Spis treści
Spis Wpisów
Spis Wpisów

Kilka miesięcy temu dotknąłem tematu programowania świadomości awatara. Pisałem o tym, że jeśli dziecko uwielbia otyłą babcię, to samo staje się otyłe, pomimo, że jego rodzice są szczupli. Można to nazwać programowaniem przez zapatrzenie. I aby sobie potwierdzić słuszność takiego rozumowania zrobiłem pewien eksperyment.

Przed ponad rokiem wróciłem do mojego hobby z młodości, a mianowicie do akwarystyki. Nie jest to jakaś wyczynowa akwarystyka, ale taka zwykła guramiowo-kiryskowo-neonkowo-gupikowa. Z początku, gdy gupiki zaczęły się rozmnażać, odławiałem młode i trzymałem w osobnym słoju, aby wystarczająco podrosły i przestały być smakowitym kąskiem dla innych rybek.

Zrobiłem tak ze trzy razy, ale gdy populacja gupików znacząco się rozrosła, zmuszony byłem kupić drugie akwarium. I wtedy zaprzestałem programu ochrony dziecka narodzonego. Pozwoliłem, aby w obu akwariach regulacją populacji zajęła się natura. I przez kilka miesięcy nie zauważałem nowego narybku, choć ciężarne gupice pływały notorycznie w akwariach. Znaczy, że natura wzięła się do roboty.

Pewnego dnia w tym drugim akwarium zauważyłem małego gupiczka. Prawdopodobnie jednodniowego. Byłem ciekaw, jak sobie poradzi, bo w tym akwarium było około dwudziestu dorosłych gupików, które są smakoszami własnego potomstwa. Ten się uchował. Dał radę umknąć.

Obserwowałem go i po ponad miesiącu zauważyłem, że jest on większy niż te gupiki, które pamiętam ze słoja. Tamte wolniej rosły. Wtedy skojarzyłem moją teorię o zapatrzeniu i przy najbliższej okazji postanowiłem zrobić eksperyment. Zaplanowałem, że gdy pojawi się więcej narybku, to zostawię w akwarium tylko jednego gupika, a resztę przeniosę do słoja.

Po jakimś czasie tak zrobiłem. Pojawiły się trzy małe rybki, z których dwie przeniosłem do słoika. Minął niespełna miesiąc, a już widzę znaczne różnice. Gupik, który został w akwarium jest większy od swego rodzeństwa ze słoja i wyraźnie „mężniejszy”. Owszem. Aby eksperyment był wiarygodny, należałoby go powtórzyć kilkakrotnie i mieć pewność, że rybki są rzeczywiście rodzeństwem, bo ja takiej pewności w stu procentach nie miałem. Jednak jest coś na rzeczy i mnie to w zupełności wystarczy.

Ktoś mógłby się zapytać, czy nie szkoda mi tych zjedzonych rybek? Trochę szkoda, ale nie zamierzałem robić hodowli i handlować nimi. Ślimaki też mi się mnożą, ale one się same nie zjadają i to ja je muszę spuszczać z siłą wodospadu. Tak samo roślinki usuwam, jeśli się rozpanoszą. Szczególnie rzęsa wodna jest w tym temacie upierdliwa.

Czy mnie sumienie nie dręczy, że zabijam? Nie dręczy, bo gdyby tak było, to nie byłoby spaceru z którego wróciłbym radosny, bo sumienie by mnie zjadało, że zdeptałem mrówkę lub innego owada. I też nie myłbym się w ogóle, aby nie zabić drobnoustrojów z mojej skóry. I nie odkurzałbym i nie mył podłóg, aby nie zabić roztoczy…

I wcale nie jestem mordercą. Takie są zasady w tej Grze w Życie Na Ziemi, że jedno zabija drugie. Każda dusza, która się w coś wciela, wie, że jej ciało może zostać zjedzone, rozszarpane, zmiażdżone, rozmazane, rozbite, pocięte, itp. I godzi się świadomie na daną inkarnację w danym ciele. A śmierć przychodzi wtedy, kiedy dusza ją zaakceptuje.

Mam umowę z każdą duszą, która wejdzie na „moje terytorium”. Czy to w akwarium, czy na działce one wszystkie wiedzą, że ich wolna wola jest ograniczona i mogą robić tylko to, co jest zgodne z moimi planami. Na przykład trawa zgodziła się rosnąć i być koszoną przeze mnie lub wyrywaną i do niedawna nie protestowała, ale widzę, że chyba ma już dość i powoli pozwala, aby mech przejął jej rolę w zazielenianiu działki. W sumie mnie to też jest na rękę, bo odpadnie mi przywilej koszenia.

Umowa moja z duszami brzmi: Możesz być na „moim terytorium” dopóty, dopóki mi nie przeszkadzasz. Z dwoma drzewkami, nie owocowymi, które same do mnie przyszły, zawarłem umowę, że jak podrosną, to będą mi pozwalały obcinać swoje gałęzie na opał, a ja pozwolę im być przy mnie. Zgodziły się i dalej rosną.

I większość się godzi na takie postawienie sprawy. Niektóre od razu wycofują się po sprawdzeniu warunków i nie kiełkują, albo odchodzą same wtedy, gdy już się nasyciły życiem na moich zasadach. Rośliny usychają, zwierzęta zdychają. I inkarnują na innym terytorium, gdzie zbiorą inne doświadczenia.

Czy jestem tego pewien, że tak się dzieje z duszami? Na 90%. Bo tak mi podpowiada moja intuicja.

– A czy jesteś pewny swojej intuicji? – To JAM się wtrącił do mojego wywodu. Obgryzał udko z kurczaka z brązową panierką.

– Tak! – zawołałem pewnie.

– Ale przecież wielu rzeczy nie możesz sprawdzić ze swojej perspektywy, to skąd wiesz, że intuicja mówi prawdę?

– Mam takie przeczucie. Wiem, kiedy coś jest zgodne z prawdą, choć tego nie sprawdziłem osobiście, bo czuję swoją wibrację w związku z tym i potrafię określić, czy coś jest dla mnie dobre, czy nie.

– Czyli w sumie to wierzysz, że coś jest prawdą, a intuicyjna wibracja cię w tym upewnia?

– No tak.

– Zatem zapewne masz świadomość, że spora część twego życia oparta jest na wierze. A wiara ta wynika po części z lenistwa, a po części z braku czasu. Wierzysz na przykład, że Ziemia jest kulą. Nie sprawdziłeś tego, zatem wierzysz. Intuicja i logika podpowiada ci, że tak jest. Mógłbyś to sprawdzić, ale…

– Ale po pierwsze trzeba mieć sporo kasy, aby polecieć w kosmos, albo długo się szkolić i być zdeterminowanym i upartym w dążeniu do celu.

– Dokładnie. Na szkolenie ciebie, abyś został astronautą nie masz już czasu, a i tyle kasy też nie zgromadzisz. Mierz czyny na zamiary. To są twoje myśli, które teraz wyczytałem ci w głowie. Zatem brak determinacji, i w sumie priorytetu, decyduje o tym, że wierzysz w kulistą Ziemię. A tak naprawdę tylko astronauci wiedzą jak ona wygląda, a ich wiarę zastąpiła pewność.

– Chyba nie chcesz mi wmówić, że Ziemia jest płaska???

– Nic ci nie wmawiam. Intuicję masz dobrą, a przekonasz się o tym, gdy polecisz w kosmos. Nie byłeś też w Egipcie i tylko wierzysz, że on istnieje, jak i mnóstwo innych rzeczy, o których słyszałeś.

– Masz rację. Ale akurat na doświadczeniu Egiptu nic nie stoi na przeszkodzie i spełnię to, jeśli będzie mi to do czegoś potrzebne.

– I w tym momencie dotknąłeś sedna sprawy. Zależy nam na doświadczaniu czegoś, jeśli jest nam to doświadczanie do czegoś potrzebne. Zwykle ta potrzeba sprowadza się do wewnętrznej radości. Jeśli z doświadczenia czegoś będziemy mieli radość, satysfakcję, nasze wibracje się podniosą, to zdecydujemy się na doświadczenie tego. W innych przypadkach wystarczą nam nasza wiara i intuicja i już one w zupełności zaspokoją nasze potrzeby wibracyjne. Tak się dzieje, że gdy w coś święcie wierzysz, to tylko dobre, logiczne argumenty antagonistów mogą cię skłonić do przejścia na ich stronę. Nie zrobisz tego za żadne pieniądze.

– Niekiedy bywa, że argumenty antagonistów nie są logiczne, a siłowe lub strachowe. Czyli albo leją po głowach, albo straszą.

– Tak bywa. Ale oni biją i straszą tylko tych, którzy są niepewni, co do swoich argumentów, bo oni sami mają podobne wibracje. Jeśli twoja wiara jest na tyle silna, że graniczy z pewnością, a wywodzi się ona z logiki i intuicji, to nikt ci nie podskoczy, bo twoje wibracje nie pasują do podskakujących.

– Znam to uczucie. Szczególnie ostatnimi czasy przechadzam się śmiało wśród odmiennie wierzących i jakoś nikt mi nie zwraca uwagi, że mam usta na wierzchu.

– Bo też i sprawa tak zwanych wirusów, to kwestia wiary. Jeden wierzy, że są chorobotwórcze, a inny, że sprzyjają ozdrowieniu. I według ich wiary im się dzieje. Ale żaden z wierzących nie pokusił się o zrobienie badań z użyciem obecnie dostępnych technik, które jednoznacznie stwierdziłyby, czy jego wiara przerodzi się w pewność. Wystarczy im ich wiara. Tak mają, jak wierzą. Każdy tak ma.

– Jeśli już jesteśmy w tym temacie, to nie wiem, czy są wśród naszych czytelników tacy, którzy zadali sobie pytanie, dlaczego na przykład szczepionki przeciw grypie podawane są domięśniowo, a nie przez inhalację? Przecież grypą ponoć „zarażamy się” oddychając, to dlaczego tak zwany „układ odpornościowy” jest wspomagany szczepionką domięśniowo, a nie dopłucnie? To tak jakby bokser trenował w szatni oglądając rękawice dostarczone mu przez szatniarza. A przecież najlepszy trening jest ze sparingpartnerem, czyli gdzie przychodzi „zagrożenie”, tam się ucz je eliminować.

– Na pewno są tacy czytelnicy, ale dla nich ten temat jest już nieistotny, bo ich wiara w tej dziedzinie jest znacząco odmienna i nie ma takich argumentów, które przekonałyby ich do przejścia na drugą stronę myślenia. Tak jak i ciebie.

– Tak tylko o to zapytałem, aby ci, którzy jeszcze się nad tą kwestią nie zastanawiali, zastanowili się nad nią i dołożyli odpowiednią cegiełkę do swojej wiary.

*
140 views
Wnuczka Emilka
Jarkosowa Dusza
*
Prawo Przyciągania, the secret, galeria
"Jarkosowe Malowanki"
"Jarkosowe Wschody i Zachody"
Jarkosowe Pińczowskie Zachodzenia
Pińczowskie Artały
Prawo Przyciągania, the secret