoś kogoś zjada. Można całe życie przesiedzieć w domu i nie narażać się na zjedzenie, ale co to za życie? A i w domu dach może się zawalić, albo coś innego śmiertelnego nas spotka. Gdy się już pozna swoją rzeczywistość, to wtedy można żyć beztrosko. Beztroska zaś jest jedynie wtedy, gdy się wyeliminuje wszelkie możliwe w danym czasie zagrożenia. Wyeliminuje się je w swojej głowie oceniając sytuację. To trening czyni mistrza, a nie nauczysz się wspinać chodząc po płaskim. Nie ma się czego bać, że zostanie się zjedzonym, albo się w inny sposób umrze. Śmierć nadchodzi w odpowiednim momencie. Ani wcześniej, ani później. Znasz taką piosenkę: „Żyje się raz, potem drugi i trzeci, i znów”?

– Nie… Chyba nie znam. To żyje się wiele razy?

– No ba! Życie to gra. I ona się kiedyś kończy. A do następnej rozgrywki przystępujesz już mądrzejszy!

– Przestaję cię rozumieć… Chyba się będę zbierał.

– No tak. Zagalopowałem się trochę z tłumaczeniem rzeczywistości. Zapomniałem, że każdy jest na innym poziomie i przyswaja wiedzę tylko zjadliwą dla jego poziomu. Ale nic to. Na wszystko jest odpowiednia pora. Zatem bywaj!

– Bywaj! – odpowiedział zajączek i pokicał w stronę lasu. Kozioł odprowadzał go wzrokiem i widział, jak zajączek co chwilę robi słupka, rozgląda się dokoła, a potem tarza się w trawie i, leżąc na plecach, grzebie w górze łapkami.

– Dziwne… Zające się tak nie zachowują…  ­– powiedział kozioł do siebie pod nosem i powrócił myślami do ulubionej trawy i mlecyków.

Koooooonieeec

– Łaaał! Fajna bajka. A w związku z czym mi ją opowiedziałeś?

– Bez związku. Przecie jesteś singlem.

– No nie do końca.

– No tak. Końca używasz.

– To teraz pora na kawę – zmieniłem szybko temat.

– Ja już dziękuję za kawę. Ta z Telegrama była wyborna. Zbieram się. Paaaaaa!

– Ej! Nie zapomniałeś o czymś?

– A o czym znowu?

– Miałeś po bajce powiedzieć dobranoc!

– Ale przecie ranek jeszcze, to głupio by było o tej porze mówić „dobranoc” – i w tym momencie dał nura do akwarium tak subtelnie, że nawet unosząca się na powierzchni rzęsa nie poruszyła się.

*
83 views
Wnuczka Emilka
Jarkosowa Dusza
*
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
"Jarkosowe Malowanki"
"Jarkosowe Wschody i Zachody"
Jarkosowe Pińczowskie Zachodzenia
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret